Wojciech Sokołowski Wojciech Sokołowski
372
BLOG

Zamykajcie bandytów, a nie stadiony. cz.1

Wojciech Sokołowski Wojciech Sokołowski Rozmaitości Obserwuj notkę 1

Ludzie którzy oglądali z trybun mecz finałowy Pucharu Polski, pomiędzy Legią Warszawa, a Lechem Poznań strzelili sobie bramkę samobójczą. Ta bramka o wiele bardziej zabolała Lecha Poznań, który mecz przegrałw  karnych niż Legię, która mecz wygrała, tym samym zapewniając sobie start w przyszłym sezonie w europejskich pucharach i to dopiero od III rundy eliminacyjnej - co dla polskich klubów ma ogromne znaczenie, jako że wtedy trafienie na przeciwnika z trudnego klimatycznie terenu, i coraz trudniejszego piłkarsko, o czym mogła się w obecnym sezonie przekonać Wisła - przegrana z Karabachem - i Lech dwumecz wygrany w karnych z Interem Baku.

Ale wrócmy do naszego samobója. Brzydkie określenie, ale prawdziwe. Od meczu Lech Poznań, Legia Warszawa, na którym to wywieszono transparenty wymierzone w Gazetę Wyborczą, jej naczelnego Adama Michnika, oraz rząd Donalda Tuska, trwała gorączkowa krzątanina w okół tematu kiboli, lub pseudokibiców jak o tych ludziach mają w zwyczaju pisać pseudoredaktorzy. Nie przypadkiem transparenty te pojawiły się właśnie na tym meczu. Lech Poznań i władze miasta Poznania, głównie prezydent Grobelny, są od dawna atakowane w serii artykułów, za to co dzieje się na trybunach stadionu Miejskiego w Poznaniu na którym gra Lech, i za związki pomiędzy ratuszem, a liderem Wiary Lecha "Litarem". Ale także za kryminogenne związki i osób które do Wiary Lecha należą. Czy należały.  Sytuacja zaogniła się po incydencie na meczu z Wisłą Kraków, kiedy to grupa bandytów z sektoru Lecha Poznań, przebiegła przez całą trybunę wzdłuż bocznej linni boiska, by wszcząć awanturę z grupą bandytów z sektoru Wisły Kraków, która to grupa była akurat zajęta demolowaniem sektoru gości na stadionie w Poznaniu, odpalaniem rac i petard. Na szczęście do walki nie doszło. Ale stadion został oszpecony ogrodzeniami za bramkami, i przestał przypominać stadion na poziomie europejskim.

Następnie ujawnione zostało dość nieprzyjemne ale i nie do końca jasne nagranie w którym to pokazano, jak wspominany już Litar z bliżej nieokreślonymi towarzyszami, zachowuje się agresywnie wobec innego mężczyzny na trybunie za bramką, a także wobec kobiety która temu mężczyźnie towarzyszyła. Stało się to podczas meczu reprezentacji Polski z Kamerunem rozgrywanym na stadionie w Poznaniu.  To że sam stadion w kwestii bezpieczeństwa od samego początku nie był wybudowany to jeszcze inna sprawa, na szczęście skończyło się to jedynie ograniczeniem publiczności na mecz w Lidze Europy ze Sportingiem Braga. Choć ta sprawa moim zdaniem śmierdzi na odległość. Jako że wnioski z raportu trafiły do Lecha na około tydzień przed meczem ze Sportingiem, a sama wizytacja, której raport był efektem miała miejsce dwa miesiące wcześniej. Ktoś w UEFA się nie spieszył, i tym samym pozbawił Lecha zysku z około 15-20 tysięcy wejściówek. Jakieś pół miliona złotych. jak na polskie warunki piłkarskie, pieniądze może już nie ogromne, ale spore.

 

Jednocześnie kibice Lecha potrafili -  i trzeba im to przyznać i pogratulować - wzorowo wręcz zachowywać się na trybunach stadionów Europy, zarówno w fazie grupowej jak i eliminacyjnej pucharów, a swoim zachowaniem, dali powód kibicom z Anglii, głównie Manchesteru City, do zabawy, którą kibice na wyspach określili mianem "Let's do the Poznan". Samo zachowanie i powiedzenie stało się na tyle popularne, że nawet trener Lecha Jose Maria Bakero, przyszedł na jedną z konferencji prasowych w koszulce z takim hasłem.

 

Nie inaczej jest na Legii, najpierw kibice po przegranym wyjazdowym meczu z GKS Bełchatów, zbluzgali z trybun zawodników. Ja po prostu uważam że zastraszali.
Następnie "przywódca" tejże bandy, niejaki "Staruch" - znany z tego że po śmierci Janusza Wejcherta, jednego z współwłaścicieli Legii Warszawa ze strony ITI, intonował na trybunach przyśpiewkę "Jeszcze jeden, jeszcze jeden" mając zapewne na myśli Mariusza Waltera - bo Legia wtedy gola nie strzeliła, uderzył po meczu Jakuba Rzeźniczaka, piłkarza drużyny Legii Warszawa. I tak jak po przyśpiewce miał już nie pojawić się na trybunach, tak po uderzeniu Rzeźniczaka, ochrona na Legii nawet nie ujęła i nie przekazała policji bandyty. Tak Staruch pojechał na Puchar Polski, a o bilet dla niego starała się nawet Policja. Pomimo tego iż dostał zakaz stadionowy na mecze ligowe. Zabawne prawda?
Dodatkowo Legia została ukarana przez Komisję Ligi za zachowanie "kibiców" na meczu z Polonią Warszawa. Trybuna należąca do tzw Ultrasów, miała zostać zamknięta na mecz ze Śląskiem Wrocław. Ciało odwoławcze z PZPN, cofnęło jednak ten zakaz. I zamieniło kary na finansowe.

Kibiców Legii zaś nie ratuje nic, jeśli chodzi o Europę, bo Legia na całe szczęście w tym sezonie w pucharach nie grała. A przypominać Wilna i zamieszek podczas meczu z Vetrą nikomu nie trzeba.

Ucziciwie należy więc przyznać że ludzie którzy mienią się kibicami z obu klubów zrobili bardzo wiele, żeby nie pisać o nich dobrze czy pisać źle. Jeszcze przed tym jak transparenty wymierzone w Wyborczą i rząd Tuska, pojawiły się na trybunach. I sami dawali amunicję, do tego żeby o nich tak właśnie pisać.
Inną sprawą jest, że podobnie jak w sprawie ze "zwalczaniem dopalaczy", tak samo i w sprawie walki z bandytami na stadionach - nagle w prasie zaczęło pojawiać się mnóstwo doniesień, o tym że tu i tam mają miejsce bandyckie czy chuligańskie ekscesy przy okazji meczów piłkarskich. Celowała w tym oczywiście Gazeta Wyborcza. Czemu nie ma się co dziwić swoją drogą.
Redaktorzy z lokalnego biura, zaczęli nawet grzebać w pozaboiskowych aktywnościach Wiary Lecha, i dopatrzyli się niedopowiedzianego faszystowskiego zagrożenia, w tym że osoby związane z Wiarą Lecha mają zamiar kandydować, do rad dzielnic, w lokalnych wyborach w Poznaniu. W Warszawie niedopatrzono się takiej inicjatywy. Póki co.

Ostatecznym aktem "protestu" kibiców było zachowanie w pierwszych 15 minutach meczu finałowego PP, kiedy to zdecydowana większość z nich opuściła trynuny, wywieszając transparenty o tym że to właśnie tak trybuny będą wyglądać kiedy oni przestaną na stadiony przychodzić Po 15 minutach wrócili, i znów można napisać, że pozna tym że odpalili race i petardy, dopingowali przyzwoicie. Do memendu serii rzutów karnych, kiedy to nastąpiło wtargnięcie ich na bieżnię i za banery reklamowe. Przed tym jak ostatni rzut karny został wykonany. Chodzi tutaj o "kibiców" Legii, która w tym momencie zapewnić miała sobie Puchar Polski. Kibice Lecha pozostali w swoim sektorze. Dla jasności. Osobiście nie mam nic przeciwko temu że kibice po zakończonym meczy wbiegają na murawę cieszą się z zawodnikami, podrzucają ich obściskują, a może nawet dostają od nich koszulki. Jeśli odbywa się to w kulturalnej i zdrowej atmosferze, jest to dla mnie element sportowego widowiska, i wyrażenia radości z sukcesu drużyny. Oczywiście jeśli ma to miejsce w wyjątkowych, takich jak finał PP , czy finał innych rozgrywek okolicznościach.

Niestety radość przerodziła się w bandycką rozróbę z obu stron. I tutaj konkluzja. Zamiast udowodnić zachowaniem że to co o nich piszą gazety i sugerują o nich media, to nie prawda, potwierdzili że tak właśnie jest. Straty oszacowane na 40 tysięcy złotych. To niedużo. Zapłacić PZPN, albo Wiara Lecha, która już się do tego zobowiązała. O wiele większe są straty PR, media od dwóch dni o niczym innym właściwie nie informują, jak o tym co działo się w Bydgoszczy po meczu.  Premier ma amunicję do kolejnej ofensywy, występują ministrowie i autorytety moralne,  wszystkie ręce na pokład. W sam raz temat na zbliżające się wybory, i sezon ogórkowy.
Ale od bandy troglodytów zakamuflowanej w większej grupie nie należy wymagać myślenia. Więc nie wymagam.

Wojciech Sokołowski.

internetowy partyzant, bojownik IRA Od 12.05.2008 PODEJRZANY, bo nie spożywał tanich win UWAGA STREFA ZDEKOMUNIZOWANA. "czasy idą takie, że zamiast mp4 trzeba było kupić MP-5" by Red Pill

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Rozmaitości