adam kadmon adam kadmon
438
BLOG

DREAM(LINER) EXTASY

adam kadmon adam kadmon Gospodarka Obserwuj notkę 19

Ja, jako obywatel Bulandy, czuwający, pamiętliwy i na posterunku, pozwalam sobie przypomnieć  Szanownym Państwu, mój tekst osobisty, napisany 17 listopada ubiegłego roku. Oooo nie, prorokiem to ja nie jestem. Ale pytanie zawarte w ostatnim akapicie, aktualne, jak diabli.

                                       A tak w ogóle, to  do łez rozbawiła mnie dziś  wypowiedż reprezentanta narodowego przewożnika, który z powagą okropną rzekł, że  : paradoksalnie, ilość wykrywanych usterek w tym cudzie techniki awiacji,  jest dlań bardzo miła, albowiem pomoże w negocjacach o  ODSZKODOWANIE. No i dobra; forsa będzie lub nie,  LOT niebawem szlag trafi, że o prestiżu nie wspomnę. Faktycznie, tylko się cieszyć.

                                        A teraz wspomniany tekścik.

 

                                                          KULT CARGO W BULANDZIE

                                                       ----------------------------------------------

 

                           Jak Szanowne / Szanowni  pamiętają , obszarem  Wielkiej Wojny, toczonej na Pacyfiku, była też Nowa Gwinea -  wyspa jak wulkan gorąca i od ruchów tektonicznych pękająca, jak tylko mogąca.

                                                Istotny  niedobór infrastruktury drogowej -  asfaltowych duktów, autostrad i takich tam ( patrz Bulanda ), spowodował konieczność zaopatrywania    wojsk drogą lotniczą, ponieważ lotniskowce i kontenerowce, nie wszędy mogły dotrzeć – wyspa  rozległą dziedziną jest.

                                               Samoloty transportowe ( po czesku – latadla ), dostarczały walczącym stronom wszelkich potrzebnych dóbr : coca-coli, konserw, gadżetów, opatrunków, lekarstw, mrożonego chleba, adapterów do plyt  winylowych (  45 obr/min), broni, amunicji, lornetek, piwa, namiotów , łopatek  i min przeciwpiechotnych. Nie wszystkie te dobra trafiały do adresatów :  wiatr znoszący potrafił  robić niezłe jaja.   Nielicha ilość trafiała  do rąk krajowców.

                                     Tu należy uczynić uprawniony wtręt, dot. struktury     społeczeństw ludotambylczch. Z grubsza dzielą się one na setki  plemion, odseparowanych od siebie górami, wądołami, dżunglą  i ciemnotą   tak , że ich wzajemne porozumiewanie się werbalne , o intelektualnym nie wspominając, jest  równie niemożliwe, co dialog między pisiakiem a poszołomem ( patrz Bulanda )  –  na płaszczyżnie ogólnie wyznawanych zasad.   Pewne zaszłości cywilizacyjne również nie sprzyjały : a to  znikomość pracującej klasy wielkoprzemysłowej ( patrz Bulanda ),  niedobór elit intelektualnych, kształconych na poziomie ponadpodstawowym ( patrz Bulanda ), inteligencji zatrudnionej wszędzie tam, gdzie  kraj potrzebuje,  wojska licznego  i kompetentnego ( patrz j.w. ) , co skądinąd zaowocowało  niepoliczalną  ilością niecywilizowanych babów, otroków, kacyków,  czarowników ( patrz Bulanda ) oraz nielichego pogłowia  obiboków, podających się za lokalne  elity ; no - popatrz.

                                     Ludy te w prostocie  serc swoich rozumiały, że oto manna  i hosanna lecą z nieba, więc  dawaj  zjawiska gloryfikować i sakralizować. Tak narodził się kult Cargo , niepowszedni i oryginalny, niczym  wiara w cudowne  obrazki  malowane nieznaną ręką na szybach w Bulandzie.

                                       Wiecznotrwałą pamiątką  kultu, są na Nowej Gwinei  uczynione modele w niesłychanie  absurdalnej skali, będące podobiznami samolotów czasów wojny.  Wykonano je , jasna rzecz, ze wszystkiego tego, co kto tam miał :  z patyków, blach kontenerowych, drutu kolczastego , tektury, sznurka do snopowiązałek, puszek po  coca-coli i napojach energetycznych, spreparowanych skór przeciwników politycznych i wrogów ludu.   Ten kult  trwa, czego przejawem jest konsupcja   białych misjonarzy w całości.   Sprzyja mu tam wielka rzesza chłopstwa małorolnego i lumpenproletariatu, oderwanego od korzeni i  wiary przodków – patrz Bulanda.

 

                                              Wczoraj do  miasta stołecznego, przyleciał-był pewien nowy samolot. Zapowiedż stada kolejnych.  Na powitanie, pełna czci, pokory , szacunku i szczęk opadłych  bez granic, zebrała się  krajowa elita i w niemym zachwycie, a podnieceniu  parareligijnym,  kontemplowała  cud-maszynę.  W awangardzie tego tłumu , lud bulandyjski mógł podziwiać   Jej Korpulentność – naczelnikową plemienną , liczny i uprawniony  zespół miejscowych czarowników, jednego rabina,   wodzów wojennych, lubo bez wojska ( patrz – Nowa Gwinea ), oficjeli resortowych i transseksualnych, a opodal kłębił się tłum pieczeniarzy układu który wie, dlaczego wybrano właśnie ten  , a nie inny model  fruvadla z pięknego miasta Seattle.

                                         Władza nie wykazała się tym razem czujnością  partyjno-polityczną i nie ogłosiła  tego dnia, dniem wolnym od zajęć.

                                                                  A M E N.

                                   ( OPUBLIKOWANO W S-24 DN. 17/11/2012 R )

adam kadmon
O mnie adam kadmon

Jestem istotą czującą , która swoje przeżyła.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (19)

Inne tematy w dziale Gospodarka