2 obserwujących
15 notek
20k odsłon
  1732   0

JOW-y: pytania do przeciwników

W referendum wyznaczonym na dzień 6 września b.r. odpowiemy na pytanie, czy w wyborach do Sejmu chcemy JOW-ów, czy też może wolimy zachować aktualny system. Tym samym, osoby głosujące na opcję „NIE”, jak również te, które zostaną tego dnia w domu, ustawią się – chcąc, nie chcąc – w pozycji zwolenników obecnej ordynacji wyborczej.

Podstawowe pytanie, jakie można zadać przeciwnikom JOW-ów, jest więc następujące: „Jak nie JOW-y, to co w zamian?”

Moim zdaniem, opcja status quo nie wchodzi w grę, gdyż nasza obecna ordynacja wyborcza do Sejmu jest jedną z najgorszych. Jeśli ktoś sądzi inaczej i w zamian JOW-ów proponuje obecny system, to mam dalsze pytania:

 

1. Czy obecna ordynacja faktycznie jest proporcjonalna?

Głównymi zarzutami wobec JOW-ów jest to, iż liczba mandatów uzyskanych przez partie nie odpowiada poparciu, jakim cieszą się one wśród wyborców. Ponadto, spora grupa wyborców w ogóle nie ma swojego reprezentanta w parlamencie. Jak to się jednak ma do:

a) instytucji tzw. progów wyborczych, które również pozbawiają część wyborców reprezentacji a niemałą część zmuszają do głosowania strategicznego – tj. na partię, którą nie do końca się popiera, ale która prawie na pewno przekroczy próg?

W wyborach do Sejmu z roku 1993 SLD uzyskało 20,4 % głosów a PSL 15,4 % głosów. Na skutek 5 % progu wyborczego oraz znacznego rozproszenia prawicowych głosów, partie, które dostały się do Sejmu, reprezentowały jedynie 65 % wyborców, co oznacza, że 1/3 wyborców wybrała partie, które nie weszły do Sejmu a ich glosy zostały zmarnowane. W rezultacie, 1/3 wyborców nie miała swojego posła w Sejmie.

W roku 1993 koalicja SLD i PSL miała 303 posłów (przypominam: przy 36 % poparcia w skali kraju); w Senacie zaś – 73 senatorów. I to właśnie tak wybrany parlament przegłosował naszą obecną Konstytucję. Całkowicie nieproporcjonalny parlament zaordynował nam proporcjonalną ordynację wyborczą, którą w referendum w dniu 25 maja 1997 r. poparło zaledwie 22,58 % uprawnionych (tj. 52,7 % „ZA” przy frekwencji 42,86 %). Słysząc głosy o „niekonstytucyjności” referendum z 6 września b.r. albo też zapowiedzi niskiej frekwencji, warto pamiętać o okolicznościach, w jakich powstała Konstytucja, z którą wszystko ma być dziś zgodne.A propos progów: Co by się stało, gdyby – na skutek totalnego rozproszenia głosów – tylko jedna partia przekroczyła próg, uzyskując np. 5,5 % głosów? Albo jeszcze lepiej: Co by było, gdyby żadna partia nie przekroczyła progu?

b) sposobu przeliczania głosów (metodami d’Hondta, Sainte-Lague zmodyfikowaną i niezmodyfikowaną itp.). Zastosowanie zmodyfikowanej metody Sainte-Lague w wyborach w 2001 r. pozbawiło SLD możliwości samodzielnych rządów, którą by miało, gdyby głosy przeliczano metodą d’Hondta. Jaka była w takim razie wola wyborców, którą należało proporcjonalnie przełożyć na mandaty? Samodzielne rządy SLD czy też koalicja z PSL?

Oczywiście można powiedzieć, że proporcjonalność proporcjonalnością, ale stabilną większość stworzyć trzeba. Takie częściowe odpuszczenie tak rzekomo cenionej proporcjonalności można skomentować następująco: cnota stracona, a rubelek niezarobiony. Jeśli ktoś mówi o tym, jak ważne jest wierne oddanie poglądów wyborców, a następnie proponuje system zakładający konieczność głosowania taktycznego, to – mam wrażenie – nie wie, o czym mówi.

 

2. Kto mnie tak naprawdę reprezentuje?

W ordynacji proporcjonalnej z listami partyjnymi głosuje się na ogólne idee, programy czy zbiory poglądów, reprezentowane przez całe środowiska (np. w sprawach gospodarki czy polityki zagranicznej). Problem jest tylko taki, że idee, programy czy zbiory poglądów są bytami bezcielesnymi – nie pójdą same do Sejmu i nie zaczną głosować zgodnie z oczekiwaniami wyborców, którzy te poglądy zaakceptowali. Idee te muszą realizować w Sejmie konkretni ludzie. Tyle tylko: jacy ludzie? Problem ten jest skutkiem usunięcia więzi pomiędzy wyborcą a posłem. Założeniem ordynacji proporcjonalnej z listami partyjnymi jest bowiem to, że wszyscy kandydaci na liście danej partii, myślą dokładnie tak, jak partia. Założenie to jest oczywiście błędne i nie pomaga tutaj możliwość oddania głosu na konkretnego kandydata z tzw. listy otwartej. A oto szczegółowe problemy:

  1. Na moim głosie do Sejmu dostają się także osoby, na które nie głosowałem. Jest to konsekwencją tego, że głos na kandydata jest powiązany z głosem na całą listę (coś jak obowiązkowa kawa i wuzetka do każdego dania z „Misia”). Oddając głos na kandydata X z partii ABC, pomagam dostać się do Sejmu nie tylko kandydatowi X, ale także np. kandydatowi Y, którego szczerze nie znoszę. Kto mnie w takim razie reprezentuje w Sejmie? X czy Y? A jeśli mnie reprezentuje X, to kogo reprezentuje Y?
  2. Najmniejszą liczbą głosów, z jaką można zostać posłem, jest… 0 głosów. Jest to konsekwencją poprzedniej wady. Wyobraźmy sobie bowiem, że partii X w okręgu nr 1 przypada 9 mandatów. Po przydzieleniu 8-miu mandatów okazuje się jednak, że na okręgowej liście partii X nie pozostał już żaden kandydat, który otrzymałby choć jeden głos. Co się wówczas dzieje? Dziewiąty mandat pozostaje nieobsadzony? Dziewiąty mandat otrzyma ten z pozostałych, niewybranych dotychczas kandydatów, który jest najwyżej na liście. I tyle. Kogo reprezentuje taki poseł? Oczywiście w praktyce tak się raczej nigdy nie zdarzy, ale moim zdaniem, dobry system wyborczy powinien wykluczać nawet teoretyczne zaistnienie takiej sytuacji.
  3. Kogo reprezentuje poseł, który zmienił barwy partyjne w trakcie kadencji? Został wybrany dlatego, że znajdował się na liście partii obiecującej realizację idei X, a teraz przeszedł do partii realizującej ideę Y. Czy wyborcy, których głosami został wybrany, mają nadal swoją reprezentację?
  4. Jak ma się proporcjonalność do tzw. frakcji wewnątrz partii? Nawet, gdy głosuję na kandydata X z partii ABC, to jaką mam pewność, że na moim głosie nie wjedzie do Sejmu kandydat Y, który należy do innej frakcji w partii ABC i po cichu będzie realizował politykę, z którą się nie zgadzam, a po pewnym czasie przejdzie do partii DEF?

Weźmy na przykład słynną już frakcję konserwatywną w PO. Ktoś może oczywiście powiedzieć, że wielu wyborców umyślnie głosowało na konserwatywnych kandydatów na listach PO i gdyby nie ci kandydaci, w ogóle nie zagłosowałoby na PO. Nie jestem taki pewien co do tej świadomości wyborców, na potwierdzenie czego podam następujący przykład:

Lubię to! Skomentuj73 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale