Dlaczego polscy politycy są pionierami we wszystkim tym, co głupie i nieprzyjazne własnym obywatelom? Gdy wchodziliśmy do Unii Europejskiej, od razu zaczęliśmy wprowadzać w życie najgłupsze przepisy panujące we Wspólnocie, pomimo tego, że na wiele z tych zmian mieliśmy wieloletnie okresy przejściowe. Gdybyśmy tylko posiadali w Polsce plantacje bananów, pewnie jako pierwsi zaczęlibyśmy je prostować do wyznaczonego przez normy unijne promienia krzywizny tych owoców.
Gdy w Polsce ślimaczy ruch samochodowy jakoś tam usprawniały tzw. "zielone strzałki", tuż po wejściu do Unii zaczęto je masowo demontować, bo w Unii ich jeszcze nie znali, a przynajmniej ich stosowanie nie było jasno usankcjonowane. Bo i po co im takie strzałki, skoro każde ze starounijnych państw miało tysiące kilometrów autostrad, wielopasmowe drogi w miastach, w stolicach wiele linii metra, więc po co komu zielone strzałki?! Jednak Unia nawet i owe strzałki zalegalizowała, więc w Polsce zostały jedynie te, których w owczym pędzie do unijnej jednolitości nie zdjęto. To było niezbitym dowodem na to, że jesteśmy krajem potulnych owiec rządzonych przez baranów...
Nie takie Stany straszne, jak...Polska?
Jako osoba często przebywająca w USA i kilka razy w roku powracająca do Polski, nieraz spotykam się ze współczuciem, że muszę przebywać w tych strasznych Stanach Zjednoczonych. W USA, które jest państwem tak policyjnym, gdzie każdy jest śledzony, podsłuchiwany, monitorowany, totalnie i permanentnie inwigilowany, gdzie co chwilę prezydent podpisuje kolejną ustawę dającą kolejnym służbom, nieograniczone możliwości ścigania osób uznanych za wrogów USA. Każdy mi współczuje, obawiając się, że pewnego dnia mogę z tej całej Ameryki nie wrócić, bo zatrzyma mnie CIA, FBI, Secret Service, ATF, czy chociażby amerykański Urząd Skarbowy. Tiaa... jestem pewien, że po podpisaniu umowy ACTA przez Polskę (tzn. przez rząd Donalda Tuska) o wiele więcej zapłacą za nią Polacy, niż Amerykanie. Każdemu internaucie w naszej najpiękniejszej, praworządnej Rzeczpospolitej Polskiej grozi o wiele więcej, niż mi grozi w prawnym aspekcie w USA zarówno w świecie realnym, jak i w amerykańskiej cyberprzestrzeni…
Gdyby nie dokumenty ujawnione przez Wikileaks, nikt by nie wiedział, że już od wielu lat Japończycy w zmowie z Amerykanami pracują nad ustawą, która będzie takim internetowym CIA. Centralna Agencja Wywiadowcza może w USA i w każdym innym zakątku świata z obywatelem dowolnej narodowości zrobić dosłownie wszystko. Od nielegalnego (beznakazowego) aresztowania, przez zakazane przez wszystkie cywilizowane kraje świata tortury, po zaciągnięcie nieszczęśnika uznanego przez CIA za wroga Stanów Zjednoczonych na siłę do USA (w całości lub w strzępkach). Coś podobnego marzyło się Amerykanom w cyberprzestrzeni i... sobie coś takiego stworzyli w postaci ACTA.
Rodowici Amerykanie nie kradną...
W USA każdego stać na pójście do kina na nowości filmowe, bo bilet kosztuje godzinę ich pracy. Każdego stać na legalne płyty CD, DVD, na legalne ściągnięcie sobie z iTunes MP3 wprost na iPhone, bo piosenki czy całe albumy to znikomy koszt ich miesięcznych dochodów. Oni po prostu nie potrafią zrobić z komputerem takich rzeczy, jakie potrafimy my - ściągać z netu gry, programy, filmy, muzykę, umieszczać ją tam, czerpać z tego dochody wirtualne czy rzeczywiste. Polacy z naszymi niskimi pensjami, studenci z mikroskopijnymi stypendiami, czy młodzież z głodowym kieszonkowym - zmuszeni jesteśmy do oszczędzania na wszystkim, więc chociaż rozrywkę pragniemy mieć za darmo lub trochę taniej, niż z legalnych źródeł. A zatem ACTA nie jest skierowana przeciw żadnemu z amerykańskich obywateli. Ta umowa jest stworzona jedynie dla zabezpieczenia praw autorskich i kolosalnych dochodów AMERYKAŃSKIM firmom. Przecież Amerykanie nie dają bezinteresownie nikomu (prócz Izraela), nigdy, NIC! Gdy dają Polsce za darmo 30-letnią, zdezelowaną fregatę, to później żądają milionów za wyposażenie jej w systemy łączności. Gdy sprzedają nam za kolosalne pieniądze F-16, to każą nam wydawać kolejne miliardy na szkolenie naszych pilotów w USA i na obsługę tych samolotów. A zatem, jeśli stworzyli umowę ACTA, to tylko i wyłącznie dla siebie...! Dla strzeżenia znaków towarowych amerykańskich firm Nike, Levis, amerykańskich wytwórni filmowych i fonograficznych. Reszta światowego piractwa ich nie obchodzi!
Podstarzała teatrolożka pogrążyła polskich internautów...
Co podpisano 26 stycznia 2012 r. w Tokio, tego tak naprawdę nie wie nikt. 60-letnia polska Pani Ambasador, japonistka specjalizująca się w historii dramatu japońskiego i myśli teatrologicznej podpisała w imieniu Rzeczpospolitej umowę, przez którą amerykańskie organy ścigania mogą już wszystko zarówno w cyber, jak i w realo-przestrzeni. Umowa ta jest ciągle w trakcie pisania, tzw. "doprecyzowania", więc Polska "in blanco" podpisała się pod wszystkim, co i jak ta umowa będzie regulować. Domyślam się, że pani Ambasador, która jedyne czym się w Japonii zajmuje, to podlewanie swojego drzewka bonzai, gięcie papieru w wymyślne figurki origami i raz na jakiś czas ćwiczenie ukłonów przed japońskimi oficjelami owa ustawa w ogóle nie dotyczy, więc mogła machnąć podpis i spokojnie pójść na sushi.
Jako beneficjent ACTA, jestem na... NIE!
Sam jestem okradanym twórcą. Ledwie wydałem książkę, ledwie mój wydawca sprzedał pierwsze 100 egzemplarzy, już była ona dostępna na "Torrentach" i została ściągnięta kilka tysięcy razy. Po tygodniu ściągnięć było 37 tysięcy. Czy czuję się okradziony? Oczywiście, że tak! Czy mam za złe złodziejom? Pewnie, że mam! Czy rozumiem tych, którzy ściągnęli sobie mnie za darmo? Jak najbardziej TAK! Skoro na jeden, legalny, papierowy egzemplarz mojej książki musiało się składać po 5 zł kieszonkowego aż pięć koleżanek, to czemu się dziwić, że wolały ją sobie ściągnąć za darmo z internetu ?! Jednak gdybym za każde ściągnięcie dostał chociaż 10 gr, to byłoby...dobrze. Może jednak nie należy niektórych rzeczy zakazywać, a po prostu inaczej dzielić zyski? O wiele więcej złego robią różnego typu strony do ściągania, które do "darmowej" rejestracji wymagają "darmowego" sms-a, i... później, co tydzień wysyłają nam sms-a kosztującego nas zgodnie z pokrętnym regulaminem od kilku do kilkudziesięciu złotych? TAK, za każdego otrzymanego od nich sms-a! A gdy wejdziemy w debet na naszym telefonicznym numerze prepaid, to będą nas straszyć sądem i komornikiem, bo takie w Polsce prawo. To właśnie tego typu rzeczy powinny zostać usankcjonowane, a nie biedni internauci wpędzani w poczucie ciągłej inwigilacji.
Ściągam, ale nie udostępniam? Czy na pewno...?
Udostępnianiem według wielu wykładni prawnych będzie to, że gdy ściągniemy sobie coś na własny komputer (np. MP3, którą mamy prawo legalnie z internetu pobrać) i odsłuchamy ją z kimś drugim, to już będzie właśnie... UDOSTĘPNIENIE! Gdy zostawimy nasz komputer włączony i ktoś siądzie sobie przed nimi i odtworzy naszą MP3, to znów udostępniliśmy chronione prawem treści. Gdy zobaczy z nami ściągnięty z neta film - udostępniliśmy. Gdy przyjrzy się zdjęciu na naszej komputerowej tapecie - udostępniliśmy, itp. Śmieszne? Do czasu...
Biednemu zawsze wiatr w oczy...
Czemu tylko Polska tak obawia się ACTA? Bo ludzi tutaj nie stać na rzeczy, które inni nabywają legalnie? To tutaj z roku na rok spada czytelnictwo, a mimo to podnosi się stawkę VAT na książki. To tu na byle książkę trzeba pracować przez pół dnia, a na bilet do kina... niewiele krócej. Nasi słowiańscy bracia, Słowacy tej pokrętnej umowy nie podpisali. Szwedzi ratyfikują sobie ją w odpowiadającym im i wolności ich obywateli stopniu. Mądrzy, bogaci i praworządni Niemcy póki co pod umową się nie podpisali i nie zamierzają w najbliższym czasie. Oni mają lepsze rzeczy do roboty, niż wchodzenie Amerykanom w d…ę bez wazeliny.



Komentarze
Pokaż komentarze