SquareWrestler SquareWrestler
113
BLOG

Zakute łby. S2 #5. Każdy przyniósł własną rocznicę

SquareWrestler SquareWrestler Polityka Obserwuj notkę 11
1 września 2026 roku, 87 lat po niemieckiej napaści na Polskę, na Westerplatte spotkało się kilka różnych pamięci. Aleksandra Dulkiewicz mówiła o Leningradzie, Donald Tusk o Ukrainie, Karol Nawrocki o reparacjach i niemieckich stronnictwach, a Radosław Sikorski zdążył odpowiedzieć, że było to „bezczelne i głupie”. Polska rocznica trwała jeden dzień. Polska naparzanka — zgodnie z tradycją — ani na chwilę nie ustała.

1 września.

Westerplatte.

Godzina 4.45.

Osiemdziesiąt siedem lat od chwili, gdy niemiecki pancernik „Schleswig-Holstein” otworzył ogień do polskiej Wojskowej Składnicy Tranzytowej.

Miejsce, data i godzina nie pozostawiały wielkiego pola do interpretacji.

A jednak polska klasa polityczna po raz kolejny udowodniła, że potrafi.

Aleksandra Dulkiewicz zaczęła od obrońców Westerplatte i Poczty Polskiej. Trzeba to zaznaczyć uczciwie, żeby nie budować zarzutu na półprawdzie.

Potem jednak prezydent Gdańska postanowiła przypomnieć, że 85 lat temu rozpoczęła się również blokada Leningradu.

Mówiła o niemal 900 dniach oblężenia, skrajnym niedostatku, czterdziestostopniowym mrozie i nawet milionie zabitych cywilów.

Tragedia była prawdziwa.

Tylko miejsce i moment osobliwe.

Westerplatte. Świt 1 września. Rocznica niemieckiej napaści na Polskę.

I nagle Leningrad.

To trochę tak, jakby podczas rocznicy Powstania Warszawskiego ktoś po obowiązkowym wspomnieniu powstańców przeszedł do dłuższej opowieści o bombardowaniu Londynu. Historycznie prawda. Moralnie cierpienie bezsporne. Tylko nadal pozostaje pytanie:

Dlaczego właśnie tutaj?

Dlaczego właśnie teraz?

I dlaczego polska pamięć o polskich ofiarach tak często musi zostać natychmiast rozszerzona, rozcieńczona i rozprowadzona po całej mapie świata?

Następnie wystąpił Donald Tusk.

Premier mówił o solidarności wolnego świata, współczesnym zagrożeniu i najbliższych miesiącach, które mogą okazać się kluczowe dla Ukrainy, a tym samym dla bezpieczeństwa Polski.

I znów — trudno podważać znaczenie wojny toczącej się tuż za naszą granicą.

Tylko schemat pozostał ten sam.

Polska rocznica natychmiast stała się lekcją o dzisiejszej Ukrainie.

Dulkiewicz przyniosła Leningrad.

Tusk przyniósł Kijów.

Karol Nawrocki przyniósł Niemcy, reparacje i polską wojnę wewnętrzną.

Prezydent zaapelował do kanclerza i narodu niemieckiego:

„Załatwmy sprawę reparacji, zadośćuczynienia z myślą o sprawiedliwości historycznej”.

Zwrócił się również do premiera oraz rządu o wspólne działanie. Problem w tym, że chwilę wcześniej mówił o „niemieckich stronnictwach w Polsce” i politykach wychowanych przez niemieckie fundacje.

Najpierw polityczny pocisk.

Chwilę później apel o jedność.

Można zgadzać się z Nawrockim, że sprawa polskich strat i odpowiedzialności Niemiec nie została uczciwie zamknięta. Można również zauważyć, że jeśli rzeczywiście chce się budować wspólny front państwa, trudno rozpocząć od zasugerowania części jego przedstawicieli służby obcym interesom.

Ale na odpowiedź nie trzeba było długo czekać.

Radosław Sikorski napisał:

„Przemawiając na Westerplatte w rocznicę wybuchu wojny Karol Nawrocki mógłby sobie odpuścić wredne insynuacje o rzekomej partii niemieckiej w Polsce, tym bardziej gdy w następnym zdaniu apeluje o jedność. Apeluje do patriotów czy do zdrajców? Bezczelne to i głupie”.

I tak domknęła się polska rocznica.

O świcie zapalono Znicz Pokoju.

Po południu minister spraw zagranicznych publicznie nazwał słowa prezydenta Rzeczypospolitej bezczelnymi i głupimi.

Każdy przyniósł na Westerplatte własną historię.

Dulkiewicz — cierpienie Leningradu.

Tusk — bezpieczeństwo Ukrainy.

Nawrocki — reparacje i niemieckie wpływy.

Sikorski — kolejną rundę wojny z prezydentem.

Tylko Westerplatte musiało cierpliwie stać i przypominać, po co wszyscy tam właściwie przyjechali.

Nie chodzi o zakaz mówienia o Leningradzie.

Nie chodzi o udawanie, że wojna na Ukrainie nie ma znaczenia dla Polski.

Nie chodzi nawet o zamiatanie pod dywan sporu o reparacje.

Chodzi o proporcje.

O umiejętność zatrzymania się choć przez jeden dzień przy własnej historii. Bez natychmiastowego przerabiania jej na wykład o bieżącej geopolityce, europejskiej solidarności albo krajowym przeciwniku politycznym.

1 września 1939 roku Niemcy napadły na Polskę.

Nie na Leningrad.

Nie na Ukrainę.

Nie na Platformę Obywatelską.

Nie na Prawo i Sprawiedliwość.

Na Polskę.

Osiemdziesiąt siedem lat później nadal nie potrafimy powiedzieć tego jednym głosem.

Każdy ma własną rocznicę.

Każdy własnego wroga.

Każdy własne przemówienie.

A pamięć o tych, którzy naprawdę znaleźli się pod niemieckim ogniem, znów robi za scenografię.

Źródła: relacja z przemówienia Aleksandry Dulkiewicz⁠, wystąpienia Karola Nawrockiego i Donalda Tuska⁠ oraz wpis Radosława Sikorskiego⁠.

Głos obywatela, który ma dość politycznego teatru i duopolu. Zadaję pytania o dokumenty, podpisy i interes publiczny tam, gdzie władza woli rzucać etykiety. Nie bronię polityków, sprawdzam ich.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka