Urodzeni i wychowani w demokracji automatycznie uznaliśmy, że już jesteśmy wolni tak jakby z urodzenia i tracimy czujność. Nikt nam przecież nie narzuca, przynajmniej oficjalnie, swojej woli. Nie dostrzegamy, albo jeszcze nie wiemy, że w demokracji łatwej narzucić swoją wolę milionom, niż jednemu człowiekowi - wmawiając im, że wszystko co robimy robimy dla ich dobra, a lekarstwo czasem jest na początku gorzkie i musimy coś poświęcić, żeby zyskać znacznie więcej. Tak zdobywali poparcie Hitler i inni. Demokracja paradoksalnie im to ułatwiła, a właściwie umożliwiła. Gdyby w latach 30' ub.w. w Niemczech panowała nadal monarchia, a nie demokracja parlamentarna - ktoś taki jak Hitler, pochodzący z niskiego stanu ubogi malarzyna, nie miałby szans zdobyć władzy. Ukróciliby go już po kilku przemówieniach w monachijskich pubach. Przez to, że była demokracja - ówczesna władza obawiając się opinii ludu, bo była już w jakiejś mierze od niej zależna - dopuściła do tego, żeby ten lud w swojej nieświadomości wybrał tych, którzy już w ogóle nie przejmowali się jego opinią.
Dzisiaj jest podobnie. Ludzie w swojej ignorancji dopuszczają do władzy osobniki gardzące demokracją, a więc w istocie gardzące nimi, ich głosem, ich wyborem. Oni oczywiście jeszcze tego nie dostrzegają. Przecież słyszą non stop jak to na tym głosie im właśnie zależy. Zależy im dopóki muszą się o niego ubiegać. Kiedy już jednak zdobywają władzę - nagle przestaje mieć on dla nich jakiekolwiek znaczenie i dążą już tylko do jego ograniczania wiążąc ręce prasie i podporządkowując swojej woli wszystkie instytucje państwa, zaczynając od sądowniczych, żeby zapewnić sobie bezkarność. Niby już znamy to z historii, również własnej, a jednak wciąż ulegamy temu samemu złudzeniu i pozorom pozwalając sobie na lekceważenie łamania podstawowych zasad demokracji nie umiejąc przetłumaczyć sobie, że są one ważniejsze od czegokolwiek innego, gdyż odchodząc od nich choćby w swoim mniemaniu w jakimś wyższym celu (tak jakby mogły być jakieś wyższe od naszej wolności i praw) - sprowadzają na siebie jeszcze większe nieszczęście i zło. To jednak dostrzegają dopiero, gdy już jest za późno i mają nad sobą nie liczący się z ich zdaniem reżim. Sęk w tym, że sami najpierw przyczynili się w ten sposób do jego powstania, bo żaden reżim i dyktatura nie powstaje i nie funkcjonuje w próżni, ale umożliwiają mu to jego zwolennicy, a im bierność, poddaństwo i tchórzostwo pozostałych.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)