Dlaczego propagandziści nie spytają powstańca, prof. Witolda Kieżuna o literkę W
Bitwa trwa , siły postępu próbują wmówić maluczkim że literka W po angielsku ( dablju) z referendalnego plakatu PiS zszargała świętość. Literka W miała symbolizować wybuch powstania warszawskiego, tak próbują to przedstawić ci, którym nie przeszkadzał ubiegłoroczny występ w dniu 1 sierpnia Madonny , występ , który ministra Mucha zasiliła kwotą 6 mln zł ( około 2 mln USD).
Nie słyszałem głosu oburzenia tych powstańców którzy są oburzeni literką W, gdy organizacje feministyczne postponowały znak powstania kotwicę, dorysowując piersi do symbolu, nie słychać było ich głosu gdy w niemieckim filmie „ Ich matki ….” akowcy zostali przedstawieni jako antysemici.
W imieniu powstańców wypowiadał się gen. Zbigniew Ścibor-Rylski , fakt był powstańcem , tylko nie mówi się o jego późniejszej współpracy w latach 1947 – 1964 z UB. Generał był honorowym członkiem komitetu wyborczego Komorowskiego, stąd widać, że jest zaangażowany po jednej ze stron.
W Polsce żyją jeszcze inni powstańcy, tacy jak np prof. Witold Kieżun, wybitny naukowiec, więzień stalinowskich łagrów. Jego zdjęcie z powstania jest ikoną. Chciałbym , żeby prawo do wypowiedzi miał również prof. Kieżun a nie tylko gen Rylski. Ale nie ma co liczyć na dziennikarzy , oni udają , że takiego powstańca nie ma.
Całe szczęście, że ataki na PiS za zawłaszczenie literki W prowadzone przez Joannę Darc polskiego dziennikarstwa Monikę Olejnik, nie znalazły posłuchu w „ Ulicy sezamkowej”, a Bert i Erni wsparli PiS.


Komentarze
Pokaż komentarze (25)