Takim określeniem, dawno dawno temu, być może nawet Dariusz Szpakowski posłużył się kiedy Polacy po przegranych już właściwie eliminacjach do Mistrzostw Świata, zdaje się, dostali baty 3-1 z Turcją.
Należy to określenie dziś powtórzyć, bo pasuje jak ulał. Co ciekawe nikt chyba nie zadaje sobie tak naprawdę pytania dlaczego po tylu latach pasuje tak samo jak wtedy.
Trudno rzucać gromy na Benhakkera po przegranym meczu w Mariborze, choć bez wątpienia jest on przegranej winien, jako trener, i oby miał odwagę powiedzieć, to publicznie.
Trenerów można zmieniać, jak rękawiczki, niektórzy, tak jak i Benhakker, przez chwilę , i na chwilę polską piłkę reprezentacyjną mogą odmienić. Ale przecież polska piłka reprezentacyjna to piłkarze. Którzy grają - przeważnie nie - w klubach zagranicznych, lub też grają - przeważnie tak w polskiej mizernej ekstraklasie.
Dziś jeszcze bardziej z perspektywy czasu widać, jakim ogromnym sukcesem był nasz awans na zeszłoroczne ME w Austrii i Szwajcarii. Tego co stało się na mistrzostwach komentować już nie trzeba, była to swojego rodzaju powtórka z rozrywki, potwierdzająca jedynie postawioną tezę, o tym że polscy piłkarze ogólnie są słabi. Bo było trzech trenerów, i za każdym razem schemat się powtarzał. Mecz otwarcia, mecz o wszystko, i mecz na pożegnanie. Na trzech dużych piłkarskich imprezach, kto chce obwiniać samego Benhakkera, powinien się nad tym zastanowić.
W tym samym czasie polska piłka klubowa i poszczególni piłkarze robili kroki wstecz, z zaznaczających się postaci praktycznie można wymienić tylko Ireneusza Jelenia, który kiedy akurat nie jest chory po prostu strzela gole dla Auxerre.
Cała plejada naszych gwaiazd zaś grzeje ławki, gra ogony, albo siedzi na trybunach lub w ogóle ma problemy ze znalezieniem klubu.
Ci którzy wyjeżdzają za chwilę okazują się po prostu za słabi.
Rok temu, chyba siła rozpędu Lech Poznań przedarł się jeszcze do fazy grupowej Pucharu UEFA - dziś LIgi Europejskiej. W tym roku nie udało się nawet to jednej polskiej drużynie choć kandydatów było aż trzech.
Do tego Wisła Krakó okrasiła to wszystko blamażem z zespołem Levadii.
Tu nie pomożę Fabio Capello, tu nie pomoże Sven Goran Erikkson, Ani Jose Muhrinio. Ani żaden inny polski czy zagraniczny cudotwórca.
Franciszek Smuda, też się w końcu wypali. Choć kibicuję mu teraz z całego serca.
Tu po prostu jak leżał, tak leży cały polski system piłkarski. Szkolenie, ligi, rozgrywki.
Przepłacani piłkarze, za których kluby pierwszej czy drugiej ligi żądają horendalnych sum, a nie są warci tego ani trochę. Czego weryfikacją jest wyjazd poszczególnych graczy za granicę. I to co się dzieje z nimi później, vide casus Matusiaka, czy Niedzielana.
Co gorsza, kolejną dużą piłkarską imprezą na której, na szczęście na pewno zagramy będą ME 2012.
Aha........................ o ile zdążymy ze wszystkim.
Wojciech Sokołowski.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)