Sterowiec niesterowalny Sterowiec niesterowalny
161
BLOG

Ofiary NKWD czy manipulacji?

Sterowiec niesterowalny Sterowiec niesterowalny Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 12

W sprawie znalezenia szczątków w białoruskiej cerkwi jakoś wszystkim, za sugestią GW, umknęło najważniejsze pytanie - skąd wiemy że mamy do czynienia ze szczątkami pomordowanych, czyli ze zbrodnią?

"Mord na Polakach. Nieznane groby NKWD", "Polaków w Głębokiem zabiło NKWD, ale kiedy?" - tytuły są jednoznaczne. Autorzy piszą, że wiedzą kto, kogo, tylko mają problem z ustaleniem "kiedy?". Tymczasem sprawa nie jest taka jednoznaczna.

Otóż autor reportaży, Andrzej Poczobut, nie pisze że w ogóle te szczątki oglądał! Skąd więc tak kategoryczne stwierdzenia że mamy do czynienia z ofiarami mordu? Może warto jednak nieco bardziej krytycznie się przyjrzeć tekstom GW zapominając o tytułach typu "Ofiary NKWD"? A więc fakty, które przeczą tezie:

- jedyną osobą, która powiedziała o zabijaniu to ks. Aleksander Ledochowicz, który widział szczątki. Co ciekawe, nie rozmawia on z GW, tylko z jedną z białoruskich gazet. Nie mówi też nic o metodzie zabijania, co nieco podważa wiarygodność jego słów. Zresztą słowa te pojawiły się w GW dopiero dziś, gdyż wcześniej tezę o mordzie przyjęto po prostu apriori bez żadnych dowodów.

- odkrycie szczątków ludzkich w piwnicy cerkwi przyklasztornej (to ważne!) nie jest niczym nadzwyczajnym. Bardzo często mnisi chowali swoich zmarłych braci a także w ogóle zasłużonych wiernych w kryptach, czyli właśnie piwnicach cerkwi czy kościołów. Czasem też się zdarzało że przenoszono do tych krypt szczątki, które wcześniej pochowano na przycerkiewnych cmentarzach. Zwyczaj ten zaczął zanikać w XIX w., ale w wielu miejscach, zwłaszcza na prowincji, przetrwał aż do początków ub. stulecia. Dlatego nie powinno nikogo dziwić (no chyba że ktoś szuka na siłę sensacji), że niektóre, co istotne, szczątki znalezione w piwnicy cerkiewnej pochodzą sprzed kilkudziesięciu lat.

- niewykluczony jest także proces odwrotny, czyli przenoszenie szczątków z cerkiewnej krypty na pobliski cmentarz. To by tłumaczyło fakt, że szczątki z różnych okresów zostały w piwnicy przemieszane, o czym wspomina autor w tekście. Tłumaczy to także fakt, że nie znaleziono w piwnicy ubrań, ani rzeczy osobistych, jedynie kości! Ten fakt jest bardzo ciekawy, gdyż to właśnie resztki ubrań, dokumentów i innych rzeczy pozwoliły swego czasu zidentyfikować ofiary zbrodni Katyńskiej jako Polaków. I można tylko przecierać oczy ze zdumienia, że Poczobut kompletnie ten wątek pominął, no chyba że nie pasował on zupełnie do stawianej tezy. Dodam jeszcze, że nie przypominam sobie, by NKWD trzymało swoje ofiary w piwnicy i na dodatek mieszając je ze szczątkami z poprzednich epok.

- dlaczego szczątki znalazły się w piwnicy, a nie na cmentarzu? Odpowiedź leży na powierzchni: wojna, bolszewicy, hitlerowcy, znów bolszewicy... Od 1939 r. ten obszar kilkakrotnie przechodził z rąk do rąk. Nie znamy losów miejscowego kleru, ale bardzo prawdopodobne że miał on poważniejsze problemy na głowie niż urządzanie dziesiątków kanonicznych pogrzebów, więc po prostu zamurowano piwnicę jak najszybciej.

- jedyny dowód polskości szczątków to... paczka papierosów! Wybaczcie państwo, ale to niepoważne. Znalezienie tej paczki świadczy wyłącznie o tym, że w tej piwnicy był jakiś człowiek, który te papierosy spalił, a czy był to robotnik z pobliskiej wsi, bolszewik który wszedł do piwnicy i miał gdzieś to że śmieci, czy ktokolwiek inny, tego nikt nie jest w stanie dowieść. Zresztą znalezienie łusek dowodzi właśnie tego, że z piwnicy zrobiono śmietnik. To także tłumaczy znalezienie kawałka (sic!) polskiego paszportu. Przepraszam, a niby jakiego innego paszportu można tam się spodziewać, przecież nie amerykańskiego!

- kwestia łusek dowodzi tylko tego że w piwnicy strzelano. Ale po co? Gdzie kule? Gdzie np. czaszki zastrzelonych? Tego nie wiemy.

- to że NKWD mogło rozstrzeliwać ludzi w piwnicy jest możliwe. Ale żeby tego dowieść trzeba znaleźć choćby jednego rozstrzelanego. Nie tylko kogoś,kto powie że Iksiński zaginął gdzieś za bolszewików, tylko szczątki Iksińskiego albo jakieś dokumenty świadczące o jego egzekucji, a najlepiej jedno i drugie. Warto wspomnieć, że NKWD niezwykle rzadko urządzało takie masowe egzekucje jak w Katyniu, zazwyczaj prowadzono dość dokładną dokumentacje - kogo, kiedy, kto, na podstawie jakiego artykułu KK ZSRR skazał na taką czy inną karę.

- dowiedzenie że NKWD faktycznie rozstrzeliwało ludzi w tej piwnicy nie dowodzi, że znalezione szczątki należą do ofiar. Pomimo ww. faktów, warto pamiętać że NKWD nie przetrzymywało ciał w miejscu egzekucji! Zbrodnia Katyńska to wyjątek, gdyż z powodu jej skali dokonana została w lesie, gdzie ofiary pochowano na miejscu. W innych przypadkach ciała wywożono z więzień i albo kremowano (tam gdzie były krematoria, np. w Moskwie), albo chowano w ziemi na odludnych terenach (np. słynne białoruskie Kuropaty). Zresztą takie przetrzymywanie było by niemożliwe ze względów praktycznych, gdyż ciała bardzo szybko zaczynają się rozkładać.

- niektóre komentarze do sprawy są wręcz absurdalne. Zacytowany w pierwszym tekście Poczobuta historyk Aleksander Kuzniecow stwierdził, że... ludzi rozstrzeliwano nocą, bo wówczas nikogo w cerkwi nie było. Dawno nie czytałem takiego absurdu. Ten historyk jasno sugeruje, że w dzień budynek cerkwi chyba był świątynią a w nocy miejscem egzekucji. Absurdalności tej sugestii nawet mi się nie chce dowodzić. Zresztą Kuzniecow, podobnie jak Poczobut, wydaje wyrok nie widząc szczątków, co w ustach historyka wygląda po prostu śmiesznie. Podobnie bezsensownie brzmi komentarz niejakiego Jarosława Bernikowicza przytoczony dziś, jakoby władze Białorusi miałyby tą sprawą szantażować Rosję. Sorry, ale to nawet nie jest śmieszne, bo i co Rosję obchodzą szczątki znalezione na Białorusi?!

Powstaje więc pytanie, po co cała ta manipulacja? Manipulacja jest tu bardzo skuteczna - temat mordów stalinowskich to w Polsce swoiste tabu. Nie w sensie takim że nie można o tym mówić, tylko... nie można absolutnie tego rozpatrywać krytycznie, powątpiewać w raz postawione tezy. Podobnie w tej sprawie - nikt nie podjął się krytyki tez GW, mimo że są one (przynajmniej na razie) wzięte z sufitu.

Reakcja strony polskiej jest bardzo powściągliwa, co nie dziwi, gdyż praca ani Andrzeja Przewoźnika, ani dyplomatów niepolega na fabrykowaniu sensacji. Ale w ten sposób przedstawiciele państwa wpadli w bardzo niebezpieczną pułapkę. Przecież GW już orzekła, że to są szczątki ppomordowanych! I jeśli nawet białoruska prokuratura przedstawi niezbite dowody na to że ci ludzie zmarli śmiercią naturalną, to zawsze można powiedzieć "a przecież to sługusy Łukaszenki!". Co innego przedstawiciele ambasady i czy Andrzej Przewoźnik - co oni mają powiedzieć? Zacząć na siłę szukać ofiar? Bo jak nie znajdą to się dopiero zacznie! Czyżbyśmy byli świadkami początków wkręcania polskich historyków i dyplomatów w kolejną śmierdzącą sprawę?

Kiedyś w przestworzach cicho i dostojnie leciały sterowce - duże, może niezgrabne, ale mające swoje piękno. Podróżowały nimi panowie we frakach i panie w eleganckich sukniach. Dziś mamy tysiące mniejszych hałaśliwych samolotów. Są szybsze, pojemniejsze, bardziej zwrotne więc wyparły olbrzymów. Podobnie w polityce. Jeszcze niedawno była ona domeną panów w cylindrach, doskonale wykształconych i z dobrych rodzin. Dziś opanowały ją dziwni ludzie albo wymachujący gumowymi penisami, albo pozujące pół nago, a przede wszystkim kłamiący w żywe oczy. Powołanie Polityka i Dziennikarza (przez duże P i D) to dziś taki sam archaizm jak sterowiec. Liczy się spryt, cwaniactwo, ilość a nie jakość. Chyba coś myśmy stracili, a nawet tracimy nadal. PS. Nie jestem fanem PiS, PO, SLD i in. W ten sposób pewnie narażę się wszystkim nie zdobywając sympatii z żadnej ze stron. Ale wolę być indywidualistą z własnym zdaniem niż bezbarwnym rzecznikiem jakiejś partii, która przecież już ma rzecznika!

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Kultura