W nawiazaniu do notki: sloncestepow.salon24.pl/402712,to-jest-rak-ktory-zzera-polske
"Wybrany do Sejmu może być obywatel polski mający prawo wybierania, który najpóźniej w dniu wyborów kończy 21 lat.
Wybrany do Senatu może być obywatel polski mający prawo wybierania, który najpóźniej w dniu wyborów kończy 30 lat.
Wybraną do Sejmu lub do Senatu nie może być osoba skazana prawomocnym wyrokiem na karę pozbawienia wolności za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego.
(...) "
Obywatelu - czytałeś ostatnio Ordynację Wyborczą?
Bo prawda - w Konstytucji jest napisane, ze Obywatel ma prawo być wybranym. Masz prawo - nikt Ci go nie odbiera.
Ale Ordynacja mówi jak to zrobić.
I Skonstruowana jest tak, żeby nowi ludzie z pomysłami nie mieli szans w polityce.
Ale teoretycznego prawa kandydowania nikt Ci nie odbiera.
Po pierwsze - w Polsce nie oddaje się głosu na konkretnych ludzi czy idee. Głosuje sie na Partię czy komitety wyborcze. Nawet jeżeli zagłosujesz na Pana X - to Twój głos pójdzie na partie z ramienia której pan X występuje. Nie na niego samego. I to partia zdecyduje czy przydzielić Twojemu ulubionemu panowi X mandat poselski czy tez nie. Tak to działa.
Po drugie - niektóre partie mają dotacje z budżetu. Inne nie.
Oznacza to, że jak się już raz wejdzie do parlamentu, łyknie dotacje i obsadzi swoich ludzi w TVP to ma się o wiele lepszą pozycję wyjściową niż nowa partia, która musi na kampanię brać kredyty. Innymi słowy - status quo i beton nie do ruszenia.
Finansowanie z budżetu powoduje, ze mogą istnieć partie ksenofobiczne, paranoiczne, pozbawione kontaktu z życiem zwykłych ludzi. One służą tylko własnym celom. Jak mafia. Nie ma żadnego ciśnienia aby otwierać się na nowe poglądy czy środowiska, aby zdobywać nowych członków.
A pieniądze z dotacji idą głównie do agencji reklamowych.
I nawet gdyby ktoś miał cudowny pomysł na uzdrowienie Polski i miałby świętą rację (taka najbardziej rację - po prostu gdyby był ten ktoś zbawicielem) to i tak nie ma szans aby ze swoim głosikiem przedrzeć się przez krzyk reklam politycznych w TV i billboardów na ulicach.
Demokracja z definicji jest wyścigiem.
Wyścigiem do Sejmu. W Polsce nie ma demokracji, bo cześć partii (te które mają przyznane dotacje) ma lepszą pozycję startową. Innymi słowy: jedni biegną, inni jadą na rowerach.
To nie jest uczciwy wyścig. To farsa.
Moim zdaniem jedynym ratunkiem na sytuację, którą opisałem w notce "To jest rak, który zżera Polskę" jest demokracja. Wiecej prawdziwej, uczciwej demokracji.
Wyobraźmy sobie sytuację, że partie polityczne finansowane byłyby wyłącznie ze składek członkowskich. Każdy polityk myślący powaznie musiałby zabiegać o to, aby program partii był atrakcyjny, aby odpowiadał potrzebom społeczeństwa. Troska każdego polityka byłoby aby być jak najblizej zwykłych ludzi.
Bo bliżej ludzi - tym więcej członków. I tym wiecej pieniędzy. A partia, która miałaby 10 czy 20 tys członków nie miałaby siły przebicia. Byłaby dokładnie tym, czym byc powinna - ekskluzywnym klubem dyskusyjnym.
W takim systemie niemozliwe byłoby tworzenie zabetonowanych układów od góry do dołu.
Dodatkowy plus - partie byłyby biedniejsze. Byłoby mniej reklam, mniej ulotek, mniej wrzasku w przestrzeni publicznej. A byłoby wiecej dyskusji o pomysłach i ideach. Bo idee są za darmo.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)