Kilka dni temu sąd w Charkowie w trybie pilnym umorzył postępowanie wsprawie oskarżenia byłej premier Ukrainy JuliiTymoszenko o nadużycia finansowe i nakazałnatychmiastowy zwrot zabezpieczonego, „zebranego” przez nią ogromnego majątku.
Julia stawiła się na Majdanie na wózku inwalidzkim i odstawiła dość marny spektakl, przyjęty przez zgromadzonych wymowną ciszą. Nie wiedzieli jeszcze biedacy, że "cieżko zarobione" pieniążki właśnie umykają z Ukrainy.
Jak widać, krótki pobyt u ciotki Merkel przywrócił jej siły na tyle, że całusków udziela już na stojąco z zamkniętymi oczkami (chyba, że D. Tusk przyjął pozycję pokory).
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Tymoszenko pojechała do Berlina także po to, aby rozliczyć koszty organizacyjne przewrotu.
Wcześniej był tam Chodorkowski, a po nim Kliczko. Pierwszy dał, drugi raczej wziął kasiorkę.
Nic wszak za darmo, na tym świecie się nie dzieje.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)