Janusz40 Janusz40
528
BLOG

Dezynwoltura premiera

Janusz40 Janusz40 Polityka Obserwuj notkę 0

             Pkt 2 artykułu 26 Konstytucji RP stanowi:                                                                                                                                    "Siły Zbrojne zachowują neutralność w sprawach politycznych oraz podlegają cywilnej i demokratycznej kontroli".

             I to jest chyba wszystko (z prawnego punktu widzenia), co w Polsce leży u podstawy powszechnie formułowanej zasady  o cywilnej kontroli nad wojskiem. Oczywiście w państwach NATO jest to różnie określane i posiada  różne prawne umocowania. Jednakże sprawa owej kontroli nie jest określona jednolicie w państwach NATO i NATO nie narzuca swoim członkom żadnych wymagań w tej mierze. Ogólnie ukształtował sie pewien model,ktory sprowadza się do następujascych zwyczajów:

              Na czele Ministerstwa Obrony Narodowej powinien stać cywil, również stanowiska ministra obrony nie mogą objąć nawet osoby, które wystąpiły z wojska. W niektórych państwach dopuszcza się taką możliwość po kilkuletniej cywilnej przerwie. Także utarł sie zwyczaj zajmowania poważnych stanowisk  w kierownictwie Sił zbrojnych.Ważne przy tym jest, by cywile na kierowniczych stanowiskach w wojsku - mieli rzeczywisty wpływ na procesy decyzyjne, a nawet operacyjne w strukturach wojskowych.

              Trudno dopatrzyć sie racjonalnych przyczyn takiej realizacji (w przypadku Polski) wspomnianego zapisu w konstytucji. Przecież owa cywilna i demokratyczna kontrola doskonale jest realizowana przez fakt zajmowania określonego miejsca sił zbrojnych w strukturach państwa. Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych jest prezydent, ministra ON powołuje się na takich samych zasadach, jak każdego innego ministra, nominacje generalskie ostatecznie zatwierdza prezydent. W NIK jest komórka wojskowa, która kontroluje MON. Demokratyczną kontrolę nad wojskiem sprawuje też parlament. Realizuje ją poprzez ustawodawstwo, prawo ustalania budżetu (w tym dla wojska), poprzez prawo do żądania informacji od ministra ON. Sejmowa Komisja Obrony Narodowej ma prawo wezwać każdego wojskowego i zażądać wyjaśnień. Sejm posiada więcej jeszcze istotnych uprawnień wystarczajacych do sprawowania rzeczywistej demokratycznej kontroli nad armią.

             Desperacki czyn pułkownika Przybyła ukazał w przestrzeni publicznej sprawę, która nie była powszechnie rozpoznana, otóż w zwiazku ze zmniejszeniem sie stanu liczebnego armii i z powszechnym imperatywem oszczędzania - są plany likwidadacji wojskowej prokuratury i włączenia jej do powszechnej prokuratury. Nie widać w tym nic złego. Nie ma wszak wojskowych uczelni pawniczych. Wszyscy prawnicy w Polsce kończą studia na tych samych uniwersytetach. Mundur przywdziewany jest zazwyczaj z przyczyn raczej bytowych i nie powoduje to zmian mentalnych wymagajacych nadzorowi ze strony "cywilnej". W ogólnej strukturze prokuratorskiej może być pion wojskowy (czasem będzie potrzeba posiadania dopuszczenia do spraw tajnych). W gruncie rzeczy, planowana zmiana, może nawet przyczynić sie do racjonalizacji zatrudnienia i obciązenia zadaniami prokuratorów.

              Rzecz jest w czym innym; otóż pokutuje w narodzie pogląd, wyniesiony z najwcześniejszych czasów powstajacego PRL, kiedy to " Nie matura, lecz chęć szczera zrobią z ciebie oficera", a Stefania Grodzieńska śpiewała "Inne czasy, proszę pani, inne czasy - dzisiaj w wojsku także masy...". W odróżnieniu od owych "mas" - w przedwojennej Polsce - wojsko stanowiło pewien rodzaj arystokracji; było przegięcie w drugą stronę. Opowiadał mi Józef Wyszomirski - bezpośredni obserwator ułańskich przejawów fantazji - że budziło to sprzeciw rzeczywistej inteligencji (do której bezprzecznie sie zaliczał). Ale po wojnie tak rzeczywiście było i było wiele dziesiatek lat jescze później. Było to jednak udziałem nie tylko tej społecznej grupy. W ogromnej mierze dotyczyło prokuratorów właśnie, którzy jeszcze w latach sześdziesiatych byli mianowani bez prawniczego wykształcenia, a różne poważne stanowiska w centralnych instytucjach (także w terenie) zajmowali ludzie z wątpliwym swiadectwem szkoły podstawowej - liczyły się zgoła inne kwalifikacje.

             Zmieniło się dużo od tych czasów; teraz  - by stać sie słuchaczem szkoły oficerskiej - dobrze jest się legitymować ukończonymi studiami. By stać sie kompetentnym dowódcą - trzeba klkanaście lat studiować na różnych uczelniach wojskowych (takze zagranicznych), odbyć wiele ćwiczeń poligonowych, a najlepiej zdobyć kilkuletnie doświadczenie na polu walki. By stać sie kompetentnym ministrem ON - trzeba prócz tego jeszcze wykazać się teoretycznym i praktycznym przygotowaniem w działalności ekonomiczno menedżerskiej. Jest kilku wysokich rangą wojskowych, którzy takie warunki spełniają. Nie spełnia ich jednak aktualnie postawiony na stanowisku ministra ON Siemoniak. Przed nominacją na to stanowisko - powinien teoretycnie i praktycznie zgłębiać wojskowe sprawy - przynajmniej kilkanaście lat.

            Postawienie takiego ministra na resort ON w ramach "cywilnej kontroli nad wojskiem" - przypomina postawienie półanalfabety na stanowisko rektora uniwersytetu. Nie jest to niestety odosobniony przypadek dezynwoltury premiera w poważnych sprawach państwowych. To samo dotyczy nominacji na resorty infrastruktury i pracy. Najwidoczniej wraca stara, sprawdzona zasada z PRL ("nie matura...), lecz dobre partyjne umocowanie zrobią z ciebie ministra. Na efekty tego rodzaju neobolszewickich praktyk - nie bedziemy czekali zbyt długo.

 

Janusz40
O mnie Janusz40

Wbrew wymienionym papierom jestem humanistą. Piszę od kilkudziesięciu lat - przeważnie do szuflady. Kieruję się maksymą: Amicus Plato, sed magis amica veritas. Gotów jestem zawsze wysłuchać i odpowiedzieć na rzeczowe argumenty.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka