Nazywa się Umut-Talha i urodził się 26.01.2011 roku w klinice pod Paryżem.
Ma misję do spełnienia… jest nadzieją swoich rodziców na uratowanie życia starszemu rodzeństwu, które cierpi na genetyczną chorobę zwaną talasemią.
Aby mógł przyjść na świat lekarze dwa razy dokonywali zapłodnienia in vitro by wyeliminować embriony zarażone chorobą dziedziczną. Krew z jego pępowiny zostanie przetoczona do chorego organizmu rodzeństwa.
W ten sposób mały Umut-Talha stanie się bohaterem, gdyż urodził się po to by ratować życie innych.
Ciężki to bagaż i wielka odpowiedzialność…
Rodzice, zdesperowani by ratować życie pozostałemu swojemu potomstwu przywołali chłopca na świat w określonym celu. Co się z nim stanie gdy cel nie zostanie osiągnięty?
Wolą nawet o tym nie myśleć.
Lekarze z kliniki pod Paryżem nie muszą o tym myśleć ponieważ będą kontynuować mimo wszystko badania…
Właśnie – badania… podobnie jak badania na zwierzętach. Prawo zezwala na takie eksperymenty więc naukowiec z tego skorzysta. Do licha! Musi skorzystać ponieważ jest odkrywcą i gdyby nie to, pewnie nie mielibyśmy leków ratujących życie, narządów zastępczych ratujących życie albo estetykę wyglądu po wypadkach, na przykład.
Przecież podobne dzieci rodziły się już wcześniej w Stanach, Anglii, Holandii czy Belgii. Choć o wiele trudniej jest dowiedzieć się jak potoczyły się dalej ich losy.
Rodzice małego Umuta nie chcą by wobec zaistniałej sytuacji korzystać z przyjętego nazewnictwa „bebe-medicament” (dziecko-lekarstwo). To całkiem zrozumiałe. Który rodzic chce tak naprawdę by jego dziecko było traktowane przedmiotowo?
Ale mały Umut, niezależnie od tego czy będzie się nazywał „Dziecko-Pigułka” czy „Dziecko Podwójnej Nadziei” czy też „Nasza Nadzieja”, pojawił się na tym świecie jako żołnierz mający określone zadanie do wykonania i albo przeżyje albo też polegnie jak bohater.
Z etycznego punktu widzenia sprawa jest ewidentna.
Zareagował francuski kościół gdyż droga, na którą weszła nauka przestaje mieć z etyką cokolwiek wspólnego.
Chociaż…
Przyzwyczailiśmy się do tego, że szczury służą nam do badań, że rodzą się myszy z ludzkim uchem, bo a nuż się komuś przyda, że ludzie biedni za konkretną kwotę w klinikach testują na sobie nowe leki, że handluje się organami ludzkimi nie do końca legalnie też, że aby przetestować nową broń robi się jatkę w jakimś biednym kraju arabskim lub afrykańskim…
Więc co w tym dziwnego, że zaczynamy sobie tworzyć powoli żyjące lekarstwa na nasze dolegliwości? Ilu z nas wobec choroby powie, że woli umrzeć niż skorzystać z krwi, komórek lub narządów innego małego Umuta?
alex


Komentarze
Pokaż komentarze (9)