Zachód do swoich obywateli: Przesiądzcie się na autobus/ PAP
Zachód do swoich obywateli: Przesiądzcie się na autobus/ PAP

Zachód do swoich obywateli: Przesiądzcie się w autobusy

Redakcja Redakcja Paliwa Obserwuj temat Obserwuj notkę 43
Zachodnie rządy jedna po drugiej sięgają po język zarządzania kryzysowego. Premier Australii przemawia do narodu w prime time. Komisarz Unii Europejskiej mówi o sytuacji bez precedensu od dekad. Politycy używają słów, które jeszcze kilka lat temu zarezerwowane były wyłącznie na czas wojny lub pandemii. Bo właśnie przez coś bardzo przypominającego wojnę i pandemię jednocześnie przechodzi globalny rynek energii.

Australia: orędzie premiera jak w czasach pandemii

W środę 1 kwietnia o godzinie 19.00 czasu lokalnego premier Anthony Albanese wygłosił do Australijczyków przemówienie transmitowane równocześnie przez wszystkie główne stacje telewizyjne i radiowe. Taki format stosowany był dotychczas tylko dwukrotnie: podczas pandemii COVID-19 i globalnego kryzysu finansowego z 2008 roku.

Powód jest namacalny. Co najmniej 600 stacji benzynowych w Australii nie ma już paliwa. Niedobory koncentrują się przede wszystkim w Nowej Południowej Walii i Wiktorii, gdzie dotknęły około 10 procent wszystkich punktów sprzedaży. Diesel kosztuje ponad 3 dolary za litr. Benzyna bezołowiowa zbliża się do 2,50 dolara w miastach, a na prowincji jest znacznie drożej.

Australia importuje około 90 procent paliw. Atak USA i Izraela na Iran oraz blokada Cieśniny Ormuz spowodowały największy w historii skok cen. Australii zostało 36 dni zapasów benzyny, 29 dni paliwa lotniczego i 32 dni diesla. To najwyższe rezerwy od 15 lat. Ale wciąż daleko poniżej minimum rekomendowanego przez Międzynarodową Agencję Energetyczną.


"Szok ekonomiczny spowodowany tą wojną będzie z nami przez miesiące" powiedział Albanese. Wezwał obywateli, by nie gromadzili zapasów paliwa przed Wielkanocą, przesiedli się do komunikacji miejskiej i jeździli tylko tyle, ile rzeczywiście potrzebują.

Problem w tym, że Australia to nie Amsterdam ani Warszawa. To kraj o powierzchni porównywalnej do całej Europy, gdzie odległości między dzielnicami jednego miasta potrafią wynosić kilkadziesiąt kilometrów. Sydney, Melbourne czy Brisbane to metropolie zbudowane wokół samochodu. Komunikacja miejska dociera do centrów i głównych korytarzy. Poza nimi jest samochód albo nic.

I do tego samoloty. W kraju, gdzie loty między miastami pełnią rolę, którą w Europie odgrywają pociągi, problem z paliwem lotniczym to nie kwestia droższych wakacji. To cios w codzienną mobilność ludzi i towarów. Australia ma zaledwie 29 dni rezerw paliwa lotniczego, a ceny biletów mogą wzrosnąć o 10 do 20 procent, a na długich trasach jeszcze więcej. Rolnicy alarmują, że ceny żywności mogą wzrosnąć nawet o 50 procent.

Rząd reaguje. Od 1 kwietnia akcyza na paliwo została obniżona o połowę i będzie obowiązywać do 30 czerwca. Zniesiono opłaty drogowe dla ciężarówek na trzy miesiące. Złagodzono normy paliwowe i uruchomiono rezerwy strategiczne. Victoria uczyniła komunikację miejską bezpłatną przez cały kwiecień. Tasmania zwolniła z opłat autobusy do końca czerwca. Ogłoszono Narodowy Plan Bezpieczeństwa Paliwowego z czterema poziomami gotowości. Australia jest obecnie na poziomie drugim: "Utrzymujemy ruch."

Pytanie, które wisi w powietrzu, brzmi: co się stanie, jeśli blokada Cieśniny Ormuz potrwa kolejne tygodnie lub miesiące.

Bruksela: praca z domu, mniej samochodu, mniej samolotu

Dzień wcześniej, 31 marca, unijny komisarz ds. energii Dan Jørgensen wygłosił przemówienie, które sam porównał do pierwszych dni pandemii koronawirusa. Po nadzwyczajnym spotkaniu ministrów energii wszystkich 27 państw UE powiedział wprost: Europa stoi w obliczu "bardzo poważnej sytuacji" bez wyraźnego końca w zasięgu wzroku.

"Nawet jeśli jutro nastałby pokój, i tak w przewidywalnej przyszłości nie wrócimy do normalności" oświadczył Jørgensen.

Komisarz wezwał Europejczyków do oszczędzania ropy, a szczególnie diesla i paliwa lotniczego. Zalecenia Międzynarodowej Agencji Energetycznym obejmują: pracę zdalną tam gdzie to możliwe, obniżenie limitów prędkości na autostradach o 10 km/h, ograniczenie ruchu samochodów prywatnych oraz zwiększenie car-sharingu.


Od kiedy USA i Izrael zaatakowały Iran ponad miesiąc temu, ceny ropy i gazu wzrosły nawet o 70 procent. Przez blokadę w rejonie Zatoki Perskiej zablokowanych jest około jednej piątej światowych dostaw ropy i skroplonego gazu. Nadzwyczajne spotkanie ministrów energii UE nie przyniosło jeszcze konkretnych decyzji. Komisja zapowiedziała pakiet działań w najbliższym czasie.

Polska: "potrzymaj mi piwo"

Od początku konfliktu hurtowe ceny oleju napędowego w Orlenie wzrosły o niemal 2500 złotych za metr sześcienny. Diesel zbliża się do 9 złotych za litr, a ceny paliw biją historyczne rekordy. Przewoźnicy dopłacają do obsługi klientów i wzywają rząd do pilnej pomocy.

Minister energii wprowadził ceny maksymalne: benzyna 95 nie może kosztować więcej niż 6,16 złotego za litr, benzyna 98 nie więcej niż 6,76 złotego, a olej napędowy nie więcej niż 7,60 złotego. Rząd obniżył też VAT i akcyzę. To działania doraźne. Nie zmieniają fundamentalnego problemu.

Polska importuje ropę. Polskie firmy transportowe jeżdżą dieslem. Polskie sklepy zaopatrywane są przez ciężarówki. Drożejące paliwo nie zostaje na stacji benzynowej. Przekłada się na ceny wszystkiego: jedzenia, materiałów budowlanych, usług. Według analityków BNP Paribas trwały wzrost cen paliw o 10 procent podbiłby inflację w Polsce nawet o 3 punkty procentowe w 2026 roku.

Polacy przeżyli już COVID. Przeżyli szok energetyczny po rosyjskiej agresji na Ukrainę. Teraz mierzą się z trzecim z rzędu globalnym kryzysem w ciągu pięciu lat. Prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych Dariusz Matulewicz powiedział portalowi wnp.pl: "Żyjemy jako transport w permanentnym kryzysie od siedmiu lat. Od pandemii do wojny, od wojny do skoku inflacyjnego, od skoku inflacyjnego do wojny."


Zachód zaczął mówić swoim obywatelom prawdę. Że nadchodzą trudne miesiące. Że trzeba ograniczyć zużycie. Że nie ma łatwych wyjść. Czas, żeby Polacy też zaczęli tę prawdę słyszeć, zanim znowu przekonają się o niej przy dystrybutorze.

 PP

Fot: Zachód do swoich obywateli: Przesiądzcie się na autobus/ PAP

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj43 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (43)

Inne tematy w dziale Gospodarka