I tak zupełnie po cichu i bardzo wcześnie - ruszyła odyseja polskich klubów w pucharach. Trochę ponad dwa tygodnie temu, Ruch Chorzów w meczu rozgrywanym niedaleko granicy z Chinami, pokonał na wyjeździe 2-1 Szachtior Karaganda. Tydzień później powtózył zwycięstwo, tym razem w wymiarze 1-0 na boisku w Chorzowie.
Zarówno jednak pierwszy jak i drugi mecz pokazały żę Kazachowie, gdyby mieli lepiej nastawione celowniki, odprawiliby Ruch do domu z bagażem kilku bramek a w Chorzowie strzeliliby co najmniej jednego gola i nie dali się wypchnąć z pucharów.
Polskie kluby same są winne temu przekleństwu. Nie dość że i tak są nisko w rankingu, to dodatkowo, nie potrafią się przygotować do egzotycznych wycieczek, i wygrać dwóch spotkań, kiedy każda wygrana przekłada się na punkty klubowego rankingu UEFA, który to decyduje zarówno o tym od jakiej rundy dany zespół zacznie grać - a im późniejsza runda tym lepiej. A także o tym czy jklub jest czy nie jest rozstawiony.
Teraz w pełni można "docenić" remisy, lub porażki z zespołami z dalekiego Kazachstanu, lub bliskiej Estonii.
Na szczęście Ruch mimo że w trakcie przygotowań zachował profesjonalizm, i grając z głową 0,5 punktu do rankingu zdobył. Teraz pora wywczyn powtórzyć grając z zespołem z Malty.
Na marginesie pierwszych meczy ruchu w pucharach, nasuwa mi się jeszcze jeno przemyślenie. Oglądając mecz rewanżowy, usłyszałem w komentarzu, że 100 tys. euro jakie ruch wydał na czarter do Kazachstanu poważnie nadszarpnęło budżet klubu. W przeliczeniu na złotówki, jest to jakieś 450 tys PLN maksymalnie. ładna sumka za którą można by pewnie sprowadzić całkiem niezłego piłkarza. Ale co będzie jak Ruch będzie grać i grać? Profityz Pucharów przecież nie wpływają na konta klubu od razu. Może się okazać że będzie to zwycięstwo okupione finansową śmiercią klubu. Który dodatkowo nie posiada stadionu na którym może zagrać w rundach zasadnicznych Ligi Europejskiej. A Śląski w remoncie.
Brutalniej rzecz ujmując Ruch do gry w pucharach przygotowany nie jest. Sportowo może jeszcze trochę pociągnie, ale organizacyjnie i finansowo nie. Choć i klubowi i piłkarzom i kibicom, życzę jak najlepiej.
Dziś natomiast właśnie kiedy to piszę swoją przygodę z pucharami w tym sezonie zaczyna Lech. Lech który sprzedał Lewandowskiego, a sprowadził już prawie emeryta Wichniarka, i niezłego jak na polską Ligę Kiełba. I też wylosował fatalnie, i poleciał grać do Baku, z tamtejszym Interem. Przy temperaturze która jeśli czemuś sprzyja to siedzeniu w basenie.
Przede wszystkim życzyłbym sobie zwycięstwa, obojętnie w jakim zakresie, może być nawet skromne 1-0, i powtórzenia zwycięstwa w Poznaniu. Dla Lecha który jest częściowo w przebudowie, i ciągle jeszcze w przygotowaniach, takie zwycięstwa to prosta konieczność, jeśli w następnych sezonach, chce być rozstawiany i chcę swoją przygodę pucharową zaczynać choć o rundę później. Co daje dwa dodatkowe tygodnie na przygotowania sportowe i organizacyjne.
Na całe szczęście budowa stadionu w Poznaniu, ma się ku końcowi. Ostateczny efekt jest zadowalający. I poznański stadion będzie najpiękniejszym typowo piłkarskim obiektem w kraju. A przy sprzyjających wiatrach może i zostanie odrobinę powiększony. Ligowy stadnion na 55 tys. to byłoby coś.
To że kłopotu z frekwencją nie będzie, jest wiadome, po sparingu z Rosenborgiem, 13,5 tys widzów na spotkaniu z Norwegami. A przecież otwarte są tylko trybuny za bramkami.
Chciałbym po wielu latach oczekiwań usłyszeć hymn Ligi Mistrzów przy Bułgarskiej i cieszyć się razem z kibicami Kolejorza, z występów klasowych drużyn z całej Europy, i może ze zwycięstw.
Do tego jednak potrzeba żeby zarząd klubu, który trochę przysnął przebudził się na rynku transferowym, zatrudnienie Wichniarka i Kiełba to za mało. Lech potrzebuje przynajmniej jednego klasowego napastnika. Nie da się oczywiście kupić drugiego Lewandowskiego. Ale dotychczasowe działania Lecha na polu trasferowym są zbyt słabe i wymagają wzmożenia. Inaczej powtórzy się casus Wisły Kraków. I zarząd Lecha Ligę Mistrzów będzie mógł oglądać co najwyżej na telebimach na stadionie - największych w lidze :)
Na start, czekają zaś dwa winne polskie kluby. Wisła Kraków i Jagielonia. Oba kluby nie wzmocniły się na pewno, a Wisła mocno osłabiła szczególnie w bloku defensywnym odejście Głowackiego strata Marcelo, nie jest dobrą prognozą przed walką o rundę zasadniczą Ligi Europejskiej.
Jagielonia to wielka niewiadoma. Właściwie każda osiągnięta runda powyżej startowej będzie dla tego klubu sukcesem.
Plan minimum na ten rok?
Dwie polskie ekipy w rundzie zasadniczej Ligi Europejskiej. Wisła i Lech. I conajmniej jedna która wyjdzie z grupy i zagra wiosną.
Plan maksimum. Lech w Lidze Mistrzów, i Wisła + Ruch/Jagielonia, w Lidze Europejskiej. I wyjście Wisły z grupy, a także choć jedna wygrana Lecha w fazie grupwej. Lub gra obu tych drużyn w fazie grupowej Ligi Europejskiej i przejście do fazy pucharowej tych rozgrywek.
Takie rozwiązania pozwoliłyby polskim klubom złapać niewielki i ulotny ale jednak kontakt z europejską piłką klubową, poprawić swoją sytuację w rankingach na przyszłe sezony. I dać pewne podstawy do rozwoju.
Wojciech Sokołowski


Komentarze
Pokaż komentarze (2)