21 obserwujących
477 notek
321k odsłon
  249   3

Zielone ludziki

Beło łonegdaj panocku, co pracownicy uniwersytetu w Wuhan z pomocą akademików z uniwersytetu im. Łomonosowa w Moskwie i woźnej z Zespołu Szkół Leśnych w Biłgoraju wszczepili ludziom chlorofil.

I udało się! Zaszczepieni szybko zaczęli nabierać zielonego koloru i stali się zielonymi ludzikami. Ich organizmy same zaczęły produkować chlorofil, a układy pokarmowe uległy całkowitej przemianie. Nie utracili przy tym cech ludzkich, takich jak zdolność abstrakcyjnego myślenia, zwierzęcych – zdolności poruszania się, poruszania się na dwóch nogach.

Natychmiast odpadł problem tworzenia dla nich muszli klozetowych czy pisuarów, mało tego: zaczęli pochłaniać dwutlenek węgla z atmosfery, a wydzielać tlen.

W ten sposób zielone ludziki szybko wyparły ludzi bezchlorofilowych.

Owszem zielone ludziki posiadały włosy, ale bardzo zróżnicowane: np. ci o nazwisku Kostrzewa podobne do ludzkich i łatwe w pielęgnacji, Sosnowscy z kolei czupryny mieli sztywne niczym sosnowe igły. Gorzej było z Lipińskimi, Dąbrowskimi, Grabowskimi, czy Bukowskimi, nie dość, że trudne do czesania, to jeszcze wiosną i latem zielone, jesienią żółte, rude, czasem czerwone, a wszyscy na zimę łysieli. A już najbardziej przechlapane mieli Jaworscy, no bo jak czesać włosy o kształcie jaworowych liści!

Zdarzało się, że higienę głowy zaniedbano i wtedy taki zielony ludzik, Kapuściński – człowiek o niskim IQ w wyniku zaniedbania zmarł, bo w głowie zalągł mu się bielinek kapustnik i prawie całą głowę zjadł, został się tylko głąb!

Dymorfizm płciowy jest u nich słabiej zaznaczony niż u ludzi, większość z nich to są osobniki obojnacze, chociaż nie wszystkie: wśród Topolskich i Wierzbickich np. występował podział na chłopców i dziewczynki. Życie intymne w ludzkim czy zwierzęcym tego słowa znaczeniu nie istnieje, niemniej rozmnażają się najczęściej płciowo: wiatropylnie lub owadopylnie.

Są długowieczne: uważani za krótkowiecznych Topolscy dochodzą do 100 lat, a nawet więcej, a w jednym z więzień, skazany na dożywocie za ciężkie przestępstwa Dąbrowski siedzi już 450 lat i nawet nie zaczął próchnieć. Tak, próchnienie jest pierwszym objawem starzenia się zielonych ludzików i z reguły zaczyna się od środka organizmu.

Dawniej zmarłe zielone ludziki pozostawiano własnemu losowi, ale od jakiegoś czasu w tym świecie nastąpił kryzys cywilizacyjny: w atmosferze zaczęło ubywać dwutlenku węgla! Spowodowało to nie tylko ochłodzenie klimatu, ale także spowolnienie wzrostu, zielone ludziki zaczęły się dusić z braku CO2. Zaczęto więc spalać zmarłych zielonych ludzików, celem zwiększenia emisji gazów cieplarnianych, ale to nie pomogło w stopniu wystarczającym.

Gwoździem do trumny cywilizacji zielonych ludzików była pandemia mączniaka rzekomego, który zabijał nawet młode okazy i nie pomogły twarde lockdowny polegające na minimalizacji kontaktów.

Wybawieniem okazała się pomoc zielonych ludzików z USA, albowiem wszystkie te stworzenia żywiły się odchodami zwierząt, zbutwiałą ściółką, słomą itp. Praktyczni i pomysłowi Jankesi wpadli na pomysł, by odtworzyć przemysł podobny do ery, gdy na świecie panowały bezchlorowilowce dwunożne. 

Wielkie fabryki mocznika, saletry amonowej, czy polifoski przyspieszały wzrost i zwiększały koncentrację CO2 w atmosferze. Powstające fabryki preparatów przeciw mączniakowi zbawiennie wzbogacały atmosferę w dwutlenek węgla i inne gazy cieplarniane. Zwiększone zapylenie atmosfery poprawiło ilość opadów.

Ale jak to w zepsutej Ameryce dochodziło też do przegięć. Powstała cała sieć fast-foodów oferujących mocznik, saletrę itd. w ilościach masowych. Dochodziło do przypadków przenawożenia zielonych ludzików i uzależnienia się od w/w nawozów. 

Tylko droższe lokale oferowały wapnowanie jako częściową odtrutkę. Powstały sieci poradni psychologicznych oferujące pomoc ludzikom uzależnionym od nawozów sztucznych czy roundupu.

No i tak się sprawy mają. Proszę nie wierzyć w plotki, jakoby zielone ludziki wymarły lub nigdy nie istniały. W szczególności zmuszony jestem zdementować teorię spiskową, że ostatnie zielone ludziki zostały zjedzone przez krowy w Nowej Zelandii podczas kręcenia zdjęć do trzeciej części filmu „Władca pierścieni”, gdzie miały grać role entów.

To zupełnie inna historia…



Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości