Na początek zapraszam do obejrzenia filmiku, małe przypomnienie dla tych którzy nie pamiętali.
Jeśli sondaże się potwierdzą, a wiele wskazuje na to że nawet jeśli różnica się zmniejszy to i tak prezydentem zostanie Bronisław Komorowski. Dojdzie do sytuacji która w polskij polityce, formalnie miała już miejsce, ale która nie miała swojego odzwierciedlenia w skali tego co się stało. Po katastrofie smoleńskiej i mianowaniach nowych szefów głównych instytucji państwowych, a także przejęciu i pełnieniu funkcji prezydenta przez Bronisława Komorowskiego, doszło do niezaprzeczalnego - w okolicznościach co najmniej trudnych - przejmowania władzy w instytucjach państwowych przez Platformę Obywatelską.
Dodatkowo w tym trudnym okresie do podpisu trafiły nowelizacje części ustaw dotyczących IPN, a także odrzuconwe zostało sprawozdanie KRRiTV, co w linii prostej prowadzi do zmian w telewizji publicznej, i albo koalicji w niej SLD PO, lub samodzielnego przejęcia przez PO władzy w mediach publicznych.
Sejmowa koalicja z PSL wydaje się niezagrożona. PSL po porażce wyborczej swojego kandydata na prezydenta, Waldemara Pawlaka, chwilowo nie ma opcji i pola manewru, i tuż przed zbliżającymi się wyborami samorządowymi, nie będzie gwałtownych ruchów wykonywać,. bo i po co. Na to przyjdzie ewentualna pora po wyborach samorządowych, kiedy okaże się czy rosnące poparcie dla Jarosława Kaczyńskiego, przełoży się ewentualnie na rosnące poparcie dla PiS w tych wyborach.
500 dni ciężkiej pracy
Szczerze mówiąc kiedy po raz pierwszy usłyszałem to hasło, to mnie zatkało. Ludzie którzy od trzech lat rządzą Polską, obiecywali, ustawową rewolucję - która jak zwykle skończyła się parlamentarną legislacyjną sraczką - proszą o jeszcze 500 dni, czyli licząc mniej więcej do wyborów i jeszcze dalej.
W sytuacji w której znalazła się obecnie Platforma te 500 dni powinno być mozolną i ciężką pracą nad tym czego nie udało się zrobić, do tej pory przez trzy lata. Skończyły się bowiem - swojego rodzaju kretyńskie tłumaczenia - o tym że ktoś przeszkadza w rządzeniu bo wetuje ustawy, które rząd i większość sejmowa z takim trudnem uchwalają.
Ścieżka obecnie powinna być niezwykle łatwa, prezydent Komorowski, podpisze, choć nazwisko ma nie najkrótsze. Ewentualne skargi do TK na niezgodność całych ustaw lub poszczególnych przepisów, z Konstytucją wykonywane przez opozucję, nie będą już przykrą dolegliwością, tak jak i nie były do tej pory.
W mojej chorej wyobraźni, po pierwszej fali powodziowej która nie tak dawno spustoszyła tysiące gospodarstw i zniszczyła dobytek życia wielu ludzi, zarodziła się chora ale nie fantastyczna myśl. Oglądając zdjęcia zalanych Orlików, słysząc o niewykonanych tzw "dyrektywach powodziowych UE" zastanawiam się, a co jeśli sytuacja powtórzy się za rok, i za dwa? A rząd tak jak przez trzy lata położył niektóre przeciwpowodziowe przygotowania, do spółki z samorządami na różnym szczeblu, nie zrobi znów tego co powienien zrobić.
Wyobrażam sobie rok 2012 czerwiec, kiedy Wisła wylewająca się dajmy na to gdzieniegdzie w Warszawie, paraliżuje miasto i uniemożliwia rozgrywanie meczów Euro,
Albo jeśli wyleje Odra, i we Wrocławiu nie będzie można zagrać, nie mówiąc już o tym że zniszczone mosty i drogi zatrzymają w podróżach po Polsce zagranicznych kibiców obcych drużyn.
PO premier i rząd obiecywali wiele, w tym bardzo wiele zmian zasadniczych takich choćby jak zniesienie obowiązku meldunkowego. Do tej pory w tej choćby sprawie nie zrobiono kompletnie nic.
Wojciech Sokołowski


Komentarze
Pokaż komentarze (2)