Premier Tusk bierze wszystko na swoją klatę.
Wszyscy widzą ofiarność i zapamietanie sie w pracy premiera, to już powołanie, posłannictwo, nieledwie mesjanizm. Tylko on, tylko ów opatrznosciowy mąż może wyprowadzić narodową nawę na czyste wody spokoju i dobrobytu powszechnego. Ponieważ tylko premier wie, jak to zrobić, to nie może dopuscić by przy tej robocie ktoś sypał piasek w tryby państwowej maszynerii, by niepotrzebna dyskusja nie powodowała przestojów i przeszkód w osiagnieciu celu zamierzonego, a przeciez on wie lepiej, jaki to cel, jemu naród powierzył ster rządów.
Nie wszystko można osiągnąć w białych rękawiczkach, czasem trzeba działać zdecydowanie, brutalnie (ulubione słowo Tuska) - bez zbytnich ceregieli. Stad plan wprowadzenia cichcem konwencji ACTA. Formalnie odpowiedzialnymi byli min. min. cyfryzacji i kultury - Boni i Zdrojewski. To premier jednak zadecydował o podpisaniu ACTA i oświadczył, że Polska się nie wycofa. Po niespodziewanych protestach - ogłosił, że wstrzymuje ratyfikację i w ramach pokuty siedział na twardym zydelku 7 godzin - nie bardzo rozumiejąc o czym była mowa. Oczywiście, nic to jego notowań nie poprawiło, co więcej - okazało się, że ACTY nie podpisały Niemcy i Estonia. "Pierwszy uczeń" wyskoczył przed szereg i wyszedł na dudka.
UEFA dobrze wiedziała, gdzie zaplanować mistrzostwa Europy; zafascynowany piłką premier gwarantował odpowiednie finansowanie imprezy. Tu też zaczyna się sypać; fiasko finansowe przedsięwzięcia jest już dla wszystkich widoczne, do tego ostatni blamaż stadionowy i kiepskie wyniki przy budowie dróg i autostrad. Nowi - odpowiedzialni ministrowie Nowak i Mucha - nieustannie udowadniaja swoją niekompetencję. Poprzedni - oczywiście nie byli lepsi. Ale premier wszystko bierze na swoja klatę.
Czas nieubłagalnie biegnie, nie można odkładać wprowadzania w życie potrzebnych (i zapowiadanych) reform. Już ustawa refundacyjna była fiaskiem rządu. Autorka (marszałkini) - umywa ręce. Nowy minister nie zdażył ogarnąć wszystkich zawiłości ustawy, premier z seriozną miną oświadczył, iz rząd nie ustapi, a lekarze mogą spodziewać się konsekwencji. Jak zwykle - tylko oświadczył, potem położył uszy po sobie i wycofał się na z góry upatrzone pozycje (to znaczy chciał wprowadzić to, z czego ustąpił - tylnymi drzwiami - przy pomocy zarządzeń). Cóż, lekarze dbając o pacjenta - dbają także o swoje prawa i w porę wyczuli szalbierstwo. Trzeba było znaleźć kozła ofiarnego - w postaci wiceministra; żenada.
Reforma emerytalna - trudność nowa; nawet koalicjant jest w opozycji. Premier wstepuje w szranki i bierze wszystko na swoją klatę. Na wstępie negocjuje z przedstawicielkami Kongresu Kobiet; chce im nieuświadomionym bidulkom "wytłumaczyć" potrzebę, nieuchronność itp. Ale to zaprawione w bojach feministki; z Kościołem - Środa, w wydawaniu setek milionów zł. dla swojego pupilka-kryminalisty - Dochnala - Bochniarz; premier nie ma szans.
A gdzie refoma KRUS, gdzie likwidacja podatkowych przywilejów dla "twórców"? Czy nie za dużo oczekujemy - przecież niebożę straci poparcie tych, którzy sprawują rząd dusz w narodzie.
Zameczy sie nasz premier, wykrwawi do szczętu. Przewodził dotychczas zgranemu zespołowi socjotechniki stosowanej na olbrzymią skalę i wystarczyło to nawet na powtórne wygranie wyborów wg recepty: Nic nie robić takiego, co mogłoby zmienić sympatie jakiejś grupy społecznej, a kondycja państwa odziedziczonego po poprzednikach, była dobra. Tylko dalej tego już nie można ciągnąć; trzeba w końcu zacząć rządzić.
Ufny w swoją gwiazdę powołał na kierowników resortów: Siemoniaka, Muchę, Nowaka, Kamysza, którzy nieustannie udowadniają swoją niekompetencję. Pozostawił Zdrojewskiego finansujacego m.in. lewacką Krytyke Polityczną i obsceniczne foldery. Kudrycką, która nie uświadamia sobie po prawie pięciu latach, iż jest nie tylko ministrem szkolnictwa wyższego, lecz także nauki itp. itp. Tak, ale przecież premier wszystko bierze na swoją klatę.
Pan nie ma swojej gwiazdy, panie premierze, to najwyżej śniegowa gwiazdka. Pan opanował jedynie PR, a tu trzeba rządzić. Pan udowodnił wielokrotnie swoją całkowita odporność na nową wiedzę. Nie będę przytaczał, wymienianych przeze mnie wielokrotnie, katastrofalnych dla Polski pańskich decyzji. Miarą pańskiej osobistej niekompetencji może być drobny z pozoru szczegół; otóż przez te wszystkie lata pańskiej politycznej kariery nie zdołał pan nadrobić fatalnych braków w kindersztubie; nie potrafi pan zachowywać sie taktownie i z kulturą - np. nie wie pan, że do audytorium nie należy zwracać się w drugiej osobie; chyba, że jest to u cioci na imieninach.


Komentarze
Pokaż komentarze