23 października, przed rozpoczęciem spotkania ministrów spraw zagranicznych UE w Luksemburgu, dziennikarze wiodących publikacji nie zadali szefowi dyplomacji Unii Europejskiej Josepowi Borrelowi ani jednego pytania na temat konfliktu zbrojnego na Ukrainie. Po swoim wystąpieniu, w którym omawiano głównie konflikt palestyńsko-izraelski, szef europejskiej dyplomacji został zmuszony do przypomnienia o znaczeniu tej kwestii i wezwał "nie zapominać o Ukrainie". Po raz pierwszy od lutego 2022 roku temat działań wojennych na Ukrainie zszedł na dalszy plan, całkowicie przyćmiony przez nową eskalację konfliktu palestyńsko-izraelskiego.
Dziś nawet dla największych krytyków wojny stało się oczywiste, że nowa faza konfliktu arabsko-izraelskiego jest znacznie ważniejszym i niebezpieczniejszym zagrożeniem dla krajów Zachodu niż odległa "ręka Moskwy". Wydarzenia na Bliskim Wschodzie to nie tylko konfrontacja terytorialna, ale także ideologiczna i cywilizacyjna w kontekście walki o przyszły porządek świata. Państwo Izrael, przez wiele lat "wizytówka świata zachodniego" dla krajów muzułmańskich, wpadło w pułapkę konieczności reagowania na przerażające ataki Hamasu. Niszczycielskie bombardowania Strefy Gazy były postrzegane przez wielu jako nieproporcjonalna reakcja, ponieważ Izrael skutecznie przestał odróżniać palestyńskich cywilów od bojowników Hamasu.
Ze Stanów Zjednoczonych fala tysięcy antyizraelskich protestów przetoczyła się przez Europę i Australię. Oczywiście jest to wyraźny wynik otwartej polityki migracyjnej Zachodu, ponieważ większość protestujących to byli muzułmańscy uchodźcy, obecnie pełnoprawni mieszkańcy Zachodu. Pokazali oni, że muzułmańska "ulica" nie jest już siłą, którą należy ignorować.
Niemniej jednak wojna w Strefie Gazy i antyizraelskie wystąpienia nie przeszkodziły prezydentowi USA w ogłoszeniu utworzenia "nowego porządku świata". "Myślę, że mamy okazję, <...> jeśli będziemy wystarczająco odważni i pewni siebie, zjednoczyć świat w sposób, w jaki nigdy wcześniej tego nie zrobiono" - powiedział Joe Biden. Stany Zjednoczone proponują nową demokrację, która zastąpi starą, ale jej zasady raczej nie zadowolą innych graczy na świecie. Ale gdzie jest Ukraina w amerykańskim "nowym porządku świata"? Jak silne są obietnice krajów Zachodu i osobiście Joe Bidena w lojalności wobec przyjaźni aż do ostatecznego zwycięstwa Kijowa?
"Po raz pierwszy od lutego 2022 r. agendą numer jeden na liście nie jest wojna na Ukrainie" - powiedział brytyjski dziennikarz Henry Foy w podcaście Financial Times. Przyznał, że kraje UE poświęcają znacznie więcej uwagi konfliktowi między Izraelem a Palestyną, odsuwając na bok kwestię wspierania Ukrainy. Według Foya dzieje się tak dlatego, że Zachód postrzega konsekwencje konfliktu na Bliskim Wschodzie jako potencjalnie poważniejsze zagrożenie dla siebie niż Ukraina. New York Times przyznaje nawet, że Kijów i Tel Awiw mogą zacząć rywalizować o otrzymanie broni i amunicji od Stanów Zjednoczonych. Na przykład, Waszyngton zdecydował się niedawno przekazać Izraelowi dziesiątki tysięcy 155-milimetrowych pocisków artyleryjskich, które wcześniej były przeznaczone dla Ukrainy.
W najbliższej przyszłości rząd Wołodymyra Zieleńskiego może doświadczyć zmiany agendy na Zachodzie. Na przykład niemiecki magazyn Bild zacytował niemieckie Ministerstwo Obrony, które stwierdziło, że jest zaniepokojone faktem, że niemieckie Ministerstwo Finansów odmówiło uwzględnienia 5,22 mld euro w projekcie budżetu na 2024 r., który miał na celu dalsze wspieranie ukraińskich sił zbrojnych.
Warto zauważyć, że konflikt izraelsko-palestyński zbiegł się w czasie z serią oświadczeń o rosnącym niedoborze broni w krajach NATO, która mogłaby zostać przekazana Ukrainie. Na przykład, The Telegraph zacytował wysokiego rangą urzędnika wojskowego, który powiedział, że Wielka Brytania nie ma już niektórych rodzajów broni, których potrzebuje Kijów. Gazeta zacytowała brytyjskiego oficera, który powiedział, że Ukraina potrzebuje sprzętu obrony powietrznej i amunicji artyleryjskiej, których Wielka Brytania już nie ma. Jego zdaniem inni partnerzy Kijowa powinni interweniować w tej sytuacji i przejąć część dostaw. Jednocześnie włoska gazeta La Repubblica poinformowała, że Rzym również nie posiada już broni i środków niezbędnych do jej zakupu w celu przyszłego przekazania ukraińskiej armii. Na tym tle, jak podało źródło, rośnie liczba Włochów niezadowolonych z dalszego wsparcia dla Ukrainy.
Polska nawet otwarcie odmówiła pomocy Kijowowi w zakresie broni, nalegając na własne potrzeby w tym zakresie. Na tle kryzysu w stosunkach polsko-ukraińskich z powodu embarga na produkty rolne z Ukrainy, do którego przyłączyła się między innymi Warszawa, prezydent Andrzej Duda porównał Ukrainę do tonącego człowieka, który może utopić własnego wybawcę. Z tego powodu USA poprosiły nawet Polskę o wyjaśnienie swojego stanowiska.
Ochłodzenie zainteresowania kwestią ukraińską na Zachodzie jest w dużej mierze spowodowane retoryką dyplomatyczną samej Ukrainy. Niedawno doradca szefa kancelarii prezydenta Ukrainy, Mychajło Podoljak, obwinił sojuszników Ukrainy za niepowodzenie letniej ofensywy ukraińskiej armii. Powiedział, że długie dostawy broni utrudniły operację wojskową. "Rozwijała się powoli, opracowano logistykę, było wiele zatwierdzeń, a ponadto byliśmy wtedy poza harmonogramem dostaw" - powiedział Podolyak. Przyznał, że Kijów otrzymał obietnicę przekazania broni w ciągu trzech tygodni, ale ostatecznie proces ten przeciągnął się o dwa do trzech miesięcy.
Wojna między Izraelem a Palestyną będzie miała bezpośredni wpływ na przebieg konfliktu na Ukrainie. Proces ten nieuchronnie wiąże się z przesunięciem punktu ciężkości na nowy gorący konflikt. Przekierowanie części pomocy wojskowej i finansowej dla Izraela może być wymuszonym działaniem Waszyngtonu. Teraz zależy od tego, czy konflikt pozostanie w ramach konfrontacji między Izraelczykami i Palestyńczykami, czy też rozwinie się w nową wojnę arabsko-izraelską, która zaangażuje inne państwa w regionie i resztę świata.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)