Po bladze z niszczeniem akt wykreowanej przez Gazownika. Dla przypomnienia dodam, że chodziło o zmianę rozporządzenia - w kierunku zaostrzenia kontroli niszczenia dokumentów.
Dziś kolejna sprawa która będzie śmieszno straszna. Taka tragifarsa, na razie w jednym akcie.
Spłonął samochód Julii Pitery. To fakt. Nic ponad to w tej chwili na pewno nie wiadomo. Czy to podpalenie polityczne, czy awaria w wyniku której auto się sfajczyło, czy też wynik bandyckiego wygłupu w wyniku którego auto zamieniło się w dymiący wrak w tej chwili nie wiadomo. Teorie jak teorie są mniej lub bardziej wiarygodne. Dziś na forum gazownika dane mi było przekonać się jednak że grupa idiotów - przepraszam ale nie mogę inaczej, wierzy że to sprawka PiS. W zasadzie po moździerzowym granacie w kancelarii premiera, oraz po doniesieniach o wybuchu epidemii ptasiej grypy, na fermach jest to z całą pewnością kolejny przykład niecnych działań partii która przegrała wybory.
Mam jednak jeszcze kilka innych teorii.
Po pierwsze, to imprezowicze z pożegnalnego rautu Mariusza Kamińskiego w pijackim zwidzie zdołali trafić pod dom Pani Julii, i postanowili się zemścić za przyszłe zwolnienia które na pewno się szykują.
Istnieje druga możliwość, że chwilowo mamy napływ francuskich imigrantów którzy chcieli poczuć się jak w rodzinnym Paryżu, czy też jego przedmieściach, i postanowili dla przypomnienia i podtrzymania tej jakże nowoczesnej europejskiej tradycji noworocznej podpalić wózek. Pechowo wypadło na samochód Pitery. Albo może nie pechowo, w końcu, żeby mieli się czym pochwalić, trzeba było podpalić auto komuś znanemu o kim na pierwszych stronach na pewno napiszą gazety.
Jest jeszcze i trzecia wersja. Ponieważ premier Tusk chce być tanim premierem - od czego, na marginesie dyskusji niewiele mu brakuje do ośmieszania się. A także nie chce odcinać siebie i swoich ministrów od społeczeństwa, kordonem BOR. To właśnie BOR czując się zagrożony redukcją etatów postanowił pokazać że jest jednak potrzebny, szczególnie osobie która będzie w kraju walczyła z wszechogarniającą korupcją. No i borowiki, załatwiły co trzeba, w końcu wiedzą jak się bronić. A jak ktoś wie gdzie obrona ma słabe punkty to może dokonać i odpowiedniego ataku.
I tak dobrnęliśmy, do taragikominczej hipotezy czwartej.
Najbardziej prawdopodobnej.
Mechanicy którzy pracują w polskich warsztatach, nie mieli ani nie mają czasu na czekanie na powstanie drugiej Irlandii w kraju nad Wisłą. Więc Ci najlepsi gremialnie wyjechali do tej pierwszej.
A ci którzy zostali. Cóż możliwe że są zwolennikami PiS. Albo co gorsza zorientowali się że PO zrobiło z nich tata wariata, i zdążyło już praktycznie wycofać się z większości powyborczych obietnic. Więc się mszczą - no dobrze żartuję. Faktycznie zaś pewnie są marnej jakości wykonawcami.
W zasadzie dobrze że nie murarze. Ci pewnie w każdym z trzech milionów mieszkań zostawili by odpowiednie zbuki. Tak żeby na wszelki wypadek przez najbliższe cztery lata też mieć pracę. Przy remontach. Wszak druga Irlandia nie ma określonego terminu powstania. Mniej więcej tak jak IV RP.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)