Media donoszą nam regularnie o zaangażowaniu polskich biskupów w politykę. Dzisiaj pojawiła się informacja o dowcipie, który krąży po diecezjalnych korytarzach, a brzmi on tak:
Jakie są trzy warunki, żeby zostać biskupem?
Trzeba być ochrzczonym, wierzącym i pochodzić z Krakowa...
Przy czym z dwóch pierwszych powodów można dostać dyspensę :)
Żart jak żart, ale jedno trzeba przyznać: ostatnią rzeczą jaką hierarchowie ostatnio wymagają od swoich księży to wiara i zaangażowanie w pracę duszpasterską. Za to mile widziane jest oparcie w politykach…
Nie trzeba być ślepym by zauważyć, że w ostatnim roku nasi hierarchowie kościoła nie sprawdzili się. Najbardziej spektakularnym odcięciem się od swojej misji chrześcijańskiej było oświadczenie przedstawiciela kościoła w czasie tak zwanej wojny krzyżowej pod Pałacem Prezydenckim. Miało to miejsce w sierpniu roku ubiegłego.
Trudno było zapanować wtedy nad nerwami gdy byliśmy świadkami cyrku pod tytułem przeniesienie krzyża do kościoła. Oprócz rozrywki prosto z ulic Warszawy następną dostarczyli nam wtedy hierarchowie kościelni, a przede wszystkim arcybiskup Nycz, który powiedział, że kościół warszawski nie jest stroną w sprawie…
Wtedy też pewnie zaczęliśmy się zastanawiać nad sensem wypowiedzianych przez arcybiskupa słów…
Czy kościół nie będzie bronił godności swojego symbolu gdy przyczepi się do niego jakaś oszalała babcia? Nie będzie się to nazywać profanacją? A jeżeli jeszcze zawyje „Jarek, Jarek” to będzie to tani żart czy hołd złożony Chrystusowi?
I jeżeli do tego pośpiewa sobie to będzie cisza i skupienie czy disco mega dance w nowym rytmie muzyki kościelnej? Czy obrażanie duchownych przez rozwrzeszczany tłum nie było sprawą kościoła?
I czy do tego żeby przenieść symbol religijny w odpowiednie miejsce potrzeba było negocjacji?
Z kim miałyby one wtedy być prowadzone?
Z politykami?
Co miała oznaczać wtedy homilia prałata Małeckiego, który modlił się o to by krzyż miał swoje miejsce w Europie i co miało znaczyć stwierdzenie, że ludzie mają prawo wyrażać swoje emocje?
Poprzez butelki, szarpaninę ze służbami porządkowymi i zagrażanie bezpieczeństwu młodych harcerzy?
Czy to nie była sprawa kościoła?
Biskup Pieronek wypowiedział się w tamtych ponurych dniach także. Powiedział, że takie mieszanie polityki i religii go brzydzi. Nawet nazwał to nikczemnością i zapowiedział, że... też nie będzie się wtrącać :(
*****
W ciągu ostatniego roku niewiele się zmieniło.
Instytucja kościelna stała się podporą polityczną partii prawicowych. Bez żadnych oporów i zawstydzenia księża na mszach nawołują do głosowania na konkretną partię. W mediach pojawiają się krytyczne uwagi biskupów na temat proponowanych zmian w naszym życiu społecznym. Doszło do tego, że biskup nawołuje do niepłacenia za abonament, ponieważ w programie rozrywkowym sędzią jest muzyk, który kiedyś w czasie występów potargał biblię…
Na marginesie zainteresowania biskupów jest o. Rydzyk, którego misja odebrała poczucie bezpieczeństwa i prymat zwierzchnictwa biskupów. Którego misja pogwałciła wszystkie normy kapłaństwa poprzez brak wstrzemięźliwości i zachwyt nad dobrami materialnymi.
Na marginesie zainteresowania jest ksiądz Natanek, który tak naprawdę niczym nie różni się od Nergala, oprócz tego, że ten ostatni potrafi dostosować się do wymogów sytuacji, a Natankowi jest to obce.
Na marginesie zainteresowania był także rok temu krzyż – symbol wiary kościoła katolickiego…
*****
I jeżeli tak państwo hierarchowie tak podchodzą do tematu ochrony symbolu religijnego i swoich problemów wewnątrz instytucji kościelnej - to warto zapytać:
Czy sprawą kościoła jest in vitro, aborcja, Alicja Tysiąc, związki obywateli chcących żyć po swojemu?
Czy sprawą kościoła jest Przystanek Woodstock albo krzyż wiszący w sejmie Rzeczypospolitej? Czy sprawą kościoła jest agitacja polityczna i prowadzenie kampanii wyborczej? Czy sprawą kościoła jest handlowanie nieruchomościami i produkcja win przez jej przedstawicieli?
Bo w wymienionych przeze mnie tematach kościelni notable ochoczo zabierali głos…
A w temacie awantur wokół krzyża w warszawce umywali rok temu ręce… a dzisiaj jak gdyby nigdy nic grzmią o profanacji symbolu religijnego jakim niewątpliwie biblia jest.
Czy to jest hipokryzja?
Może warto określić ponownie, nowy zakres moralnych kompetencji kościoła w naszym życiu by na przyszłość obywatele widząc kolejne party z krzyżem na ulicach nie musieli oczekiwać na rozwiązanie problemu przez zainteresowanych.
Może ustalmy nową rolę kościoła i dopiszmy ją do Konkordatu… albo może inaczej:
Zapytajmy papieża czy aby na pewno widzi poprawność w działaniach swoich pracowników i czy nawoływanie biskupa do łamania prawa mieści się w duszpasterskiej misji kościoła, a w czasie gdy w stronę krzyża latały butelki z fekaliami słuszne było stwierdzenie, że ludzie mają prawo okazywać emocje…
Nie tak wyobrażają sobie wierzący rolę kościoła w Polsce i nie takiej roli oczekiwał Jan Paweł II… i może trochę prawdy jest w słowach Nergala, że agresywni i pełni złości ludzie, na słowo Karol Wojtyła zamieniają się w ministrantów… Widzieliśmy to w telewizji, w Warszawie i nawet tutaj na Salonie 24.
alex


Komentarze
Pokaż komentarze (35)