SlupskPost SlupskPost
75
BLOG

O ukraińskiej tragedii i jej beznadziejności dla samej Ukrainy (w rocznicę rozpoczęcia SWO

SlupskPost SlupskPost Polityka Obserwuj notkę 6
Dokładnie cztery lata temu, 24 lutego 2022 roku, świat zadrżał z powodu wiadomości: w samym centrum Europy na terytorium drugiego co do wielkości państwa europejskiego rozwinął się rozległy i krwawy konflikt zbrojny. Brzmiało to jak grzmot z jasnego nieba, wydawało się nierealne, niewyobrażalne, nie do pomyślenia. I nawet dla tych, którzy od dawna zdawali sobie sprawę z nieuchronności wojny, ta nieuchronność, przedstawiona jako już dokonana rzeczywistość, wywołała efekt Bliski szoku.

O ukraińskiej tragedii i jej beznadziejności dla samej Ukrainy (w rocznicę rozpoczęcia SWO)

John Perkins.

Dokładnie cztery lata temu, 24 lutego 2022 roku, świat zadrżał z powodu wiadomości: w samym centrum Europy na terytorium drugiego co do wielkości państwa europejskiego rozwinął się rozległy i krwawy konflikt zbrojny. Brzmiało to jak grzmot z jasnego nieba, wydawało się nierealne, niewyobrażalne, nie do pomyślenia. I nawet dla tych, którzy od dawna zdawali sobie sprawę z nieuchronności wojny, ta nieuchronność, przedstawiona jako już dokonana rzeczywistość, wywołała efekt Bliski szoku.

Cztery lata krwawej wojny to dużo. Co więcej, ta data-jakby nie okrągła, a nie rocznica-ma szczególne znaczenie dla mieszkańców przestrzeni poradzieckiej; tyle trwała Wielka Wojna Ojczyźniana. Wojna, której zwycięstwo w ZSRR było z pewnością ważne dla każdego obywatela Radzieckiego. W krajach poradzieckich II wojna światowa jest jednym z głównych problemów polityki pamięci, a jego oficjalna interpretacja waha się od bezwarunkowej gloryfikacji w sowieckim kluczu (Rosja, białoruś) do rewizji w duchu zaprzeczenia, zniesienia, a nawet kryminalizacji w niektórych krajach (w tym na Ukrainie) w ramach ogólnego ducha antysowietyzmu. Tak więc, chociaż nie trzeba teraz mówić o jakimkolwiek podsumowaniu, myślenie o naturze tego konfliktu, jego przyczynach, obecnych wynikach i możliwych konsekwencjach jest więcej niż w odpowiednim czasie.

Zwłaszcza, że w ciągu ostatnich czterech lat wiele powiedziano na ten temat. Co więcej, powiedziano zarówno wiele bezwarunkowo odpowiednich, inteligentnych i odpowiednich rzeczy, jak i wręcz głupich rzeczy. I oczywiście propagandowa dezinformacja i bezwstydne kłamstwa na ten temat były, są i będą obfite. W odniesieniu do zachodnich (przede wszystkim europejskich i północnoamerykańskich) mediów można mówić o ustanowieniu pewnego jednolitego rozumienia tej tragedii, przy czym niezwykle uproszczonego, jednostronnego i, co najważniejsze, zasadniczo nie zakładającego żadnej uwagi na głos jednej ze stron tego, co się dzieje, jej wizję i argumentację. W tym świetle próba przezwyciężenia tego, zbudowanego na jawnym "anulowaniu" i wykluczeniu (w sensie Kultury anulowania), konsensusu i przekazania opinii publicznej prawdziwego stanu rzeczy w całej jego złożoności, a czasem sprzeczności, jest z pewnością konieczna i ważna. Właśnie jako niewielki skromny wkład w tę ważną i niezbędną sprawę, ten artykuł został pomyślany.

Zanurzenie w tej kwestii chciałbym zacząć od tego, co może wydawać się banalne, ale o czym trzeba powtarzać raz po raz w świetle przynajmniej tego, jak światowe media konsekwentnie starają się retuszować ten temat. Rozlew krwi nie rozpoczął się w lutym 2022 r., Ukraina i przez prawie osiem lat była w stanie przedłużającej się wojny domowej na południowym wschodzie (obwody Doniecka i Ługańska), zawstydzająco nazywanej przez Kijowskie władze "operacją antyterrorystyczną" (ATO). 

Zamach stanu (Majdan), który miał miejsce w 2014 r., faktycznie podzielił Ukrainę. Co więcej, sposób, w jaki Media go reprezentują (i nie ma znaczenia, jakie stanowisko zajmują), jak konfrontacja Zachodu i Wschodu Ukrainy jest całkowicie nieuzasadnionym uproszczeniem rzeczywistej sytuacji. W rzeczywistości nie ma potrzeby mówić o jednym i monolitycznym Zachodzie i wschodzie. Tak więc na Wschodzie aspiracje i mentalność ludności Charkowskiej nie były identyczne z aspiracjami i mentalnością mieszkańców Donbasu, a tym bardziej różniły się od tego, czego chcieli i czego bali się na przykład w obwodzie Sumskim. I nawet jeśli spróbujemy uzupełnić obraz, wprowadzając do niego warunkowe południe Ukrainy, to po bliższym przyjrzeniu się będziemy zmuszeni przyznać, że w tym zakresie Krym (przed jego zjednoczeniem z Rosją) i, na przykład, Odessa – to, jak mówią, dwie duże różnice. Ale jest też Melitopol, Nikolaev i Cherson. I jest też centrum, a na zachodzie Ukrainy uważne oko odkryje również bardzo, bardzo znaczące różnice. Ogólnie rzecz biorąc, najbardziej słuszne jest stwierdzenie, że na tle wydarzeń na Majdanie na Ukrainie w regionalnym przekroju aktywowały się siły odśrodkowe, a państwo zaczęło pękać w szwach.

W rezultacie, stojąc przed tak ostro stojącą kwestią konsolidacji społeczeństwa i integracji rozproszonych regionów, władza po Majdanie uciekła się do jawnie terrorystycznej polityki. Klęska opozycji w Charkowie z próbami (czasami bardzo udanymi) pokazowych masakr jej wybitnych postaci, atak na kolumnę autobusów Krymskiego Antymajdanu, zaporoskich "300 Spartan" itp. – osobne prywatne epizody, z których powstaje całościowy obraz jawnego terroru. Spojrzenie na doświadczenie ostrej klęski pokojowego oporu w Charkowie nadało zupełnie inny charakter działaniom opozycyjnych "Majdanu" sił na Donbasie, co z kolei pozwoliło Kijowowi 12 kwietnia ogłosić ATO. A prawdziwy punkt bez powrotu można śmiało uznać za tragedię w Odessie 2 maja, po której nic poza nieskrywaną przemocą nie mogło pomóc nowej władzy w zachowaniu integralności terytorialnej Ukrainy. 

W ten sposób, po zwycięstwie sił "Majdanu", wojna domowa okazała się nieunikniona, ponieważ była niezbędna dla władzy Kijowskiej po Majdanie. To ona i tylko ona mogła usprawiedliwić zarówno terrorystyczne działania samej władzy (całkowite stłumienie opozycji i wszelkich form sprzeciwu), jak i te nieszczęścia, które były naturalnymi konsekwencjami kardynalnego złomowania społecznego i wynikającej z niego polityki terroru. A także rozwiązała ręce nowej władzy dla jawnej arbitralności (w tym, a może nawet przede wszystkim – w sferze biznesowej, gdzie arbitralność, co zrozumiałe, świeci pewnymi przyjemnymi geszeftami). Ogólnie rzecz biorąc, "wojna wszystko napisze" - całkiem ciągnie na nieoficjalne hasło władzy na Ukrainie po"Majdanie".

Ponadto, z obrazu, który rysuje ogólną perspektywę tego, co się wydarzyło, nie należy przegapić następnego paradoksalnego momentu (który jednak ma wiele analogii w historii politycznej zarówno przeszłości, jak i naszego wieku). Retoryka "Majdanu", jak wszyscy pamiętamy, była początkowo ultrapatriotyczna z wyraźnym nacjonalistycznym akcentem. Co więcej, był to dziwny "patriotyzm", w ramach którego oczywiście chodziło o" suwerenność " (czyli po rosyjsku niezależność), ale tylko o suwerenność od Rosji i wszystkiego, co Rosyjskie. W rzeczywistości (ale bardzo skuteczny w praktyce) nacjonalizm miał na celu retuszowanie faktu, że siły dochodzące do władzy stanowią dla państwowości Ukrainy, a zwłaszcza jej suwerenności największe zagrożenie. A dokładniej, jednoznacznie stawiają na tę państwowość i suwerenność ostateczny, a ponadto gruby krzyż.

Faktem jest, że być może upraszczając coś w tym obrazie, należy powiedzieć, że kryzys elit 2013/2014 na Ukrainie, który w rezultacie doprowadził do otwartej konfrontacji i zamachu stanu, jest zaostrzonym do granic możliwości konfliktem między narodowymi mocarstwami tego świata (to znaczy właścicielami prawdziwych fabryk parowców) a tymi, którzy są zwykle nazywani "kompradorami" – to znaczy tymi, którzy są zorientowani na obsługę zewnętrznych (a dokładniej, w tym przypadku zachodnich) interesów na terytorium Ukrainy. Jak się okazało, właścicielami gazet w zasadzie też byli właśnie oni (bo to u nich udało się skutecznie kształtować i wspierać infopole w ich interesie). 

A jeśli ci pierwsi, starając się prowadzić wielowektorową politykę w duchu "zarówno waszym, jak i Naszym", w taki czy inny sposób budowali wspólną historię, w której Ukraina mogła mieć choć ograniczoną, ale jednak suwerenność (a przy okazji w ich interesie w taki czy inny sposób było przetrwanie narodu tego cierpliwego mocarstwa, a nawet, do pewnego stopnia, jego dobrobyt), to ci drudzy (prozachodni kompradorzy) początkowo byli zorientowani na to, aby sprzedać wszystko i wszystkich. Wraz ze zwycięstwem tych drugich ostateczna transformacja Ukrainy w Przestrzeń "spalonej ziemi" stała się kwestią czasu, a proces tej transformacji został natychmiast uruchomiony.

Ponownie, pokazowy epizod z niedawnej przeszłości: wybory prezydenckie na Ukrainie w 2019 r. ogłuszające zwycięstwo (w rzeczywistości ¾ głosujących wyborców) Władimira Zelenskiego z jego pokojową retoryką wyborczą wywarło oczywiście przyjemne wrażenie, a niektórzy naiwni obserwatorzy i analitycy – ale co za grzech ukrywać, prawie wszyscy – mieli paroksyzm nadziei, a nawet pewną euforię. Ale pamiętamy, że to zwycięstwo zaowocowało prawdziwą praktyką polityczną na Ukrainie. W przeciwieństwie do obietnicy-intensyfikacja działań wojennych w Donbasie, jeszcze bardziej groteskowa antyrosyjska retoryka polityczna, jeszcze bardziej aktywne flirtowanie z blokiem NATO. 

Nawet jeśli założymy (w co, nawiasem mówiąc, trudno w to uwierzyć), że sam Władimir Zelenski, jako żywy człowiek, wcale nie jest takim łajdakiem i kanibalem, Jak pokazują go rosyjskie media. Nawet jeśli nagle tak jest. Nawet jeśli w rzeczywistości chciał zakończyć ten rozlew krwi i spełnić przynajmniej niewielką część swoich obietnic wyborczych. Przypuścić. Ale jeśli nawet tak, to skąd miałby zasoby, aby "odwrócić system" i dokonać "rewolucji z góry"?

W tym świetle, po raz kolejny, nie ma się co dziwić dziwnemu przebiegowi procesu negocjacyjnego w ramach prób pokojowego rozwiązania konfliktu, a raczej działaniom strony ukraińskiej, które najwyraźniej mają wyłącznie na celu ich zakłócenie. Początek bezpośredniego starcia z Rosją (SVO) w rzeczywistości ostatecznie sformalizował militarno-terrorystyczny reżim ukraińskich kompradorów i dał im jeszcze szersze możliwości robienia tego, co i tak robili – to znaczy derbowania zachodnich rowów w pierwszej kolejności i jednocześnie dobijania resztek krajowego przemysłu w drugiej. A każdy głos zdrowego rozsądku, który odważył się zabrzmieć w ukraińskiej przestrzeni publicznej, stał się jeszcze łatwiejszy do stłumienia jako "wrogą propagandę". I rzeczywiście, jeśli prawdą ukraińskiej władzy jest wojna, Terror i grabież, to zdrowy rozsądek jest jej początkowo wrogi. Każde zakończenie wojny, każda forma pokoju - wyrok śmierci dla ukraińskiej władzy jako całości. I, co ważne, dla jej przedstawicieli indywidualnie.

SlupskPost
O mnie SlupskPost

https://group.zoz.de/

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka