Pierwsza części była głównie o kibicach. Z małymi wyjątkami. Teraz części druga. O stronie drugiej, czy stronach sporu.
PZPN
Lato lubi Bydgoszcz. A Bydgoszcz nie ma szczęścia do piłki nożnej. Po raz kolejny mecz finałowy Pucharu Polski odbył się w Bydgoszczy. O ile w ubiegłym roku rywalizacja Jagielloni Białystok i Pogoni Szczecin, przebiegła bez pozaboiskowych ekscesów, to w tym sezonie stadion w Bydgoszczy był już po raz drugi areną takich zamieszek, po raz pierwszy stało się to podczas meczu Widzewa Łódź z Zawiszą Bydgoszcz. Też w Pucharze Polski. Walki miały miejsce głównie na trybunach. Przed meczem i w jego trakcie. Już samo to powinno działaczom z PZPN, dać do myślenia w kwesti wyboru stadionu. Stadion Zawiszy jest obiektem ładnym, ale nie jest obiektem piłkarskim, a lekkoatletycznym. I jako taki nie nadaje się do organizacji takich imprez.
Ale jeśli nie tam to gdzie. Tutaj trzeba przyznać, że pole manewru w tym roku było niezwykle wąskie. Przy formule jednego meczu finałowego, trzeba wybrać stadion. I w zasadzie, oprócz Kielc nie ma obecnie obiektu który spełniłby wymagania ilościowe co do liczby kibiców którzy chcieliby obejrzeć finał na żywo. Należy się więc zastanowić, czy w naszych warunkach najwłaściwszym rozwiązaniem jest rozgrywanie finału systemem mecz i rewanż. Kluby grają na swoich obiektach, i miasto trzecie w zasadzie nie cierpi w związku z ewentualnymi ekscesami. Wprawdzie w przyszłym sezonie, będą już oddane do użytku w związku z EURO 2012, stadiony we Wrocławiu, Gdańsku, stadion Śląski w Chorzowie, i Narodowy w Warszawie. Ale zawsze istnieje ryzyko, że przy rozgrywaniu meczu w taki sposób dojdzie do zniszczenia obiektu z którym bandyci nie mają nic swojego.
Znów muszę zaznaczyć, że oczywiście nie jestem tak naiwny by wierzyć że bandyci w barwach Legii nie zniszczyli by sektora gości na stadionie w Poznaniu, a Ci w barwach Lecha nie zrobiliby tego w Warszawie.
Nie ma stadionu ktorego rozjuszona tłuszcza jeśli będzie chciała, nie zniszczy. Są mniej lub bardziej bezpieczne stadiony, na których wraz z działaniami ochrony i Policji można zapobiec konfrontacji jednych z drugimi. Stadion w Bydgoszczy nie jest takim stadionem na pewno. Nie ma co do tego wątpliwości, że im bardziej stadion ma charakter piłkarski, tym bardziej można na nim oddzielić jednych od drugich. I tym samym podnieść poziom bezpieczeństwa.
Tutaj ruch należy bez wątpienia do PZPN.
Policja
Będzie śmiesznie, ale tak to już jest z tą formacją, gdzie kończy się logika zaczyna się policja.
O tym co się stało na stadionie Lecha pisałem już w pierwszej części tego tekstu, zainteresowanych odsyłam.
Także tam o tym co zrobiono po takim meczu. A także o opiniach policji, która zazwyczaj myśli. Postawimy płot to się nie przedrą.
W taki oto sposób cofamy się do epoki kamienia łupanego jeśli chodzi o komfort kibicowania. To myślenie które prowadzi do absurdów. Dajmy ludziom plastikowe łyżki i widelce, bo tymi metalowymi mogą się zabijać, zabrońmy noszenia podkutych butów, bo ciężki i też mogą zabić. Zakażmy jazdy samochodami pociągami, latania samolotami, bo ludzie giną w katastrofach, itd, itd, itd. Możnaby wymieniać i wymieniać. Niestety instytucja zwana Policją jest częśto kopalnią głupich pomysłów. A już opinia Policji o tym że stadion nie jest bezpieczny kiedy spełnia norm UEFA, jest śmieszna. Biorąc pod uwagę opinie naszej Policji, należałoby chyba co do jednego pozamykać stadiony na Wyspach. Tam przecież kibic nie siedzi za płotem, często po golu cieszy się razem z piłkarzem, bo ten do trybuny ma przysłowiowe dwa kroki, i od kibica oddzielony jest porządkowym, ewentualnie linią jednych fotelików. Europa kultura. Owszem zdarzają się tam incydenty na stadionie, przeważnie ktoś wbiegnie na boisko. Tyle że taki delikwent, no właśnie o tym w tytule i podsumowaniu.
I znów. Panowie z Policji. Komedianci - literówka zamierzona - miejscy powiatowi, wojewódzccy. Jeśli uważacie że stawianie płotów poprawi bezpieczeństwo, mam dla Was lepsze rady, płoty podłączie pod prąd. Dodaktowo postawcie linię zasiek, a te zasieki podlejie benzyną, w ostatecznym momemcie możecie je podpalić, wtedy na pewno się nie przedrą.
I jeszcze śmieszniej, zgodnie z prawem przy przeprowadzaniu imprezy masowej, za bezpieczeństwo na stadionie, odpowiedzialna jest firma ochroniarska wynajęta czy zatrudniona przez organizatora, policję wzywa się wtedy kiedy już nic nie pomaga za środków którymi taka firma dysponuje.
Najśmieśniejsze na koniec. Policja w czasie interwwencji którą przeprowadzała nie ujęła i nie zatrzymała nikogo. Słownie zero. Czyli faktycznie ktoś się z kimś bił, a policja w zasadzie asystowała. Nikomu konkretnie w tym momencie zarzutów postawić nie można. Będzie można jeśli odczyta się coś z nagrań. Problem tylko w tym że Ci rozrabiający bandyci mieli kominiarki na twarzach.
Brawo Panowie. Naprawdę w tym kraju można dzięki Waszym działaniom czuć się bezpiecznie. Co innego pacyfikować kupców w KDT. Prawda?
Przy okazji jestem ciekaw, czy osoba odpowiedzialna za pismo w którym stara się o bilet dla wspominanego już przeze mnie Starucha na mecz PP, ze strony Policji poniesie konsekwencje. Jeśli nie, to albo Pan Staruch jest policyjnym ucholem -wybaczcie żargon. Albo ktoś gdzieś posmarował. I tak źle - dla Starucha, i tak niedobrze. Obstawiam jednak że sprawa umrze śmiercią naturalną.
Władze - czyli premier piłkarz, i kibic
Kiedy pisze ten tekst dowiaduje się że wojewoda mazowiecki, imię i nazwisko przemilczę, z uczucia współczucia jakie mi w tym momencie towarzyszy do tego człowieka zamknął stadion Legii Warszawa na mecz z Koroną Kielce. Powodem tego zamknięcia było między innymi to że kibice rozbujali wagon w metrze. To może należałoby zamknąć metro panie wojewodo. Oraz wygłaszali antysemickie przyśpiewki. Rozumiem, że na przykład plac na którym takie przyśpiewki są wygłaszane też zostanie zamknięty.
Do zamknięcia szykowany jest też stadion w Poznaniu, jak donoszą media decyzja ma zostać przekazana o godzinie 17.
O tym że nie jest ot żadna decyzja wojewody to jasne. To czynniki na najwyższym szczeblu zdecydowały, to nie mam żadnych wątpliwości wojewoda jest tylko pasem transmisyjnym. Chciałbym szczerze mówiąc zobaczyć, jak sprawa oparłaby się w sąddzie.
W Warszawie dodatkowo kupa śmiechu. Okazało się że miasto z jej obecną Panią prezydent z PO, wywaliło coś pomiędzy 300, a 500 mln złotych, na stadion na którym nie da się zapewnić bezpieczeństwa. Czy ktoś się będzie musiał z tego tłumaczyć. Bardzo wątpliwe.
W Poznaniu sytuacja równie zabawna. Jesli stadion zostanie zamknięty, to tylko na mecz Lecha czy także na mecz Warty Poznań, która swoje mecze rozgrywa na tym obiekcie? Kibiców Warty w Bydgoszczy nie było, więc jakim prawem, każe się ich? A jeśli jedynie na mecz Lecha, to jak to możliwe że w sobotę stadion jest niebezpieczy, a w niedzielę już bezpieczny? Magia, czary, czy może Donkowe cuda?
Kluby
Winne tak jak pozostałe strony. Przede wszystkim z jednego powodu. Wpuszczają na trybuny ludzi, którzy nie powinni się tam znaleźć. Zatrudniają i pozwalają ochraniać spotkania ludziom do tego nie przygotowanym, czego efektem są race na trybunach czy petardy. Ponoć w Bydgoszczy wniesienie racy kosztowało 20 PLN. Ciekawe czy stawka na mecze ligowe jest podobna.
Poza wpuszczaniem na stadiony kolejnym grzechem jest pobłażliwość, wynikająca z chciwości. Każdy kibic to określone dla klubu pieniądze. Czasami od razu całkiem duże, bo kibic kupi karnet. A Ci najzagorzalsi kupują. Jeśli da mu się zakaz nie kupi karnetu następnym razem. Takiemu który bilet kupił jednorazowo bez znaczenia.
Co gorsza kluby mają miekkie serca i wybaczają, Staruch wrócił na trybuny po tym jak skandował jeszcze jeden, jeszcze jeden, co zrobił już pisałe, ilu takich staruchów w mniejszej skali tam siedzi, dlatego że nie mogą na te trybuny wejść. Tego nie policzy nikt.
Oprócz tego dochodzi jeszcze kwestia współpracy. Kibice, przestali być łatwosterowalną masą. Przekształcili się, korzystając z prawa o stowarzyszeniach, wiedzą że w kupie siła. Trzymają się razem, bo inaczej, w mysl zasady "dziel i rządź" na stadionie rządziłby faktycznie właściciel. W chwili obecnej ma się wrażenie że władze sprawują tam kibice -często typy spod ciemnej gwiazdy. O tym że potrafią być skuteczni przekonała się głównie Legia, protest organizowany przez SKLW, powodował na Legii, malutką frekwencję. Wprawdzie jeszcze na starym stadionie, ale jednak. Władze Legii wystraszył się więc, i chcąc nowy stadion zapełnić, dogadały się z SKLW, efekty możemy dziś obserwować na żywo.
Prawo
Martwe prawo ale prawo, nie jest egzekwowane, przez policję, prokuraturę sądy, instytucje administracji państwowej, od czasu do czasu jak teraz zrobi się pokazówkę. Po czym sprawy wracają na stare tory. Bo tak łatwiej i wygodniej. Nie ma i nie będzie jeszcze długo sprawnie działających rozwiązań systemowych. Bo skoro nie ma ich od 20 lat, to dlaczego nagle miałby się pojawić teraz. EURO2012 będzie trwało miesiąc i na trybunach nie będzie masy klubowych kibiców, choćby dlatego że system biletowy na to nie pozwala. Po tym miesiącu wszystko wróci do (nie)normalności. Pomysł z sądami stadionowymi jest groteskowy. Przypomina raczej skecze Monthy Pytona o Świętej Inkwizycji, niż faktyczne przemyślane działania
Konkluzje
Tak jak w temacie obu notek. Rozwiązanie jest praktycznie jedno. Należy zbudować jasno działający system eliminujący bandytów ze stadionów, zarówno techniczny - system kart kibica, baz danych o tych którzy tam się nie powinno pojawiać, jak i system prawny, jasno określający prawa i obowiązki kibica na stadionie. I kary za ich złamania, lub przekroczenie.
Na koniec należy do współpracy przekonać kluby metodą marchewki póki co. A jeśli nie będą chciały współpracować, dopiero wtedy wyjąć kij. Ale do tego potrzeby by raczej Margaret Tacher, a nie Wesołego Donka.
Wojciech Sokołowski


Komentarze
Pokaż komentarze (3)