"Czasem wydaje mi sie, że staję sie takim zdroworozsądkowym eurosceptykiem" - takie słowa wygłosił ponoć premier Tusk. Cóż takiego się stało, że czołowy euroentuzjasta formułuje takie obrazoburcze sądy? Przecież wraz z min. Sikorskim, który złożył w Berlinie "Hołd Pruski a'rebours" - był pierwszym zagończykiem Cesarstwa Frankońskiego, przecież zgłoszony przez ten duet imperatyw objęcia przywództwa niemieckiego nad Europą był dla Teutonów nie lada prezentem. Samym - wszak nie wypadało wychodzic z taką inicjatywą. Pamiętamy emfatyczne wystąpienie Tuska w PE gloryfikujące europejską solidrność i jego bezrefleksyjną deklarację dotyczaca zrzutki na "biedne" państwa PIGS, pamiętamy jego płomienne tyrady wygłaszane w duchu obowiązkowej wdzieczności za wszelkie dobrodziejstwa, jakie spotkały Polskę w wyniku porzystąpienia do UE.
Jakże odpornego na polityczną wiedzę mamy premiera. W przeszłości - z nadzwyczajną skwapliwością przyłączył sie do słynnego resetu Obamy, (z którego ten sie wkróce wycofał, ale co uszło uwadze naszemu wiodącemu duetowi ). Zakwitła przyjaźn z Władymirem; z Angelą była to zresztą od zawsze więcej niż zwykła przyjaźń. W wyniku tych przyjaźni Tusk dorobił się (dla Polski) gazociągu po dnie Bałtyku, którego rura zdegradowała nasze zachodnie porty oraz otrzymał policzek od Rosji w postaci oszczerczego raportu o katastrofie smoleńskiej.
Mimo takich nauczek Tusk liczył na nagrodę, którą już nawet ogłosil; będzie uczestniczył w obradach szefów państw strefy euro (wprawdzie bez prawa głosu) i bedzie w głównym nurcie wszelkich wydarzeń UE. W rzeczywistości, po miesiącu usiłnych starań uzyskał to, że może być raz do roku zaproszony na obiad, o ile Przewodniczacy UE uzna to za pożądane. Sukces ogromny za sumę ponad 7 mld euro.
Można zrozumieć rozgoryczenie premiera - znaleźć sie w karcie dań, zamiast być konsumentem. Rozgoryczenie tym wieksze, że przecież już raz dostarczył satysfakcji - głównie Sarkozy'emu podpisując nieszczesny pakiet energetyczno-klimatyczny, który sam w sobie pokryje wszelkie kwoty finansowe "starej" Unii, jakie wyłożyła dla Polski. Stąd frustracje, budowanie osi (własciwie ośki) - Warszawa-Rzym, majacej zrównoważyć oś Berlin-Paryż; ale brak w ręku dostatecznych atutów. Stąd zgłaszanie poparcia dla Węgier, których premier przeprowadza skutecznie sanację w kraju - daleko odbiegającą w swoich założeniach od dotychczasowych poglądów premiera Tuska.
Niezmiernie zresztą trudno owe poglądy zidentyfikować. W teori, w wygłaszanych mowach na początku kadencji - wygląda to nawet nieżle. Cóż z tego - w realu odkłada się prawie wszystko do jutra ( DOJUTREK BIS). Nadzwyczaj dobrze w ubiegłej kadencji wyszło tylko zadłużanie państwa, zwiekszenie ilości pracowników administracjiści i podniesienie stawki VAT (pomimo zapewniania, że podatków rząd nie będzie pdnosił). Teraz, finanse państwa znajdują się w jeszcze bardziej opłakanym stanie i w dalszym ciągu wszystko jest odkładane. Nie można narazić sie koalicjantowi, więć KRUS leży, więc nie ma ustawy w sprawie wieku emerytalnego, nie można narazić się wszelkiego rodzaju "twórcom" - więc likwidacja przywilejów podatkowych będzie dopiero od przyszłego roku i będzie dotyczyć tylko tych, których roczne honoraria przekroczą 85 tys. zł..Ustawa refundacyjna rodzi sie w takich bólach, iż wygląda na to, że niewiele zostanie z pionierskiej, wysilonej - czteroletniej pracy pani marszałkini (że wysłowię się Palikotem); zdaję się, że o wiele łatwiej pójdzie z cięciami dotyczacymi wspierania polityki prorodzinnej i nakładami na rozwój.
Ale skoro premier Tusk ma takie rozterki, takiej wielkości "europejskie" problemy, to trudno sie dziwić zastojowi na niwie krajowej. To są koszty, które musi ponieść, by w ostatecznym rachunku zrealizować właśnie wielką europejska karierę. Nie mam zamiaru go żałować, gdyż - jako historyk - powinien znać losy S. A. Poniatowskiego, który za podpisanie zgody na rozbiory - tuszł sobie, iż bedzie błyszczał na carskim dworze. W rzeczywistści - po abdykacji - był tam pomiatany przez dworaków nawet dziesiatej kategorii.


Komentarze
Pokaż komentarze