W mojej poprzedniej notce, napisałem że można trenerów zmieniać jak rękawiczki, a nie pomoże to polskiej piłce, bo ta jako taka ku upadkowi, chyli się od bardzo wielu lat, i kolejne zmiany na stanowisku selekcjonera nic nie zmieni, tak jak nie zmieniłyby nic zmiany lekarzy w hospicjum. Polska piłka po prostu umiera.
Zdania nie zmieniam. Dziś po wyborze Franciszka Smudy, zwanego popularnie Franzem, podtrzymuje je, żeby nie było złudzeń. Franciszek Smuda nie jest Mesjaszem który zbawi polska piłkę, tak jak nie zbawił piłki klubowej, choc większe i mniejsze sukcesy jak na skalę krajową odnosił.
A jednak się cieszę. Po tym co słyszałem z ust "prominentnych działaczy PZPN, a także tuzów "polskiej myśli szkoleniowej" na temat meczu z Czechami, właściwie zastanawiałem się jakiego dna należy sięgnąć żeby się z niego odbić, przynajmniej jesli chodzi o piłkę reprezentacyjną.
Wygląda jednak na to że bojkot kibiców, umiarkowane, ale jednak reakcje sponsorów, trafiły w koncu do betonowych łbów. Przynajmniej na tyle że działacze zrozumieli, że są na krawędzi niemal narodowej wojny z kibicami, i że z pierwszych starć nie wychodzą zwycięsko.
Postanowili więc kupić sobie odrobię spokoju, i zatrudnić polskiego trenera, który jednocześnie był faworytem, kibiców w kraju. I jako ostatnio spowodował że polska druzyna klubowa przynosiła trochę emocji, nie kończąc rozgrywek pucharowych jesienią, na etapie preeliminacji.
Pod adresem Smudy padały zarzuty, że nie jest to trener na okres obecny, jako że sam Franz po prostu lubi adrenalinę, grę o stawkę "żyje" przy lini bocznej boiska, a często nie przebiera w słowach.
Tego Franciszek Smuda nie doświadczy, w najbliższym okresie polska reprezentacja, nie będzie grała o nic ciekawego, jedynym surogatem, tego czego będzie mu faktycznie brakowało będą spotkania z rywalami z górnej półki.
Takiej przedmistrzowskiej szkoły ta reprezentacja będzie bardzo potrzebować. Pamiętam mecze pod wodzą Jerzego Engela główne przegrywane, lub co najwyżej remisowane z nomen omen Rumunią. To co udało się wypracować w tych meczach zaprocentowało później w całych eliminacjach.
Oby teraz też się udało.
Odrębna kwestią jest sprawa PZPN, ani kibice, ani ludzie sportu, ani nikt zainteresowany dobrem polskiej kopanej działaczom, nie powinien na milimetr odpuszczać. Wydaje się że bufonadą byłoby twierdzenie że to postawa kibiców doprowadziła do wyboru na selekcjonera Franciszka Smudę. Ale trzeba też uczciwie sobie powiedzieć, że bez pustego stadionu, protestów w sieci, zapalania światełka dla PZPN, szanse Franza na to stanowisko byłyby zdecydowanie mniejsze.
Co do Franza zaś, podobało mi się to co powiedział jeszcze przed tym jak został selekcjonerem, że jest przeciwny naturalizacji i dookoptowania do kadry jak leci, tylko dlatego że obcokrajowcy grają lepiej od naszych. Przy okazji zaznaczył jednak, na przykładzie Manuela Arboledy - kolumbijskiego obrońcy Lecha Poznań, że jest on znakomitym piłkarzem, i zasługuje przede wszystkim na to żeby reprezentować własny kraj.
Zapyta ktoś, to co z tego że cały piłkarski tak robi. Cały piłkarski świat - nie trzeci świat, do którego piłkarsko polska należy - przy okazji wychowuje jednak zastępy młodych zdolnych piłkarzy.
A polska piłka nie.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)