As Kier As Kier
77
BLOG

Afery Rywina nie było

As Kier As Kier Polityka Obserwuj notkę 11

Przed SLD otwierają się obecnie coraz szersze perspektywy. Warto przypomnieć, że jest to partia wywodząca się z samych źródeł demokracji, bo przecież demokracja od swoich początków jest areną ścierania się idei postępowych i konserwatywnych, czyli lewicowych i prawicowych. W najnowszej historii do źródeł SLD należy zaliczyć lewicową opozycję demokratyczną w PRL, reformatorskie nurty PZPR oraz inicjatywę okrągłego stołu. Z tych źródeł powstała Socjaldemokracja Rzeczypospolitej Polskiej a także dziesiątki małych organizacji, związków i ruchów lewicowych na rozdrobnionej scenie politycznej lat 90. SLD początkowo odnosił sukcesy jako koalicja wyborcza, a w 1999 roku zaczął działalność jako partia, której przewodniczącym został Leszek Miller. Pod przewodnictwem Leszka Millera partia odniosła wielkie zwycięstwo wyborcze w 2001 r. Leszek Miller został premierem. Wraz z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim doprowadzili do największych sukcesów Polski w ciągu ostatnich 20 lat. Nastąpiła historyczna integracja ze strukturami europejskimi. Zaangażowanie prezydenta Kwaśniewskiego na Ukrainie przyczyniło się do pokojowego przebiegu tzw. pomarańczowej rewolucji i demokratyzacji kolejnego państwa w Europie, sprawiając jednocześnie, że Polska przeistoczyła się w liczącego się gracza w sprawach międzynarodowych. Trzeba czasami o tych faktach przypomnieć, tym bardziej, że przy sukcesach rządów lewicy rządy prawicy wypadają bardzo blado.

SLD jest partią centrolewicową opowiadającą się za państwem opiekuńczym. Należy do 2 partii o najszerszej bazie społecznej: wg Wikipedii SLD ma 72 tys. członków a PSL 60 tys. członków. Prawicowe partie, które na pewien okres zdominowały scenę polityczną są przy nich cienkie: PO ma 21 tys. członków a PiS 18 tys. członków.

W 2002 roku miała miejsce jakaś niewyobrażalna prowokacja, która została rozdmuchana do rozmiarów politycznego trzęsienia ziemi, czyli tzw. afera Rywina, której nie było. Podstępni i zręczni politycy ówczesnej opozycji – Jan Rokita (PO) i Zbigniew Ziobro (PiS) – doprowadzili do zjawiska zwanego cyrkiem medialnym. Ukuto groźnie brzmiące i wielokrotnie potem wykpione pojęcie grupy trzemającej władzę, do której rzekomo mieli należeć Leszek Miller, Aleksandra Jakubowska, Lech Nikolski, Robert Kwiatkowski, Włodzimierz Czarzasty. Sejmowa komisja śledcza w wyniku jakiejś sztuczki proceduralnej przyjęła tzw. raport Ziobry, który wszystkie te zarzuty podawał oficjalnie. Należy pamiętać, że był też raport Anity Błochowiak, który zawierał wnioski mówiące o tym, że Lew Rywin po prostu blefował – chciał samodzielnie wyłudzić dużą sumę pieniędzy ($17 500 000) od Adama Michnika. Niedowiarków ostatecznie powinien przekonać fakt, że do tych samych wniosków doszła prokuratura i sąd, który skazał tylko Rywina właśnie za próbę wyłudzenia. W styczniu 2008 r. Prokuratura Apelacyjna w Warszawie ostatecznie oddaliła wszystkie zarzuty przeciwko Leszkowi Millerowi. Opierając się na tym orzeczeniu Miller w grudniu 2008 r. zwrócił się do marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego o unieważnienie uchwały Sejmu dotyczącej przyjęcia raportu Ziobry. Takie spóźnione zadośćuczynienie byłoby w tej sytuacji lepszym rozwiązaniem niż zostawienie tej sprawy w próżni oraz utrzymywanie absurdalnej sytuacji, w której orzeczenia poszczególnych organów władzy są między sobą niespójne.

Całe szczęście, że przyszedł czas, by głośno powiedzieć to do czego nie chcą się przyznać PO i PiS. Cała nagonka na SLD nie była warta funta kłaków. Gdy jeszcze do tego dodamy pompatyczne zapowiedzi "odnowy moralnej" w polityce, która miała nastąpić po odsunięciu SLD od władzy, tylko pusty śmiech ogarnia znużonego wyborcę. Dziś te oczywiste wnioski potwierdził swoim autorytetem Aleksander Kwaśniewski, który w polityce zapewne nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. W ostatnim wywiadzie dla "Newsweeka" Kwaśniewski powiedział głośno to, o czym wszyscy i tak już wiedzą: "Afery Rywina nie było." "Co to za afera, która polega na tym, że ktoś żąda 17,5 miliona, których których nikt nigdy nie widział i nikt nigdy nie dostał? (…) Mam wrażenie, że to była wirtualna afera" - powiedział były prezydent.

Dziś stoją przed nami nowe wyzwania. Najbliższe wielkie wyzwanie polityczne to wybory prezydenckie. Donald Tusk prze do tych wyborów niczym żelazna pięść i praktycznie od 2007 roku do dziś niezmiennie jest pewniakiem do objęcia tego urzędu. Jednak inne partie także wystawią swoich kandydatów, choćby dlatego by zaznaczyć swoją obecność i pozycję przed kolejnymi wyborami. PiS w swojej desperacji zapewne wystawi Lecha Kaczyńskiego, który ma podobno ledwie kilkuprocentowe poparcie (nie śledzę sondaży na bieżąco). Powszechne zainteresowanie budzi też, kto będzie kandydatem lewicy. Ja osobiście postawiłbym na Waldemara Pawlaka, który nie raz okazał się już czarnym koniem i języczkiem u wagi w różnych rozgrywkach politycznych. Jako dojrzały polityk z ogromnymi doświadczeniami, znajomością języków obcych, a także wyrastający nieco ponad bieżące spory polityczne i międzypartyjne walki, byłby dla wyborców interesującym powiewem świeżości.

Powołajmy się jeszcze raz na zdanie doświadczonego gracza Aleksandra Kwaśniewskiego. W dzisiejszym wywiadzie dla TVN24 podkreśla on przede wszystkim, że lewica ma kandydatów. To ważne stwierdzenie, bo rzeczywiście, po stronie lewicy nie ma mowy o krótkiej ławce - nie brakuje kandydatów o autorytecie społecznym i doświadczeniu politycznym odpowiednim do tej funkcji. Nie wydaje mi się słuszne szukanie kandydatów z pogranicza polityki i medialnej kreacji, bo to byłoby krótkowzroczne. Można oczywiście założyć, że skoro PO i sam Tusk stanowią swego rodzaju medialną kreację, to tymi samymi metodami trzeba z nimi walczyć. Mówi się więc o kandydaturze Jolanty Kwaśniewskiej, która - o ile pamiętam - we wczesnych sondażach była bliska zwycięstwa nawet z Tuskiem. Pojawiają się też porównania kariery Jolanty Kwaśniewskiej z karierą Hillary Clinton. Zapewne nie brakuje pozytywnych cech u naszej byłej pierwszej damy, a dla zdecydowanej większości obywateli prezydent Jolanta Kwaśniewska byłaby w tej funkcji w każdym razie o wiele lepsza od prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jednak przewiduję, że siła oddziaływania PO nie zmniejszy się w ciągu najbliższego roku na tyle, by lewica mogła faktycznie przeforsować zwycięstwo swojego kandydata. Dlatego lepiej wybory potraktować jako okazję do promowania całej formacji i - że tak powiem - rasowych polityków lewicy. Trzeba patrzeć w przyszłość dalekowzrocznie. Wyborcy w 2010 roku pewnie jeszcze raz dadzą się nabrać na wojnę narracji, kreacji medialnych, czarnego PR i agresywnych spotów. Niech w tej wojnie ostatecznie wypalą się Tusk i Kaczyński. Tymczasem SLD powinna za radą Kwaśniewskiego wystawić Jerzego Szmajdzińskiego. Zdaniem Kwaśniewskiego jest on "politykiem doświadczonym, intelektualnie niezwykle otwartym i przygotowanym do tej roli." "Nie ma wątpliwości, że kwalifikacje doświadczenie i cechy charakteru Jerzego Szmajdzińskiego są dla lewicy dzisiaj niezwykle potrzebne, niezwykle użyteczne" - mówi dalej Kwaśniewski. Być może Szmajdziński nie wygra teraz, ale wyborcy dojrzeją politycznie, dojrzeje także młodzież, która dotychczas gremialnie popiera Tuska, jako swojskiego chłopca z podwórka. I w następnych wyborach przestaną się liczyć brutalne przepychanki, a wyborcy uświadomią sobie, że najwyższe kwalifikacje do rządzenia ma lewica. Trzeba pamiętać, co powiedział Wojciech Olejniczak w jednym z wywiadów: "Dziś PO jest korkiem od butelki - nikt go nie chce wyjąć, bo każdy się boi, że wyskoczy z niej PiS. Ale to się zmieni, gdy wzmocni się lewica."

As Kier
O mnie As Kier

Jestem młodym, wykształconym i świadomym wyborcą. Moje zainteresowania polityką i historią wzięły się z wielu rozmów z aktywnymi uczestnikami wydarzeń z naszej najnowszej historii, i to z obu stron barykady. Wniosek jest prosty. Rządy demokratycznej lewicy doprowadziły do dzisiejszego sukcesu Polski, a prawica zamiast rządzić, tylko kłóci się między sobą :)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka