Nawet Marek Siwiec, który moim idolem nie jest - też potrafił zauważyć sporo "osiągnięć" premiera Tuska. Wg niego i zdaję się wg jeszcze kilku komentatorów życia społecznego w Polsce - Tusk odgrywa spektakl pt. "dobry car i źli bojarowie". Ciekawa będzie lista kozłów ofiarnych poświęconych na ołtarzu tej świętej sprawy (mówiąc barwnym jezykiem niejakiego Nałęcza).
Niżej tekst M. Siwca: "Kampania przypomni twarz premiera, który:
podarował dzieciom laptopy
zwalczył hazard
wyplenił dopalacze
pokonało zło w PZPN
reedukował kiboli
załatwił kilka ważnych stanowisk dla Polaków
wyjaśnił katastrofę smoleńską."
By uwiarygodnić się dokumentnie - owych kozłów (złych bojarów) trzeba znacznie więcej. Kontrakt gazowy - wiadomo, stocznie - też, ale dziesięciokrotnie mniejsze tempo od możliwego i niezbędnego z punktu widzenia polskiej racji stanu - przy budowie gazoportu - to hamulec bezpośrednio naciskany przez premiera. Brak jakiejkolwiek aktywności przy blokowaniu naszych zachodnich portów - to wyłacznie "zasługa" premiera. Ogromne pieniądze wydane na widownie stadionowe dla jednorazowej imprezy - to wynik piłkarskiego zadęcia premiera. Ogromny wzrost biurokracji - to wina samorzadów, (nie jest to kompetencja rzadu), ale kompetencja sejmu już tak - czyli wina tej wstrętnej opozycji.
Mnie zastanawia największa szkoda dla gospodarki państwa (wartości setek miliardów EURO), która zaczyna się dokonywać i od której odwrót staje się coraz bardziej niemożliwy, która powstała w wyniku podpisu premiera Tuska pod niesprawiedliwym, wymyślonym przeciwko Polsce - pakietem energetyczno-klimatycznym. Nie dostrzegam w polu widzenia bojara chętnego do wzięcia cięgów za ograbienie Polski bez cienia protestu; chyba, że minister środowiska; watpię jednak w jego zdolność do takiego poświęcenia.
Inną sprawą jest podejście premiera Tuska do spraw wojskowych - jego stanowisko (po co nam silna armia, przecież nikt nie dybie na nasze terytorium) - zbiliżone jest do doktryny I Rzeczypospolitej "Polska nierządem stoi". W efekcie - storpedowanie pierwszej wersji tarczy antyrakietowej, zbyt ubogie lotnictwo, całkowita rezygnacja ze szkolenia rezerw, brak procedur mobilizacyjnych. Czteroletni Sejm Wielki też uchwalił stutysięczną armię zaciężną; największym oponentem był hetman wielki Ksawery Branicki, który grzmiał z sejmowej mównicy "po co nam zaciężna armia, panowie bracia herbowi, w razie wojennej potrzeby - jak chwycimy za szable, jak zaczniemy rąbać, to kto nam sie oprze". Oparł się wkrótce o kolana carycy... Jak dalej potoczyła się historia - wszyscy wiemy. Sąsiedzi mieli wówczas milionowe zaciężne armie.
Generalnym wytłumaczeniem jest oczywiście kryzys; kłóci się wprawdzie przywoływanie tego argumentu do kraju kwitącej zieleni, ale... starożytni sofiści mogliby się uczyć od "naszego" premiera.


Komentarze
Pokaż komentarze