21 obserwujących
192 notki
340k odsłon
3674 odsłony

AIDS, szczepienia i inne bzdury

Wykop Skomentuj6

"Nasz program dezinformacji będzie można uznać za zakończony wówczas,
gdy wszystko w co wierzy amerykańskie społeczeństwo będzie nieprawdą."
- William Casey, Szef CIA (na pierwszym posiedzeniu zarządu w 1981)

"Obserwowanie jak ludzie wokół nas są nieświadomi tego co się im przytrafia,
daje nam wyjątkową, ukrytą przyjemność"
- Adolph Hitler

Kłamstwa można stosunkowo łatwo odróżnić od prawdy jeśli przeanalizuje sie odpowiednią ilość informacji (koniecznie pochodzących z różnych źródeł) i zastosuje wobec nich zasady logiki. Większość z nas posługuje się tak zwanym zdrowym rozsądkiem, charakteryzującym się przede wszystkim przypisaniem wszystkim członkom społeczeństwa ludzkiego, przyzwoitego rozumowania. Polskie znaczenie tych słów (zdrowy rozsądek) jest moim zdaniem tendencyjne i wprowadzające w błąd. Sugeruje bowiem, że ludzie nie posługujący się nim są w pewien sposób chorzy. Brzmienie angielskie (common sense) jest zdecydowanie bardziej precyzyjne. Zwrot ten można przetłumaczyć jako "powszechne odczuwanie". W języku polskim mamy zwrot "w powszechnym odczuciu", które oddaje rzeczywisty sens tego zwrotu - zakłada pewne "powszechne odczuwanie". A to już daje pewien margines na odczuwania niepowszechne, zarówno takie które cechuje psychopatów, jak i takie które zakłada istnienie takiego psychopatycznego odczuwania. Pomimo, że od pewnego czasu psychopatia stała się moim "konikiem", wciąż nie potrafię się pozbyć podświadomych nawyków "zdroworozsądkowych", przykładowo - otrzymałem dane na temat pewnego konkursu wśród pracowników, szybkim algorytmem znalazłem zwycięzców, zadowolony z uzyskanego efektu przedstawiłem wynik przełożonemu, a on mi na to - "Sprawdź ich. Pewnie oszukiwali". Oczywiście miał rację, oszukiwali i to głupio. Nie dość, że pierwsze dwa miejsca zajęły osoby pracujące razem, to jeszcze podpisały w pewien sposób swoje oszustwo, przez co nawet nie musiałem wgłębiać się w szczegóły. Czyli to przełożony miał zdrowy rozsądek, a ja jedynie "common sense". 

Ale zastanówmy się nad konsekwencjami logicznymi - jeśli w takim durnym konkursie, w którym wartość nagrody nie przekraczała ceny nowego dobrego telefonu komórkowego, a przełożony bez analizowania danych założył (słusznie), że zwycięzcy oszukiwali, to co z wygranymi, które mają nieporównanie większą wartość? Na przykład fotel prezydencki, miejsce w sejmie, senacie (ostatnio dzięki nazistowskiej nowelizacji ustawy o tzw. "zapobieganiu chorobom zakaźnym" - która tak naprawdę ma na celu uprawomocnienie nazistowskich metod eksperymentowania na ludzkości metodami które bez wątpienia są niezwykle szkodliwe dla zdrowia, co można udowodnić poprzez analizę wyników ogromnej ilości badań - oglądałem parę dyskusji odbywających się w komisjach senackich/sejmowych - panie Piecha, panie Niesiołowski - czy wy nas macie za idiotów?). Zdecydowana większość ludzkości, włącznie ze mną robi ten podstawowy właśnie błąd - w pierwszym odruchu nie zakłada, że wygrywający oszukiwali. Z kolei ludzie którzy mają prawdziwie zdrowy rozsądek - jak mój przełożony - są niezwykle cennym "towarem" na "rynku zarządzających". Mój zwierzchnik nie szukał tej roboty w przeciwieństwie do mnie, został wytypowany i zwerbowany w zagranicznej firmie z centralą w Londynie.

Zdecydowana większość ludzkości nie wypracowała sobie takiego prawdziwie zdrowego rozsądku, a nawet rękami i nogami się przed nim broni. Wynika to moim zdaniem z nieumiejętności analizy danych - patrz moje wpisy na temat szczepionek, w których przeanalizowałem kilka faktów jednoznacznie wskazujących na brak zdrowotnego uzasadnienia szczepień, a także wskazujące na olbrzymie zagrożenia związane z ich stosowaniem. Popierają to wszelkie dane liczbowe, historia wprowadzania szczepień, jak również ocena skutków i porównania z chorobami przed którymi rzekomo mają chronić. Poniżej zamieszczę obszerne cytaty z blogu "mojej" lekarki - dzisiaj w temacie historii szczepień (np. na temat mitu Pasteura), a póki co chciałbym przeanalizować jedno zdanie, które niegdyś przeczytałem, a które było podsumowaniem pewnego badania statystycznego. Zdanie to brzmi:

40% kobiet u których zdiagnozowano raka piersi, w ciągu poprzedniego pół roku wykonała sobie mammografię, która nie wykryła u nich jakichkolwiek zmian.

Nie wiemy dokładnie jak była próba, wiemy jedynie, że dokonano ją na pewnej grupie osób u których zdiagnozowano raka piersi. Nie wiemy czy była to kompletna grupa osób na całym świecie, czy tylko grupa osób która zgłosiła się do jednej kliniki. Dlatego trzeba przeanalizować cały przedział możliwości. Analizę przedziału najlepiej zacząć od analizy skrajnych przypadków (i nie ma tu znaczenia, że skrajności są nierealne - wszystkie realne możliwości zawierają sie bowiem pomiędzy skrajnościami). Jedna skrajność, to taka, że na raka piersi zachorowało na świecie łącznie 5 pacjentek, z których 2 miały w poprzedzającym roku badanie mammograficzne. Liczymy szansę zachorowania, tzn. weźmy 1/10 populacji kobiet (co najmniej 4/5 żyje w krajach gdzie nie wykonuje się "profilaktycznych" badań mammograficznych, a połowa reszty jest na nie za młoda), dostajemy więc próbę 300 mln. osób, Czyli szansa zachorowania w ciągu losowej połowy roku (zakładam średnią długość życia kobiet na 80 lat) można w takim przypadku oszacować na (5przypadków*pół roku)/(300mln kobiet*40lat). Po skróceniu mamy wynik - 1/2 400 000 000. Jeśli więc dwie kobiety zachorowały w ciągu pół roku po badaniu mammograficznym, to mamy bardzo ścisły związek z wykonaniem badania mammograficznego, tzn. ponad 99,9999%. Następna skrajność, to że wszystkie kobiety zapadają na raka piersi, z czego 40% w ciągu pół roku przed zdiagnozowaniem raka poddało się badaniu. Tutaj liczenie jest znacznie prostsze. Jeśłi mianowicie kobieta po 40-tce przeciętnie bada się częściej niż raz na 15 miesięcy (6 msc/40%), wóczas nie za bardzo można cokolwiek ustalić, bo badania są zbyt powszechne i bez grupy kontrolnej nie za bardzo jest możliwość porównania czegokolwiek, o ile nie sięgniemy do danych historycznych, które mówią np. że przed okresem takiej powszechności zachorowalność była niższa. Jeśli przeciętna częstość jest niższa (a z pewnością jest), wówczas mamy bezpośredni związek (korelację) pomiędzy badaniem mammograficznym a wystąpieniem raka piersi. Już przy przeciętnym badaniu raz na 16 miesięcy, związek jest już bliski 100%. Czyli obydwie skrajności wskazują na związek prawie stuprocentowy. W związku z czym związek jest niemal 100%.

Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura