13 obserwujących
112 notek
172k odsłony
  444   6

Początek segregacji w szpitalach? - dr Szułdrzyński o "złych" i "dobrych" pacjentach

W  toczącym się obecnie sporze zwolenników i przeciwników zaostrzania "polityki antyepidemicznej" pojawiają się wciąż nowe, ciekawe argumenty. Większość z propozycji zwolenników "ostrego kursu" walki z epidemią covid-19 w Polsce (polityków, lekarzy) ma na celu zmuszenie (bo o żadnych zachętach nie ma już mowy) osób niezaszczepionych do nadrobienia zaległości (w postaci 2 dawek). Trzeba tu jednak przyznać, że propozycje, pomysły i postulaty rodzime są i tak o krok do tyłu w porównaniu do propozycji, często już wdrażanych, jakie widzimy na Zachodzie Europy, gdzie - różnymi środkami - zachęca/zmusza się do przyjęcia 3 dawki szczepionki.

Wśród propozycji jakie są wymieniane w mediach pada często postulat wprowadzenia "obowiązku szczepień":

"Są obowiązkowe na polio i gruźlicę, choć to choroby, które obecnie nie stanowią aż takiego problemu i nie zabijają codziennie. Tutaj umiera ok. 400 osób dziennie." - stwierdza dr Konstanty Szułdrzyński, członek Rady Medycznej w wywiadzie dla Dziennika Gazety Prawnej i wyprowadza z tego wniosek o potrzebie wprowadzenia obowiązku szczepienia przeciw covid-19.

W sumie sama propozycja nie jest ani oryginalna ani nie pojawia się po raz pierwszy w przestrzeni medialnej i nie ona jest najciekawsza. To co jest najciekawsze to pewien sposób uzasadnienia tego obowiązku. Zacytujmy raz jeszcze słowa Pana doktora:

"Te co najmniej kilka tysięcy osób zajmuje łóżka pacjentom z innymi chorobami, którzy nie zniknęli. Dla tych chorych, którzy zazwyczaj się zaszczepili, opóźnienie leczenia ich choroby to często różnica między życiem i śmiercią. I nie chodzi tylko o miejsce, ale także personel, który jest przekierowany do opieki nad pacjentami z COVID-19."

https://serwisy.gazetaprawna.pl/zdrowie/artykuly/8297392,szczepienie-koronawirus-przebieg-czwartej-fali.html

Od kilku dni ten sam argument zaczął pojawiać się w dyskusjach i polemikach pod notkami salonowymi. Zacytujmy kilka w tym stylu:

"Szkoda tych co przez nieszczepionych inteligentów mają zabrane łóżka i lekarzy w szpitalu, a leczą się na przewlekłe choroby niecovidowe."  

"Ale nie zaszczepiony szury, które zachorują, blokują w szpitalach miejsca osobom z chorobami niecovidowymi, ich leczenie kosztuje sporo kasy, której i tak brakuje na leczenie nie covidowe."

Opinia dr Szułdrzyńskiego jest niezwykle ciekawa, i to w kilku aspektach: etycznym, medycznym, społecznym i ekonomicznym.Nie jest to miejsce by omawiać je tu wszystkie, dlatego spróbujmy jedynie rozwinąć założenia, na jakich te i tym podobne opinie się opierają: 

1. Pierwsze założenie chyba jest takie, że chory niezaszczepiony zajmuje łóżko szpitalne JEDYNIE z powodu zakażenia i choroby covid-19. Wydaje mi się, że wielu zwolenników przymusowych szczepień ma chyba przed oczami widok młodego, agresywnego mężczyzny (najlepiej antysemity i nazisty), który w Internecie wypisuje różne "antyszczepionkowe brednie". No niestety, zdecydowana większość osób trafiających do szpitali z powodu covid-19 to osoby starsze i są one  i tak ich częstymi bywalcami z powodu wielochorobowości, czyli jeśli zajmują "czyjeś" to zajmują swoje "zaklepane" podczas wcześniejszych pobytów, miejsca w szpitalu. Raporty MZ dotyczące zgonów na covid (i hospitalizacji) mówią, że około 3/4 zgonów na covid-19 to zgony osób z wielochorobowością a do osób chorych w statystykach nie zalicza się często (jak mówił w jednym z wywiadów ten sam dr Szułdrzyński) osób z mniejszą lub większą otyłością.

2. Drugie ukryte założenie takiej opinii jest takie, że chory na covid, niezaszczepiony jest sam sobie winny i zabiera miejsce w szpitalu osobie, która jest w nim (lub co gorsza czeka na miejsce) "nie ze swojej winy". No ale i to założenie niewiele ma wspólnego z rzeczywistością, o czym - przede wszystkim - dr Szułdrzyński powinien doskonale zdawać sobie sprawę! Przecież, równie dobrze (jeśli już o tym dywagujemy) może być tak, że to poszkodowany, który "po pijaku" spowodował wypadek i - przy okazji - zabił jeszcze 2 innych ludzi (lub ciężko ranił) "zabiera miejsce" niezaszczepionemu, choremu na covid. Na jakiej podstawie pan dr Szułdrzyński orzeka kto jest tu lepszym a kto gorszym pacjentem? Pacjentem, który ma mniejsze lub większe prawa?

Ale wymieńmy inne możliwe przypadki. A jeśli niezaszczepiony "zabiera miejsce" osobie chorej na choroby wenerycznie (zdarza się w szpitalach zakaźnych), chorej na AIDS, która nie stosowała środków antykoncepcyjnych i zakażała inne osoby, albo osobie cierpiącej na marskość wątroby, która od 30 lat nadużywa alkoholu?, a jeśli zabiera miejsce osobie chorej na powikłania pogrypowe i też niezaszczepionej?, a jeśli zabiera miejsce osobie z powikłaniami po cukrzycy typu 2, która - jak twierdzą specjaliści - jest w większości wynikiem złego stylu życia?, a jeśli zabiera miejsce osobie z nowotworem przewodu pokarmowego, który bardzo często wynika z wysokokalorycznej diety?

https://pulsmedycyny.pl/rak-przewodu-pokarmowego-a-dieta-badacze-udowodnili-istnienie-zaleznosci-1134219

Można by tak długo kontynuować, bo na większość przewlekłych chorób cywilizacyjnych chorzy sami ciężko sobie zapracowali swoim stylem życia. To proszę uzasadnić dlaczego to  niezaszczepionych czyni się winnymi braku miejsc w szpitalach a nie inne kategorie chorych? Na czym polega ta ich "wyjątkowa odpowiedzialność"?

Co więcej, w szpitalach leżą często osoby zakażone w szpitalu, w trakcie rutynowego, lekkiego zabiegu, zakażeni wirusem sc-2 albo antybiotykooporną bakterią, leżą pacjenci, ofiary błędów lekarskich, polipragmazji - przypisywania przez lekarzy wielu różnych leków (normalka przy wielochorobowości), których interakcja jest szkodliwa dla pacjenta. Wszyscy oni zajmują miejsca potrzebne "innym chorym". Ciekawa byłaby wielomiesięczna dyskusja nad tym ile miejsc w szpitalu zajmują ofiary błędów medycznych. Dlaczego medycy jej nie zaczynają?

3. Trzecie założenie - chyba najgroźniejsze - opiera się na przekonaniu, że są jakieś "właściwe" i "niewłaściwe" choroby, że są dobrzy i źli pacjenci. W tym przypadku mamy jakąś niezrozumiałą i groźną - zwłaszcza gdy chodzi o lekarza - awersję do chorych nieszczepionych. Taka postawa lekarza, mającego wpływ na "przekierowywanie personelu", może, nawet w sposób nieświadomy, odbić się na procesie terapii tego chorego, może zdecydować o jego życiu. Przecież to niemal taka sama postawa jak lekarza leczącego AIDS, przekonanego, że "pedały" sami sobie są winni". CO POSTĘPOWA OPINIA PUBLICZNA ZROBIŁABY Z TAKIM LEKARZEM?To założenie i - chyba nieświadome - wyobrażenie to wstęp do groźnej segregacji pacjentów i  kreowania, fałszywych przekonań społecznych o nieodpowiedzialnych w zachowaniu "chorych niezaszczepionych" i reszcie chorych. Przekonanie to, z punktu widzenia nauk medycznych, jest zupełnie nieuprawnione, a moralnego punku widzenia - jeśli chodzi o lekarza - SKANDALICZNE.

Lubię to! Skomentuj46 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale