Kwestię odpowiedzialności polskich żołnierzy,którzy w Afganistani ostrzelali wioskę Nangar Khel, w wyniku czego zginęli cywilni mieszkancy (w tym kobiety i dzieci) - rostrzygnął sąd. Nie jest to ostateczny wyrok. Czteroletnia gehenna żołnierzy trwa dalej. Uważam, iż sprawę powinno się oceniać z punktu widzenia przestrzegania międzynarodowego prawa wojennego, w szczególności Konwencji Haskiej z 1907 r. Istotny jest tutaj Art. 27 konwencji, który przytaczam dosłownie: Art. 27.
"Podczas oblężeń i bombardowań należy zastosować wszelkie niezbędne
środki, ażeby w miarę możliwości oszczędzone zostały świątynie,
gmachy, służące celom nauki, sztuki i dobroczynności, pomniki
historyczne, szpitale oraz miejsca, gdzie zgromadzeni są chorzy i
ranni, pod warunkiem, ażeby te gmachy i miejsca nie służyły
jednocześnie celom wojennym.
Obowiązkiem oblężonych jest oznaczyć te gmachy i miejsca za pomocą
specjalnych widocznych znaków, które będą notyfikowane oblegającym."
Ponadto, zgodnie z konwencją haską - żołnierze powinni być w mundurach, lub ostatecznie nosić opaski, jawnie nosić broń, nie działać podstępnie, mieć odpowiedzialne dowództwo i przestrzegać konwencji wojennych. W szczególności - nie wolno niszczyć obiektów cywilnych (zwłaszcza szpitali, budynków mieszkalnych), nie wolno odmawiać pardonu.
Afgańczycy nie przestrzegają żadnego punktu haskiej konwencji (prawdopodobnie nie wiedzą, że taka istnieje i żaden ich rząd nie przyjął, ani parlament nie ratyfikował prawa wojennego). Nasi żołnierze praw wojennych zawsze przestrzegali (nawet działając na tyłach wroga) - znamienitym przykładem jest tu oddział Hubala - Dobrzańskiego, występujący w mundurach.
W sytuacji, gdy jedna strona przestrzega konwencji, a druga nie - działający zgodnie z prawem wojennym postawieni są w znacznie gorszej sytuacji, są narażeni na podstępne działanie, są atakowani przez talibów, którzy udają spokojnych wieśniaków, a w rzeczywistości zakładają miny zdalnie sterowane, strzelają znienacka w plecy, mieszają się w tłum razem z dziećmi i kobietami, postępują zdradziecko.
Konwencje dozwalają np. bombardowanie obiektów wojskowych nawet, kiedy są instalowane bezpośrednio przy szpitalu; jeżeli przy tym ucierpi szpital - trudno - nie jest to sprzeczne z prawem wojennym. Winę ponosi tutaj strona wykorzystującą metodę "żywych tarcz".
Najprawdopodobniej w Nangar Khel sytuacja była właśnie taka - przeciwnik ukrył się w wiosce i próba zwalczenia go, czy aresztowania w inny, niż to się odbyło, sposób - kosztowałaby życie niejednego polskiego żołnierza. Wiadomo było, że we wiosce są talibowie, nie poddawali się; gdyby poddawali się i pomimo tego byłby do nich otwarty ogień - wówczas byłaby to zbrodnia wojenna; w inny przypadku - działali prawidłowo. Zgodnie z paragrafem 27 Konwencji Haskiej - budynki wioski służyły celom wojennym i jako takie mogły być bombardowane.
Jako stary żołnierz mogę oświadczyć, że postawiony w ich sytuacji - postąpiłbym tak samo.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)