Dzisiejszego wieczoru, zasiadłem prze Tv żeby zobaczyć rewanżowy mecz II rundy eliminacyjnej Ligi MIstrzów, pomiędzy Lechem Poznań, a Interem Baku. W pierwszym meczu w Baku, między tymi zespołami, padł wynik jeden zero dla Lecha, co skłaniało mnie do ostrożnych acz pozytywnych zapatrywań na rewanż i zwycięstwo Lecha.
Pierwszy dobry kwadrans
W przekonaniu tym utwierdził mnie pierwszy dobry kwadrans gry w Poznaniu, gdzie LEch atakował, zamykał Inter na jego własnej połowie, i strzelał na bramkę. Niestety żadnej z okazji które miał nie wykorzystał, i po pierwszych 15 minutach spuścił z tonu i dopuścił do gry zespół z Baku.
Drzemka
Nie było to spektakularne oddanie pola, jednak przewagę optyczną i więcej z gry zaczeli mieć piłkarze Interu. Pomagała im w tym niewątpliwie fatalna murawa, na której lepiej wyszkoleni gracze azerskiej drużyny poruszali się lepiej i z gracją. Lech jakby zapomniał na chwilę że mecz powinien jednak wygrać, i gola strzelić, żeby nie fundować sobie nerwów w końcówce, i zdobyć punkty potrzebne do rankingu UEFA.
Przebudzenie z drzemki nastąpiło pod koniec pierwszej połowy gdzie Lech znów stwarzał akcje, ale żadnej stuprocentowej. Widać było brak zgrania, błędy w podaniach nie wynikające z presji przeciwnika, i tzw nie granie w tempo włączających się do akcji zawodników, kiedy akurat tempo się zdarzało, bo większa część pierwszej połowy poza pierwszym kwadransem, to granie kompletnie bez tempa, i szybkości akcji. Gra do boku lub też niepotrzebne wycofywanie piłki do tyłu. Gra zbyt asekuracyjna. Jak na takiego przeciwnika.
II połowa
To właściwie kopia pierwszej tej po 15 minutach, z tym że akcenty zostały rozłożone inaczej. Lech nawet znów przez moment atakował, ale strasznie raził nieporadnością, szczególnie w formacjach defensywnych pomocników, za ten mecz Djurdevica należałoby rozstrzelać - na jego szczęście takie kary w futbolu stosowane nie są.
Ogólnie im bardziej do tyłu, tym gra Lecha wyglądała gorzej. Właściwe można nie mieć zastrzeżeń do obrony, Arboleda po kontuzji, Wojtkowiak, Bosacki, i Gancarczyk, zagrali solidny mecz, i jako obrona nie dopuścili się błędów za które by można ich zrugać.
Błąd Zielińskiego
O ile przed meczem trener Zieliński zapowiadał, że jego drużyna ma zagrać tak jakby po pierwszym spotkaniu było zero zero. To biorąc pod uwagę pierwszą zmianę jakiej dokonał, wyglądało że sam zapomniał co mówił. Zdjęcie pracowitego i kreatywnego Wichniarka, i wprowadzenie na jego miejsce Kiełba oznaczało pozbawienie Lecha jedynego napastnika. Że była to decyzja zapraszająca obrońców Interu do bardziej ofensywnych akcji nie trzeba dodawać. Lech został bez nominalnego napastnika na boisku. Szkoda że nie wszedł Mikołajczak, który w pierwszym meczu zaprezentował się co najmniej przyzwoicie.
Jesli już kogoś należało zmieniać, to czym szybciej zdjąć z boiska Djurdevica, i faktycznie wprowadzić za niego Wilka. Co stało się, ale dopiero po zmianie Wichniarka, widać trener Zieliński też ma ograniczone zasoby cierpliwości.
Zlekceważony rywal
W końcu jednak stało się to co stać się musiało, kiedy mecz chce wygrać się na stojąco, w dodatku bardzo niechlujnie gra się w drugiej linii, i nie wykorzystuje okazji z przodu. Po jednej z kontr Interu, padł gol. O ile kotorowski wybronił jeszcze pierwszy strzał, to przy dobitce wychodzącego zza pleców obrońców piłkarza Interu szans już nie miał.
Chwilę później swoją szansę miał jeszcze Kiełb, ale nie była to czysta setka, a piłkarz Lecha walną trochę na wiwat. I regulaminowy czas dobiegł końca. O dogrywce można napisać że się odbyła, i że Inter pod koniec wyraźnie już nie domagał, ale na nieprzygotowanego kondycyjnie LEcha i tak to wystarczyło.
Horror który nabrał poziomu w końcówce i 3 x Kotorowski
Jako kibic wiele oglądałem już serii rzutów karnych, ale tak długiej serii nie przypominam sobie. Pewnie przyjdzie mi jeszcze raz czekać na taką samą. Bohaterem karnych został niewątpliwie Krzysztof Kotorowski.
Najpierw wybronił pierwszegoo karnego, dając możliwość zakończenia karnych już po 5 strzałach z obu stron. Później kiedy piłkarze Lecha nie strzelili dwóch kolejnych, wybronił karnego który ratował Lecha od odpadnięcia już po pięciu pierwszych seriach karnych. Na sam koniec sam strzelił karnego i obronił tego wykonywanego przez bramkarza Interu.
Uffffff...., ale co dalej.
Dzisiejszy mecz był dla Lecha kubłem zimnej wody, na głowę, zarówno dla piłkarzy, dla sztabu szkoleniowego i dla działaczy Lecha którzy kupują w końcu znów, i to tam gdzie na pewno potrzeba ale kupują za późno.
Piłkarze jeśli nie chcą przygody z pucharami zakończyć jeszcze przed rundą grupową, bądź to Ligi MIstrzów bądź to Ligi Europejskiej, powinni jutrzejszego - czwartkowego ranka - spojrzeć w lustra i zastanowić się nad tym jak zaprezentowali się w dzisiejszym meczu. Był to mecz bez charyzmy w ich wykonaniu mecz, którego nie chcieli za bardzo wygrać, nie licząc pierwszych 15 minut tego spotkania, i kilku minut w drugiej połowie.
Sztab szkoleniowy powinien zastanowić się nad doborem taktyki i zmianami, a także reagowaniem na sytuacje w trakcie meczu. Skoro do końca zostało minut kilka to nie ma sensu wprowadzać ofensywnego pomocnika za napastnika. Bo nie wzmocni to siły ataku, ale też nie wzmocni obrony. Taka zmiana jest z taktycznego punktu widzenia jedynie zmianą zawodnika zmęczonego meczem na świeżego. W obecnym futbolu nie po to dokonuje się zmian zawodników.
Prezesi, zarząd i działacze klubu z Poznania dostali wyrażny sygnał, że ich polityka transferowa, przynajmniej jeśli chodzi o terminy jest do kitu po prostu. O ile w tym roku w przerwie zimowej, potrafili wzmocnić zespół sprowadzeniem Krivetsa, który wniósł do drużyny wartość. A zrobili to zapewne ucząc się na błędach sezonu poprzedniego. To w chwili obecnej eksperymentują na żywym organizmie zespołu, który walczy o Ligę MIstrzów, lub co najmniej o Ligę Europejską. Taki eksperyment może skończyć się zgonem.
I tak się cieszymy
Po ostatnim wybronionym przez Kotorowskiego karnym, na trybunach zapanowała euforia. Jakby Lech wszedł do finału Ligi MIstrzów, lub ten finał wygrał, albo w kolejnej rundzie eliminacyjnej pokonał jakiś mocny europejski zespół. A była to zwykła radość wywołana studwudziestoma minutami nerwów, i 11 rzutami karnymi, zwykłe ludzkie odreagowanie na stres, który miał jednak pozytywny koniec.
Sądzę jednak że kibice, których Lech ma również tutaj na salonie, jutro rano też będą się cieszyć, jednak w stopniu już o wiele mniejszym. A w większym zastanawiać się dlaczego potrzeba było dogrywki i karnych żeby mistrz Polski musiał wygrać mecz z mistrzem Azerbejdżanu.
Tak czy siak za tydzień już mecz ze Spartą. Prognozy na to spotkanie, w innej notce.
Wojciech Sokołowski


Komentarze
Pokaż komentarze (13)