Stanisław Lem wypracował koncepcję, aby nie czytać gazet od razu, ale po kilku dniach, jak się uleżą, ja rozszerzam ten koncept również na internety. Weźmy takiego Agrobombera, jeden dzień sensacja a potem kiszka. Cztery tony materiałów wybuchowych - żeby tyle wytworzyć to ze 40 ton albo i 100 ton nawozu trzeba przerobić. Dzisiaj miałem przedstawić pogłębioną analizę sytuacji w Salonie24 po pojawieniu się Ziemkiewicza i Lisickiego ale bach - posiedzenie prokuratury. Konstatacja, że detektor materiałów wybuchowych wykrywa materiały wybuchowe jest trywialna i nie rozumiem, czemu wzbudza sensację. Sensacją jest, że ustalenie tego zajmuje miesiąc i kosztuje wywalenie z roboty Gmyza i reszty?
Ważne jest, że prokuratura przewleka co może, biorąc nas na zmęczenie. Raz wielokrotnie przesłuchiwałem poprzednie wynurzenia prokuratora Szeląga, a dzisiejszych nie mam kiedy. Mamy przykłady dwóch odmiennych śledztw: sprawa Agrobombera Brunona K. którą prokuratura pompowała na zlecenie ABW i śledztwo smoleńskie które jest skręcana jak się da. Zauważcie, ze kontrolują sytuację poprzez obsadzanie kluczowych stanowisk swoimi ludźmi, przy czym nie mają pewności stuprocentowej ich lojalności. Jeden prokurator - cywilny - został odsunięty, jak widać są przecieki w sytuacji uwalania, ludzie nie patrzą spokojnie. Telewizję musieli obsadzić dyżurnymi Klichem, Hypkim, Osieckim, prawdziwi experci bowiem musieliby z elementarnego zawodowego szacunku kwestionować największe bzdury opowiadane przez tamtych.
Czy reżimowa TV podała informację, że gen. Błasik miał zwyczaj przestrzegać procedur, ergo jego obecność w kokpicie była skrajnie nieprawdopodobna? Nie podała. Czy kiedykolwiek pojawiał się on w kokpicie?
PS: Może zamiast spektrometrów wzięli alkomaty i stąd pozytywy?



Komentarze
Pokaż komentarze (1)