Kolejny mężczyzna, którego miało się poznać nie po tym jak zaczął, ale jak skończył… ten, o którym mowa zaczął świetnie, ale końcówka staje się powoli tarzaniem w błocie. Zanim jednak zanim Palikot sięgnął dna spróbował podlizać się jeszcze do przedsiębiorców.
Otóż nie dopełnił jakiegoś obowiązku wobec Państwowej Komisji Wyborczej i ta, zgodnie z przepisami prawa, zapowiedziała, że ugrupowanie Palikota wytnie z grona szanujących się i pretendujących do grona partii rządzącej.
Palikot się zezłościł na tę rażącą niesprawiedliwość i powiedział, że sobie inną partię założy i nie ugnie się ani tyci pod naciskiem, nie przestraszy się tych, którzy go chcą zmieść ze sceny politycznej, że wie iż wszyscy politycy trzęsą portkami na samą myśl o jego ofensywie do władzy.
"Mieć - jak powiadają - zerowe poparcie i być przedmiotem wykreślenia z rejestru?!
Czy to nie znak naszej siły i lęku przed nami!?"
Jednak przemyślał swoją histerię na blogu i zmienił nieco ton: otóż napisał, że formalizm PKW (po ludzku: przestrzeganie prawa) okazało się być szansą dla palikotowego programu wyborczego. Po czasach płaczu nad wypijaną przez księży gorzałą i objadania się przez nich kiełbasą wędzoną, Palikot przypomniał sobie o przedsiębiorcach wykańczanych przez skarbówkę ojczystą, która za niezłożenie PIT-u potrafi doprowadzić do ruiny naszych biznesmenów.
Otóż rozmarzył się znowu na blogu swoim... a gdyby tak przedsiębiorcy, patrząc na tą dramatyczną sytuację jaśkowego ugrupowania, które zmiecione zostanie przez pazerne prawo z desek teatru politycznego, ruszyli sumienie swoje i serce, i wyrazili współczucie Palikotowi, to może by i elektoratu przybyło troszku... co?
"Może ten, z pozoru bolesny incydent, będzie przyczynkiem do większej identyfikacji i solidarności z Ruchem tysięcy pokrzywdzonych przez prawo obywateli".
Raczej trudno uwierzyć, że przedsiębiorcy zagłosują na wibrator i flaszkę. Że zagłosują na gościa, który zapomina wpisać w deklarację majątkową prywatnego samolotu i mówi, że to wina skarbówki, że nie ma rubryki „samoloty”… gdyż tacy ludzie raczej rozwścieczają fiskusa zamiast go łagodzić :)
Potem mogło być już tylko gorzej.
Wszystko co było efektem ignorowania Palikota stawało się powodem do wywiadu i stwierdzania, że PO straszliwie się go boi. Każde sprawdzenie jego dokumentów wynikało z panicznego strachu Tuska przed Palikotem. Niezapraszanie Palikota na debatę to lęk niewykształconego Tuska przed filozofem Palikotem, który na wszystkim się zna, a na pytanie Moniki Olejnik, który obraz Freuda mu się podoba odpowiedział, że Freuda nie lubi… to i po co mu znać skoro nie lubi?
Tusk jest słaby ponieważ nie zna języków obcych, ale na zadane po angielsku pytanie Palikot odpowiedział domyślnym angielskim „co też autor chciał przez to powiedzieć”, który to niejednemu tłumaczowi spędził już sen z powiek…
Teraz, gdy jest odstawiony od poważnych debat przyspieszył publikację swojej książki, w której mówi w nieskończoność o… Tusku. Jak "stara peerelowska ciota", która złapała się ostatniej deski ratunku przed odejściem w niebyt i dla której obrobienie skóry dawnej przyjaciółce ma przynieść posłuch wśród sąsiadek i otoczenie wianuszkiem przekupek.
Chyba uwieńczeniem całego błota jakie może nam zafundować Palikot była rozmowa sprzed kilku dni w programie Moniki Olejnik. Z całą powagą Janusz Palikot bronił swojego kandydata do parlamentu i jednocześnie założyciela tygodnika Fakty i Mity. Ponieważ jest wiarygodny i jest ideowcem… nieważne, że ten ideowiec nie doczekawszy się porządnej plebanii zrzucił sutannę i w te pędy do SLD, nieważne, że ten ideowiec wyśpiewał w swojej książce grzeszki wiernych, których spowiadał, a jakby tego było mało był piewcą zabójcy księdza Popiełuszki.
Palikot, by zakończyć upierdliwość redaktorki, powiedział, że nie ma zbytniej różnicy między Jarosławem Kaczyńskim a Grzegorzem Piotrowskim ponieważ Kaczyński ma na sumieniu około 90 osób, a Piotrowski zabił tylko jednego Popiełuszkę…
Nie trzeba kochać prezesa by zadać sobie pytanie: jaką trzeba być gnidą żeby coś takiego powiedzieć?
Może nie trzeba nią być tylko się nią jest. Palikot dobrze się czuje w towarzystwie antyklerykałów mimo tego, że kiedyś tak samo dobrze czuł się w towarzystwie prawicowego Ozonu. Jego uznanie zdobył ostatnio Dominik Taras, który zasłynął z kontrimprezy pod Pałacem, a także z tego, że leżał plackiem na ulicy i krzyczał, że jest krzyżem, już o zdjęciach z pukawką nie wspominając… zaś na wiecu u Palikota powiedział, że marzy mu się świat w harmonii, pokoju i przyjaźni…
Ot, hipokryta :)
*****
Nie wiem co robią znane postacie na listach Palikota, nie wiem co robi profesor Środa w jego otoczeniu… wiem co robi Joanna Senyszyn. Była jego nauczycielką. Ale uczeń przerósł mistrza i ciągną się już za nim najgorsze cechy esbeków – wulgarność, pomówienia, obgadywanie i to niczym nieuzasadnione poczucie potęgi i wielkości. Poczucie doskonałości, wiedzy i niezbędności. Poczucie siły, która rzuca przeciwników na kolana…
Mieliśmy w parlamencie różnych ludzi, mieliśmy gwałcicieli i narkomanów, ludzi, których ścigało prawo i takich, którzy podnosili łapki w geście „Heil”. Brakuje nam jeszcze niespełnionych księży i sportowców. Znerwicowanych biznesmenów z reklam Palikota, pytających po co wrócili z zagranicy...
Bo po co?
Po roku smoleńskim możemy mieć cztery lata zwierzeń byłego księdza, który na mównicy sejmowej będzie paplał o grzechach kościoła i katolików. Możemy mieć cztery lata gadania o tym, że ksiądz Popiełuszko zginął przez przypadek ponieważ fatalnie się odplątywał z więzów...
Ponieważ na takich ludzi postawił człowiek, który ma nam przynieść odnowę po obecnej zgniliźnie polskiego życia politycznego – Janusz Palikot, przegladajacy się w lustereczku niemłody już Dandysek, który mówi: ach jaki jestem mądry, piękny, wykształcony i silny...
.
alex


Komentarze
Pokaż komentarze (7)