Pojawili się znikąd. Nim przeciętny polski kibic sukcesu zdążył się zorientować mieliśmy już kadrę zdolną walczyć o medale na mistrzostwach świata. Odbyło się to bez pompowania kasy w reprezentację, bez naturalizowania zawodników innej narodowości i bez ładowania pieniędzy w rodzimą ligę piłki ręcznej o której istnieniu do dziś mało kto zdaje sobie sprawę (pozdrowienia dla minister Muchy).
Ten piękny okres dobiega chyba ku końcowi czego symbolem jest przegranie meczu ostatniej szansy i nie załapanie się na Igrzyska Olimpijskie w Londynie. Trudno nawet mieć o to pretensje do kadrowiczów Bogdana Wenty. Przez wiele lat potrafili osiągać naprawdę dobre wyniki. W przeciwieństwie do kopaczy nożnych nie potykali się o własne nogi ani nie symulowali fauli. Nie przeszkadzała im też duszna hala albo wrzawa medialna – wychodzili i grali swoje, raz z lepszym a raz z gorszym skutkiem.
Za to im dziękuję. Mam nadzieję, że ich młodsi następcy będą w stanie nawiązać do tych sukcesów.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)