A la guerre, comme la guerre - jak mawiają Francuzi. Na wojnie, w której jedna ze stron przestrzega prawa wojennego, a druga nie - ta pierwsza stoi na przegranej pozycji. Dlaczego strona okupujaca Afganistan godzi się na taką sytuację? Myślę, że nie do końca sojusznicy są przekonani, czy uczestniczą w wojnie sprawiedliwej. Ponadto - żadna współczesna armia cywilizowanego świata nie chciałaby uprawiać bandyckich sposobów walki, czy też bandyckich sposobów okupacji.
Rzecz w tym, by nawet w takich niesprzyjających okolicznościach, na wojnie w której uczestniczymy w imię sojuszniczej solidarności - szanować żołnierską krew, minimalzować ryzyko. Wszyscy niby o tym wiedzą, ale robi sie niewiele, by taki stan osiągnąć. Zwrócił na to uwage swoją głośną dymisją gen. Skrzypczak - "dajcie nam sprzęt i uzbrojenie". Niestety, jak dotad - nie dali. Bezprzecznie dużą rolę odgrywa rozpoznanie, działania wywiadowcze; próbuje sie przy tej okazji upiec jakieś dawno już odgrzewane kotlety polityczne. Nadmierną wagę przypisuje sie do posiadania dawnych kontaktów ponoć pochopnie utraconych. Nie sądzę, by w dynamicznie zmieniajacych się okolicznościach na polu walki w Afganistanie - miało to jakieś znaczenie. Było dostatecznie dużo czsu, by nawiązać nowe siatki zwiadowcze i w porozumieniu z sojusznikami działać bardziej skutecznie. Oczywistym problemem są tutaj pieniądze. Pieniądze, to podstawowy środek działań zwiadowczych na współczesnym polu walki w Afganistanie.
Jest jednak jeszcze jeden czynnik, który mógłby znaczaco (a nawet decydująco) wpłynąć na podwyższenie poziomu bezpieczenstwa naszych żołnierzy. Mianowicie, mam na myśli osiagniecie znaczącego udziału lotnictwa w naszym kontygencie. Być może nie dotarłem do aktualnych informacji; mam jednak wrażenie, ze nie myle się bardzo, sądząc z efektów działania naszj flotylli powietrznej. Do miejsca wybuchu bomby-pułapki gdzie zgineło 5 naszych żołnierzy nie dotarły polskie siły powietrzne szybkiego reagowania; dotarły amerykańskie. Dzień przed atakiem na polski konwój - polscy żołnierze omal nie zgineli w górach; około 80 żołnierzy przebywało w górskim przyczółku w okolicach Zana Khan, na wysokości 3,5 - 4 tys. m. nad poziomem morza. Dojmujacy mróz spowodował konieczność natychmiastowej ewakuacji. Polskie śmigłowce nie dotarły; dotarły znowu amerykanskie. Żołnierze, by przeżyc palili własne ubrania; z objawami hipotermii i z odmrożonymi kończynami zostali przywiezieni do bazy.
Czy w dalszym ciagu mamy tylko w Samodzielnej Grupie Powietrznej 4 śmigłowce Mi 17 i 4 Mi 24 (teraz może tylko 3, gdyż jeden straciliśmy). Co z zapowiadanymi od dawna bezzałogowcami?
Udział lotnictwa w naszym kontygencie powinien być zwiększony co najmniej pięciokrotnie i wyposażony w nowoczesny sprzęt, nie czterdziestoletni - radziecki.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)