163 obserwujących
4710 notek
4834k odsłony
  794   0

Blokersi

Fatalny obraz stanu nauczycielskiego można było wczoraj wynieść z relacji, przedstawiających wczorajsze protesty związkowców, zrzeszonych w ZNP.

Nauczycielka, która odpowiadając dziennikarzowi w każde samodzielnie wypowiedziane zdanie wplata słowa „po prostu” powtarza sprawnie i bez wtrętów wyuczoną na pamięć kwestię: najważniejsza jest inwestycja w młodego człowieka. I dlatego musi rzecz wykrzykiwać pod URMem, aby uzyskać podwyżkę… wynagrodzenia, uważanego jednak przez nią za mniej ważne. Wszystko zaś też po to, aby usprawiedliwić dożywotnią synekurę związkowych działaczy, którzy ów kosztowny „event” zorganizowali dla uświadomienia podwładnym swojej przydatności. Jeżeli bowiem wszyscy manifestują, to i nauczycielskiego związku nie może zabraknąć.

Dalej to tylko tradycyjny kontredans. Szef ZNP zarzuca minister edukacji, że nie zna historii Karty Nauczyciela, minister zaś stwierdza, że istnienie jej zapisów uniemożliwia wynagradzanie wyróżniających się nauczycieli, bo przewidują sztywną siatkę wynagrodzeń. Rzecz się więc rozbija o urawniłowkę, za którą stoją związkowcy i o której przezornie nie chcą mówić. Dzięki niej nauczycielka posługująca się drewnianą polszczyzną utrzymuje się w zawodzie z pensją taką samą jak jej naprawdę wykształcona koleżanka. Przypomnieć tu należy, że usunięta najpierw ze szkoły pani „pedagog”, nauczająca jakoby Krzysztof Kolumb był polskim żeglarzem, który pierwszy opłynął Ziemię pozostała w pracy dzięki akcji ZNP.

Aliści mimo poziomu prezentowanego przez niektórych nauczycieli polscy uczniowie brylują na zagranicznych konkursach, zdobywając tam główne nagrody. Szef organizacji uważa, że to dzięki nauczycielom. Pewnie tak, ale to nie uczniowie się nie potrafią wysłowić ani nie pojmują istoty sporu, a oni właśnie biorą udział w konkursach. Czyli młodzi Polacy są tak zdolni, że im nie szkodzą nawet preceptorzy, sprawiający wrażenie jak by byli dobierani w procesie negatywnej selekcji.

Wydaje się to usprawiedliwiać pogląd dość powszechny na prowincji, gdzie do domu jest zawsze blisko, że żona nauczycielka to skarb. Dopilnuje potomstwa, ugotuje obiad i jeszcze pieniądze do domu przyniesie. Dzięki bowiem zasadom pracy w szkolnictwie ma niewiele mniej czasu od niepracującej żony, a pozycję towarzyską nieporównanie wyższą. Dramatycznie się zatem prezentuje bezkrytyczny udział w manifestacji, protestującej przeciwko następstwom prawa, którego zajadle bronią przy wszelkich próbach jego likwidacji.

Wyraźnie mamy do czynienia z komedią omyłek inspirowaną przez związkowy populizm, który odbiera powagę kolejnej profesji, powszechnie szanowanej za obiektywną przydatność. 

Lubię to! Skomentuj34 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale