Z zainteresowaniem przeczytałem ostatni wpis Bartłomieja Radziejewskiego o sytuacji wokół służb specjalnych. Autor proponuje dwa wyjaśnienia tego co dzieje się teraz, i doniesień prasowych z działalności SKW. Oba spójne logiczne i domagające się istotnych działań.
Trochę jednak na uboczu pozostawia jeszcze trzeci scenariusz, który moim zdaniem, może być obecnie realizowany. A którego korzenie kryją się nie tylko w sytuacji sprzed paru miesięcy, ale z powyborczej atmosfery sprzed dwóch lat, po parlamentarnych i prezydenckich wyborach w których PO poniosła dwie porażki.
Jak dziś pamiętam sytuację kampanii wyborczej w której to PiS, tak jak i w kampanii z ubiegłego roku trąbiło o układach korupcji i zwalczaniu przestępczości. I nie można zaprzeczyć że to właśnie na tych hasłach walki z patologiami, partia Jarosława Kaczynskiego osiągnęła wtedy zwycięstwo. Jakby przystawką była wtedy polityka dotycząca gospodarki, sprawy budżetu, ot wyjątkiem od reguły stała się sprawa wysokości stawek podatkowych, i ludzie zapamiętali pluszaka, który załatwił PO.
Po wyborach melodia się zmieniła. Okazało się nagle, że PO, która w czasie kampanii wyborczej nie zaznaczyła w żadnym wystąpieniu ani nie wykazała zainteresowania resortami siłowymi nagle zmieniła ton, i zaczęła domagać się dostępu do tych właśnie ministerstw. W szczególnym zainteresowaniu PO znalazło się MSWiA.
Liczyłem wtedy na porozumienie, i przynajmniej obsadzenie wiceministrami z PO stanowisk w resortach siłowych. Tak żeby wilk był syty i owca cała. Jednak się nie udało. Co na marginesie miało jednak zły wpływ także na działania PiS i rządu w tym zakresie.
Po dwóch latach sprawa wraca. Po parlamentarnych wyborach w ubiegłym roku, w których lider PO a za nim cała formacja obiecywała cuda, sytuacja jakby się powtórzyła.
Zamiast działań gospodarczych od samego początku możemy zaobserwować nadmierne wręcz chorobliwe zainteresowanie nie tylko działalnością służb specjalnych, ale oczywiste dążenie do przejęcia pełnej kontroli, nad ich działaniem. I jednoczesnym rozbiciem tego co przez dwa lata udało się zrobić, szczególnie w sprawie WSI. Czyli zlikwidowaniem SKW i powrotem do starego rozwiązania.
Pierwsze uderzenie skierowane zostało jednak w służby cywilne. W te które nie mogły szybko znaleźć się pod kontrolą nowego rządu.
Jakkolwiek raport z działalności PO okazał się wielką blagą, i najpewniej dlatego został utajniony. PO najwidoczniej wyciągnęła wnioski z działań PiS w poprzedniej kadencji, i materiału który w większości nadawał się pewnie jako podpałka do ogniska, nie ujawniono (przynajmniej na razie). Bo szkoda byłoby żeby z wielkim hukiem wyleciała ze stanowiska pełnomocnik rządu ds walki z korupcją. Choć i tak powinno mieć to miejsce, choćby za państwowe dokumenty zostawione w samochodzie który spłonął.
Atak się nie powiódł, ale CBA zostało odpowiednio nastraszone, choć nie zdołano pozbawić go zębów środków ani możliwości działania. To jednak z ust polityków LiD już padają deklaracje o ograniczeniu czy wręcz likwidacji tej służby. Na szczęście na razie nie znalazły przychylnego ucha w szeregach PO.
Faza druga trzeciego scenariusza, to przejęcie nowych służb wojskowych. Z szefami nie było problemu. Problem zaczął się przy dobieraniu się do komisji weryfikacyjnej. Która wietrząc co się będzie działo po wyborach zwiała pod opiekuńcze skrzydła Pałacu Prezydenckiego do BBN. I za nic nie chce ruszyć stamtąd tyłka, ani pokazać akt.
Dlatego w mediach zaczęły pojawiać się informacje niemal od samego początku nowego rządu, o zbrodniczych działaniach komisji weryfikacyjnej, a ostatnio wróciła śpiewka o zagrożeniu polskich oficerów. O wycieku akt, a zaraz dowiemy się ponownie że Jan Olszewski szykował zamach na Wałęsę.
Co najciekawsze bezpośredniego ataku nie dokonuje PO, a robi to rękami innych przez media - która nie mają żadnych dowodów, i przez LiD, które próbuje ratować na tym politycznym kapitale, własny byt.
Gra idzie po prostu o przejęcie całej kontroli nad służbami. A w tym momencie realizowany. Tak mi się przypomniało spotkanie Wałęsa Pawlak zaraz przed powołaniem tego drugiego na stanowisko premiera, kiedy to Wałęsa mówi Pawlakowi co ma zrobić jako premier w pierwszej kolejności - wyczyścić służby.
Dziwnym trafem też głównym bohaterem tamtejszych dni też był Antoni Macierewicz.
Wojciech Sokołowski


Komentarze
Pokaż komentarze (5)