Mojej negatywnej opinii o premierze Tusku - już nic chyba nie jest w stanie zmienić. Zdeterminowana została przez ogromną ilość jego działań, co do których szkodliwości dla Polski jestem głęboko przekonany. Kilka z nich posiada tak wielki cieżar gatunkowy, że wystarczyłoby ich pojedyńcze wystąpienie, by zdyskwalifikowac go całkowicie jako premiera. Np.:
- Działanie premiera w sprawie smoleńskiej katastrofy;
- Działanie premiera w sprawie bapieczeństwa energetycznego Polski;
- Działanie premiera w sprawie pakietu energetyczno-klimatycznego;
- Działanie premiera w sprawie pakietu finansowego na rzecz ratowania strefy euro.
Ponadto, rządy koalicji z premierem Tuskiem ugruntowały nowy system społeczno-ekonomiczny w Polsce - polegający na wszechwładzy korpopracji (UKŁADU), innymi słowy - system korporacyjno-mafijny, który sprawia, iż gospodarka nie jest wydajna, następuje masowa emigracja zdolnej młodzieży z kraju (drenaż mózgów), ma miejsce koncesjonowanie stanowisk i zawodów. Co więcej, w celu zdobycia i utrwalania władzy, stosuje sie propagandowe oddziaływanie według najlepszych wzorców. Na dużą skalę uprawiana jest postpolityka polegająca na zastępowaniu rzeczywistego działania - mówieniem (wmawianiem społeczeństwu), że rzeczywiście działanie ma miejsce.
Tego typu sposób rządzenia ma charakter kadencyjny, obliczony na przetrwanie, na kupienie sobie jeszcze trochę czasu, a póżniej się okaże, później niech sie inni martwią; a może sie uda jeszcze władzę utrzymac. Stąd bezrefleksyjne zadłużanie państwa (już ponad 350 miliardów zł. przez tę koalicję). Stąd wykupienie bonów skarbowych pod koniec roku (zmniejszenie zadłużenia) tylko o tyle, by nie nie znaleźc sie powyżej ostrożnościowego progu i ani grosza więcej, chociaż takie możliwosci istnieją. Zasada podstawowa - robi się tylko to, co opłaca się na krótka metę; to co byłoby korzystne dla Polski w dłuższej perspektywkie - tego już robić nie ma potrzeby...
To wszystko, co powyżej napisałem, to wstępne zastrzeżenie do stwierdzenia, że premier Tusk ma jednak w jednej kwestii rację - mianowicie- w kwestii odebrania jednej społecznej grupie zawodowej samozwańczego prawa do kwestionowania każdorazowo państwowych regulacji. Mam oczywiście na mysli lekarzy. Żywię ogromny szacunek dla przedstawicieli tego zawodu i żyjąc dostatecznie długo - spotykałem się w przeważającej mierze z prawdziwymi lekarzami, traktujacymi swój zawód jako posłannictwo. Niestety, wśrod społecznych i organizacyjnych przedstawicieli lekarzy pokutuje zgoła inny duch. Otwarcie granic; wolny przepływ m.in. luidzi spowodowały pewnego rodzaju możliwość szantażu emigracyjnego. By zapewnić dostateczną ilość lekarzy w kraju, trzeba byłoby sięgnąć po "metodę marszałka Dorna" (czemu trudno sie dziwić w sytuacji ubogiego kraju kształcącego jednak lekarzy na światowym poziomie), albo zacząc płacić wg światowych standardów. Sytuacja finansowa w Polsce pozwoliła na zastosowanie tej drugiej metody powstrzymania exodusu. Najwyższy jednak czas na pracę adekwatną do osiąganych dochodów. Nie może być tak, by z definicji uważać się za wyższą kategorię pracowników, których trzeba wyręczać przy prostych czynnościach biurokratycznych.
Jeszcze tylko przypomnę, że w wielu zawodach istnieje konieczność permanentnego uzupełniania swoich kwalifikacji i konieczność zarówno dokumentowania swoich działań, jak i odpowiadania za nie. Często jest to odpowiedzialność nie tylko materialna; także popełnienie błędu w sztuce może zaprowadzić np. inżyniera za kratki - taka ewentualność występuje w wielu zawodach; na szczęście osobiście nie słyszałem o lekrzach z wyrokami wiezienia (ze wzgledów zawodowych), także o inżynierach...


Komentarze
Pokaż komentarze (9)