Tak się szczęśliwie składa że przed dwoma, trzema dniami miałem okazję zobaczyć w TV, lekko zabawną komedię ze znakomitym Jimem Careyem w roli niezrealizowanego dziennikarza, który miał okazje wcielić się w rolę Boga. I nagle okazało się że nie jest to tak łatwe zadanie. Szczególnie kiedy na wszystkie prośby odpowiada się "tak" I w amerykańskim totolotku pada parę milionów 6 co prowadzi do groszowych wypłat wygranych a w ostateczności do wściekłości.
Tak mi się nasunęło na myśl, że dziś w roli, Wszechmogącego - znalazł się prezydent Kaczyński. Który miał do wyboru podpisać, albo odesłać do parlamentu, czyli zawetować ustawę, związaną z emeryturami pomostowymi. I ulegając prośbom, związkowców, nie podpisał. Węzeł gordyjski z którym mieliśmy w tej kwestii do czynienia, przez takie działanie prezydenta, rozwiązał się sam, bo stary system, za moment ważność straci, nowego nie ma, i nikt nie dostanie nic. Ot jednym ruchem pióra albo może jego brakiem prezydent załatwił co trzeba. Dziwne są więc lamenty i rozdzieranie szat, że to za moje pieniądzę, wpycha prezydent PO w ramiona SLD.
PO chciało reformować kraj i mieni się partią lyberalną, to ma teraz okazje to udowodnić, wystarczy, że podejmie decyzję o nieprzedłużaniu obowiązywania starego systemu. I sprawa załatwiona, kasa zostanie w budżecie, wszystkich przytnie się równo z trawą. Chyba że biali są jedynie z wierzchu a w środku czerwoni. Wtedy z reformy nici.
A pointując, jak powiedział Morgan Freeman, który odgrywał w wyżej wymienionym filmie rolę właściwego Wszechmogącego. Czy związkowcy wiedzieli o co proszą prezydenta, w kontekście obecnego układu politycznego w sejmie.
I druga myśl. Czy państwo miłości Donalda Tuska wytrzyma to co się stanie jeśli ta reforma w pełnym a nie cząstkowym proponowanym przez właśnie zawetowaną ustawę wymiarze, wejdzie w życie? A związkowcy, nie tylko nauczyciele i kolejarze wyjdą na ulice.
Wojciech Sokołowski


Komentarze
Pokaż komentarze (1)