„Gdyby matka Madzi mogła usunąć ciążę to nie byłoby teraz medialnego cyrku” – tym osobliwym konstruktem intelektualnym popisał się poseł Roman Kotliński z ruchu popierania Janusza Palikota. Trudno nawet polemizować z opinią, w myśl której aborcja jest „zawsze złem”, ale jednocześnie powinna być dopuszczalna już wtedy gdy pozwoli uniknąć medialnej zawieruchy kilka lat później.
Czytając wywiad z Romanem Kotlińskim przypomniał mi się jedna ze scenek w South Parku. Dwóch myśliwych, weteranów wojny w Wietnamie wciąż szukało nowych sposobów polowania na zwierzęta mimo zakazów. Początkowo wymyślili, że będą zabijać zwierzęta w samoobronie krzycząc „biegnie prosto na nas!”. Gdy ten sposób został zakazany wpadli na pomysł „kontrolowania pogłowia”. Jak błyskotliwie uzasadnili „zwierząt [również tych z ginących gatunków] jest zbyt wiele i brakuje dla niż pożywienia. Musimy je więc zabić, bo inaczej umrą”. Podobnie rozumiem koncepcję pana posła: dokonujmy aborcji to w przyszłości matki nie będą wyrzucać noworodków na śmietnik, a ponadto żaden „usunięty płód” nie wyślizgnie się kilka lat później z kocyka.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)