W sobotę 21 kwietnia miałem okazje uczestniczyc w marszu w obronie TV TRWAM i wolności słowa w Polsce.
Tak jak było wielokrotnie wspominane, odmowa przyznania tej telewizji miejsca na tzw multipleksie była tylko okazją do zamanifestowania czegoś więcej niż tylko sprzeciwu wobec decyzji KRRiT. Chodziło o wolnośc mediów, wolnośc słowa, wolnośc wypowiedzi, które w naszym kraju są mocno naruszane.
Zresztą transparenty, tablice z hasłami, które widziałem, potwierdzały całkowicie, że tylko częsc osób uczestniczących w spotkaniu to widzowie TRWAM czy słuchacze Radia Maryja. Natomiast jak sądze wszystkich, którzy tam byli i uczetniczyli połączyło pragnienie, by różne stanowiska, różne wypowiedzi ale szczególnie te krytyczne wobec władzy i zadajace władzy trudne pytania były równoprawne i jednakowo traktowane w tzw publicznym dyskursie. Żeby nie było tak, że dziennikarze i publicysci dzielą się na normalnych i sługusów PiSu. Żeby w programach publicystycznych wypowiedź krytyczna wobec władzy była potraktowana serio i z szacunkiem. Żeby dziennikarz prowadzący wymuszał zarówno na rozmówcy opozycyjnym jak i prorządowym merytoryczną odpowiedź na zarzut czy argument. Żeby tacy politycy, ktorych jedyną bronią są bluzgi i plucie nie byli zapraszani do studia, albo wyciszani, gdy nie traktują rywala z należytym szacunkiem.
Sama manifestacja składała się z kilku częsci. Najpierw było spotkanie na Placu Trzech Krzyży, po którym zaraz rozpoczęła się Msza Św przed kościołem św Aleksandra. Zaraz po Mszy wyruszył marsz Alejami Ujazdowskimi aż pod Urząd Rady ministrów i Belweder, gdzie były przemówienia.
Sam niestety nie uczetniczyłem w całości. Byłem na części Mszy i potem w marszu doszedłem do Placu na Rozdrożu, gdzie inne plany zmusiły mnie do opuszczenia spotkania.
Ale to co zaobserwowałem napełniło mnie wielką radością i spokojem. Szczególnie sam przemarsz, który zorganizowany był wspaniale. Z potxężnych głośników słychac było pieśni patriotyczne i poważne piosenki wielu wykonawców. Wszyscy śpiewali albo szli spokojnie. Nieraz widziałem całe rodziony, ojców z dziecmi na barana, ogromne morze biało-czerwonych flag, transparentów i haseł. Nikt się nie denerowował, ani awanturował. Atmosfera radosnego święta wolności słowa dała się zauważyc.
Kiedy dotarłem na Plac Trzech Krzyży i zobaczyłem tłum ludzi, Plac wypełniony po brzegi poczułem szczerą dumę i zadowolenie. Nie potrafię do końca oszacowac liczby osób, ale te ponad 50 tys myślę że było. Kiedy opuszczałem marsz przy Placu na Rozdrożu nie byłem wcale w jego czołówce. Byłem dośc daleko za nimi, bo wtedy ogłaszane było, że marsz dochodzi do Urządu Rady Ministrów, który jest kawałek od Placu. Natomiast po przejściu Aleją Szucha do Placu Unii Lubelskiej, co też zajęło trochę czasu i długim oczekiwaniu na przystanku, widziałem z tramwaju, na wiadukcie nad Trasą Łazienkowską, że na Placu na Rozdrożu jeszcze szedł tłum z flagami.
Tak więc chyba wszystko dopisało. Nawet pogoda, która przez cały czas była piękna i słoneczna a dopiero pod koniec przyszło zachmurzenie.
Tak więc bardzo udane spotkanie. Myślę, że organizatorzy i uczetnicy spisali się wspaniale.
Dziekuję za tę manifestację!


Komentarze
Pokaż komentarze (3)