Przyjęty przez premiera Tuska pakiet energetyczno-klimatyczny skutkować będzie począwszy od 2013 roku koniecznością kupowania coraz większych uprawnień do emisji CO2 - do 2020 roku wydatki Polski z tego tytułu załamią finanse państwa. W najbardziej optymistycznym wariancie wzrostu PKB i tak gospodarka kraju załamałaby sie, gdyby pakiet się utrzymał.
Co na to premier? Premer wyraził nawet pewien optymizm, ponieważ z racji posiadania obecnie pewnych nadwyżek uprawnień do emisji CO2 - sprzedajemy je innym państwomi na powstałym rynku tychże uprawnień.


Dlaczego walkę z emisją rozpoczęto od dużych instalacji (ale w sumie mniej emitujących) a nie od wielu rozproszonych trucicieli (w sumie emitujących więcej CO2)?
Odpowiedź jest chyba jedna; ponieważ taka kolejność jest korzystna dla głównych decydentów UE - niestety wybitnie niekorzystna dla nas. Derogacje, które wywalczyliśmy wkrótce się skończą i będziemy płacić 3 - 4 miliardy EURO rocznie (o ile utrzyma się dotychczasowa cena uprawnienia do emisji). Jeszcze drożej będzie kosztowała modernizacja elektrowni węglowych
Polska truje mniej a płacić ma więcej
Jest wiele argumentów rzeczowych do wykorzystania; żaden z nich nie jest ulubionym argumentem Tuska (bieda) - nie musimy używać argumentów przynoszących wstyd.
Po pierwsze; kiedy gwałtownie rozwijała przemysł Europa Zachodnia, nie istniały żadne międzynarodowe konwencje o limitach emisji CO2 do atmosfery. Przy przewadze wiatrów zachodnich - cierpieliśmy z tego powodu.
Po drugie, zanieczyszczenie atmosfery tlenkiem i dwutlenkiem węgla nie pochodzi tylko od spalania węgla, a wyłącznie o tym zewsząd słyszymy; nawet od tych, którzy występują o renegocjację pakietu. O wiele więcej tych gazów trafia do atmosfery w wyniku spalania benzyn i gazu ziemnego. Jeżeli przyjmiemy, że podstawowym składnikiem benzyny jest benzen, a gazu ziemnego metan - możemy wyliczyć na podstawie równań chemicznych:
C + O2 = CO2
2C6H6 (benzen) + 15O2 = 12CO2 + 6H2O
CH4 (metan) + 2O2 = CO2 + 2H2O
Zatem:
przy spaleniu 100 kg. węgla powstaje 367 kg. CO2
przy spalaniu 100 kg. benzyny powstaje 338 kg. CO2
przy spalaniu 100 kg. gazu ziemn. powstaje 275kg. CO2
Na podstawie danych statystycznych z 2009 r. widać wyraźnie, że kilkakrotnie większymi od Polski emitentami CO i CO2 do atmosfery są "stare" państwa UE -
Niemcy, Francja, Włochy i nieco "młodsza" Anglia, natomiast w wielkościach względnych (w odniesieniu do wielkości kraju) - jeszcze Belgia, Holandia, Luksemburg, Anglia, Niemcy, Włochy (wyjątkiem jest tu Francja, która z uwagi na stosunkowo dużą powierzchnię, ma wskaźnik emisji CO i CO2 do atmosfery - nieco niższy od
Państwo CO CO2 CO+CO2 CO+CO2/pow
mln.ton mln.ton mln.ton ton/km2
Belgia 0,839 123,500 124,339 4.076,7
Luksemburg 0,012 12,064 12,076 4.644,6
Holandia 0,599 175,926 176,525 4.253,6
Niemcy 4,035 876,811 880,846 2.467,4
Anglia 2,388 555,640 558,028 2.301,1
Francja 5,668 415,730 421,398 774,6
Włochy 3,808 491,834 495,642 1.645,0
Polska 2,521 318,216 320,737 1.025,7
Jeszcze jedno - Polska spala mniej węgla kamiennego niż Niemcy, które w wydobyciu i spalaniu węgla brunatnego mają pierwsze miejsce w świecie.
Konkluzja mojego wpisu jest taka oto: Przestańmy mówić, że Polska jest trucicielem, bo wiadomo, nasza energetyka oparta jest na węglu i nie mamy szans zmienić tego w krótkim czasie i dlatego musimy płacić za prawa do emisji CO2. Przestańmy w końcu wmawiać sobie samym niedorzeczność polegającą tylko na takim imperatywie. Najbardziej miarodajnym wskaźnikiem ilustrrującym zatruwanie naszej planety jest ilość emitowanego tlenku i dwutlenku węgla na jednostke powierzchni (ostatnia kolumna w tabeli). Wynika z niej jednoznaczne, że kraje Beneluksu zatruwają powierzchnię ziemi czterokrotnie intensywniej niż Polska, Niemcy i Anglia - ponad dwukrotnie, jedynie Francja truje powierzchnię ziemi około 25% mniej niż Polska.
Przyjęty pakiet energetyczno-klimatyczny przewiduje indywidualne podejście do każdej elektrowni cieplnej a szczególnie do opalanej węglem. Przewiduje (a jakże - tylko w przyszłości) również sprawdzanie, czy przejechany przez samochód km. drogi spowodował taką lub inną (ponadnormatywną) emisję CO i CO2. Wszystko to jeszcze nieco oddalone w latach, ale już powstał rynek zezwoleń na emisję spalin. Już ogromne pieniądze zaczynają funkcjonować na tym rynku. Ciekawi mnie, czy w przyszłości posiadacze starszych typów samochodów też będą musieli kupować prawo do emisji... Niektórzy teoretycy przeprowadzają jakieś karkołomne liczenie ilości gazów cieplarnianych emitowanych przy wyprodukowaniu określonej jednostki energii elektrycznej. Jakież to sztaby ludzi będą to liczyć, a jakie drugie sztaby będą handlować prawami do emisji. Najwyraźniej przekraczamy granice absurdu.
Najprostszym sposobem liczenia emisji CO2 do atmosfery (jednocześnie najdokładniejszym - per capita i najsprawiedliwszym) - jest wyliczenie ilości wyprodukowanego owego gazu z ilości spalanych paliw w danym państwie - węgla, ropy naftowej, gazu ziemnego i innych paliw - w oparciu o wyżej przedstawione równania chemiczne i odniesienie jej do terytorium kraju. Tak wyliczony wskaźnik w sposób najdokładniejszy z możliwych zilustruje wpływ gospodarki poszczególnego państwa na ogólne zatrucie terytorium (Europy, świata). Tylko obciążenia finansowe prporcjonalne do tak wyliczonego wskaźnika będą sprawiedliwe i uwzględniające zarówno przyczyny tego stanu rzeczy, jak i korzyści wynikające z takiego lub innego podejścia do takiej czy innej komsumpcji paliw, (które muszą kosztować). Według przyjętego pakietu - my mamy płacić za 300 mln. ton wyemitowanego CO2, a np. Włochy za 500 mln. ton, Anglia za 558 mln. ton - nie, tylko dlatego, że my wyprodukowaliśmy go głównie z węgla, a Włosi i Anglicy jeżdżąc samochodami, latając samolotami i spalając gaz. "Stare" państwa UE wypuszczają do atmosfery kilkakrotnie więcej CO2 na każdy km2 powierzchni niż Polska, ale wg przyjętych regulacji, to my będziemy w przyszłości płacić najwięcej dla poprawy ekologii w Europie.
Myślę, że powinniśmy jak najszybciej odrobić lekcję i postawić twarde weto - merytorycznie udokumentowane - nie przyjmować wszystkich rozwiązań w dobrej wierze - byśmy nie musieli dokładać (jak to bywało w historii) do znacznie bogatszych państw zachodniej Europy - będąc przekonanym, że uzyskaliśmy jakąś tam licząca się derogację. Tak to niestety może wyglądać, kiedy najważniejszą sprawą w Polsce jest EURO 2012, Orliki i długie piłkarskie weekendy. Sprawa jest poważna i z wyliczeń wynika, że Polska nie wytrzymałaby finansowych obciążeń wynikających z pakietu. Reasumując, polska racja stanu wymaga podjęcia natychmiastowych renegocjacji w tym względzie. Instytucja renegocjacji jest znana w historii UE; już premier Wielkiej Brytanii Wilson, po ponownym dojściu do władzy renegocjował cały traktat akcesyjny przystąpienia Anglii do (wówczas) EWG. W żadnym wypadku nie powinniśmy sprzedawać istniejących obecnie nadwyżek uprawnień do emisji CO2 (tych nadwyżek możemy zresztą mieć - na skutek działalności nieocenionego na tym polu min. prof. Szyszko - jeszcze o o około 30 % więcej). Sprzedaż nadwyżek znakomicie utrudnia wszelkie renegocjacje - utrwala stan faktyczny; powiedzą nam później: Pacta sunt serwanda. Sytuacja staje się groźna; niektorzy wysocy komisarze unijni wypowiadają się, że przekazywanie wszelkich należnych nam pieniędzy, z racji przyjętych różnych pakietów, uzależnione będzie od skrupulatnego wykonywania zobowiązań pakietu energetyczno-klimatycznego.