Prochy
Prochy
Odcinek 33 - nienawiść do polonistyki
- Przeklęty sobie wybrałem zawód - zaczął narzekać na swój los:
- A właściwie zmusili mnie do tego, gdy się okazało że mam predylekcję do opluwania arystokracji i koryfeuszy sztuki Polski szlacheckiej - poskarżył się na swój los w stanie najwyższej desperacji:
- Czy ja w wami ślub brałem, z waszymi Norwidami, w waszym mesjaszem narodów, żebym musiał bez przerwy na kolanach - wielbić i przepraszać, że żyję, że się urodziłem w robotniczej suterynie i rzygać mi się chce na wasze niewody w Świtezi, na głupie genezyjskie prometidiony.
Już podczas okupacji korciło mnie, żeby nie pozwolić się wam terroryzować Okopem Trójcy Świętej... już wtedy korciło mnie, żeby na złość wam podpisać Volkslistę, wybrać to co dla mnie lepsze. Ale łaziliście za mną, namawiając: "Michale bądź dobrym Polakiem, bądź patriotą, wstąp do ZWZ. Michale wstąp do AK. Potrzebujemy jakiegoś frajera, żeby nadstawiał za nas karku w obronie naszej władzy! Chcemy cię wysłać na Niemców jako mięso armatnie!" Już mi się wtedy nie podobało, kiedy strzyżono kobiety za to, że zadawały się z Niemcami. Czyż to nie było ograniczanie ich wolności, o której krzyczeliście wtedy i dzisiaj?
Już wtedy byłem przeciwnikiem karania zwolenników fraternizacji. Jak i nie podobało mi się zabijanie konfidentów. W Kedywie dostawaliśmy za zabijanie pieniądze z Londynu. Londyńskie złoto szło na łapówki dla Gestapo, broń, lekarstwa, meliny i samochody.
Czy pytaliśmy konfidentów, z czego będą żyli, jeśli przestaną donosić do Gestapo? Przecież roboty nie było. A nie mogło być roboty w czasie okupacji, skoro nie jej było za sanacji - wyrzucał z siebie zdania, bezładnie, pełne wzburzenia, łapczywie zaciągając się papierosem.
To znaczy była, dla za darmo, pańszczyźniana robota.
Nagle! Zaczął pisać jak diabli:
Gdy w rzyci piecze raki stara prukwa, przykuwa krucy w krzaki gówno w listach
Z ameryki nie przycho dzikurwona
Dolary łasa pieprzysz, że się stłukła
jasna pizda, się wije jak glista
kurwa kradnie na poczcie, skrwawiona
hyca po kasie bębni szczudłami kukła
ja ją trzymam za cipę, wołam stróża
dolary z listów kradnie - kasa pusta
krzyczy do mnie: ty chuju – obrażona
ściągam jej majtki wlokę, w kąt podwórza
ćwiercią maci mi śmierdzi, jak kapusta
flama starego pierda, pierdolona
ale nie puszczę gizda, cipę ładnie
dolarami ozdabia, bierze w usta
wydupczę w listach, które kradnie
podsuwa krocze pod dolary
uczniowie dupczą się w zerówce
szyją dolary z listów jak popadnie
ksiądz dziekan z darów kradnie okulary
i odsprzedaje babom w pipidówce
przyszły wreszcie dla domu starców z Głupczyc
znakowane kondomy i dolary kradnie
Pani profesor co się z uczniem dupczy
I z miłości się wiesza na szkolnej żarówce...
Ale to przecież bez sensu… Zdumiał się sam nad sobą! Zamyślił się nad własnym zdumieniem. Jak głupi może dostrzec własną głupotę? /a jednak w jego przypadku okazało się to możliwe! Tam gdzie nie ma sensu jest sens, cała kupa sensu nonsensu. W brudnym myśleniu jest czyste myślenie! Kromkę chleba z brudnym masłem, która upadła na podłogę… można wytrzeć o spodnie i zjeść. Co do cholery ja myślę… o maśle…myślał. Niezdarnie. Ale i bardzo szybki i jasno - zarazem. Precyzyjnie jak nigdy.
Cała filozofia do dupy.
Tak rozmyślał, aż się połapał, że mu ślina cieknie z kącika ust jak idiocie i Hanka go weźmie za czubka a może nawet wyśle do wariatkowa, powrócił więc z nową werwą – chociaż co prawda trochę udawaną - do swoich zwykłych przekleństw i wyklinań na cały naród i jego świętości.
Zawsze słyszałem od inteligencji – pieklił się „Kozietulski” - że Polska to nie oracz, kowal, czy jakiś inny robotnik, tylko ten gruźlik Słowacki, żyjący na emigracji nie wiadomo z czego i te zacne szlacheckie rody, te skoligacone z caratem „czartoryskie”, „branickie”, „rzewuskie...” ta cała kosmopolityczna banda - kuzyn we Francji, cioteczka w Ameryce, wujaszek w Szwajcarii... plantacje w Afryce Zachodniej, akcje w bankach Rothschilda... - a ciemna Polska chamów jest po to, żeby... Ach! Po co ja to?.. do ciemnego chama otumanionego Bogiem i Ojczyzną?
- Wyszła z ciebie gadzina „Fryderyku”! Nieludzka bestia! - wyszeptała drżącymi ze zgrozy ustami.
- Kiedy „słysze”: "smentasz zasuszonych" robi mi się „niedobsze” – seplenił z nerwów plutonowy "Szrapnel", wyrzucając ust razem ze słowami kropelki śliny.
- Wiele łapanek, wiele niemieckich akcji odwetowych i pacyfikacji zaczynało się od tego, że pijany Polak zastrzelił Niemca. Jeśli się żąda przyzwoitości od drugich - choćby byli okupantami – to przede wszystkim, samemu trzeba być w porządku.
- I ty to mówisz, ty, któremu Niemcy wymordowali rodzinę w Oświęcimiu? - zawołała ze zgrozą?
- Przeze mnie wymordowali! Ja jestem winien ich śmierci! Gdybym się głupio nie dał rozpoznać, gdybym z bronią nie chodził na niemieckie urzędy, żyliby do dzisiaj! - powiedział prosto z mostu.
- Ale...
- Żadne ale... - przerwał jej brutalnie - Nic mnie nie obchodzi twoje ale. To nie ja wymyśliłem cywilizację opartą na berle i mieczu, na podatku i serwitutach, na instytucji państwa i prawa, na urzędach i więzieniach, na kuriach i senatach. Dla mnie urząd rzecz święta. Polski, niemiecki, sowiecki - wszystko jedno - a ja podnosiłem na niego świętokradczą rękę! Wyście mi kazali - twoi mocodawcy mi kazali podnosić świętokradczą rękę na urzędy Trzeciej Rzeszy. Naruszanie jej organów to nie była moja rzecz. Każda władza od Boga pochodzi! A że dwie władze za łby się biorą, żeby pokazać, która ważniejsza - mnie nic do tego.
Uczciwy człowiek powinien uciekać przed nimi w mysią dziurę, jak od padliny, żeby nie wtrącać swoich trzech groszy. Powinien stać z boku i nie mieszać się do tego gówna! To nie jego rzecz brać udział w zbrodniach wyrafinowanych morderców!
- Michał! Michał, co ty mówisz? – pani Hanka pojękiwała porażona atakiem mężowskiego szaleństwa, bo tylko chorobą umysłu można było wytłumaczyć potworne oskarżenia pod adresem wszystkiego co święte i nienaruszalne.
- Niestety za późno, bo dopiero na starość zdałem sobie z tego sprawę! Przedtem też tak myślałem, ale niestety lęk o los rodziny odbierał mi mowę. Myślałem, że milczeniem, w zamian za możliwość wychowania młodego pokolenia, uratuję świat przed sparszywieniem, bo generacja następców będzie lepsza! Myliłem się, bo cywilizacja robiona przez młodych jest równie przeżarta zbrodnią i obłędem jak nasza. Już w szkole, małe dzieci przygotowują się do objęcia, po swych ojcach, funkcji zbrodniarzy. Tam niewinne dzieci robi się wspólnikami starych nierobów uprawiających politykę, naukę i całe to szacowne kurestwo kończące się zbiorową rzeźnią.



Komentarze
Pokaż komentarze