Sterowiec niesterowalny Sterowiec niesterowalny
68
BLOG

Co naprawdę znaleziono w białoruskiej cerkwi

Sterowiec niesterowalny Sterowiec niesterowalny Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 3

Ciała dzieci, nawet jeśli faktycznie padły one ofiarą mordu, wykluczają stawianą tezę że zbrodni dokonało stalinowskie NKWD.

 

Po kilku sensacyjnych tekstach w Gazecie Wyborczej o makabrycznym odkryciu w piwnicy jednej z białoruskich cerkwi sprawa nagle ucichła. Tymczasem ma ona swoje drugie dno, gdyż można poważnie podejrzewać że czytelnicy padli ofiarą nie tylko nierzetelnej pracy dziennikarza, ale wręcz świadomej manipulacji.

 

Już w tytułach swoich publikacji GW z góry ogłosiła, że masakry w Głębokiem dokonało NKWD i to na Polakach. Na jakiej podstawie? Bo tam było w 1939 r. NKWD i byli tez Polacy, były też represje wobec miejscowej ludności. Ale jaki to ma związek ze szczątkami znalezionymi w cerkiewnej piwnicy – tego już nie wyjaśniono, mamy więc wierzyć na słowo. Ja jednak na słowo wierzyć nie lubię, postanowiłem więc trochę poszperać. Najciekawszy trop podsunęła mi sama GW podając tytuły dwóch białoruskich gazet, które o sprawie pisały.

 

Znalezienie tych artykułów zajęło mi dosłownie parę minut. I tu niespodzianka – okazało się że w piwnicy znaleziono nie to, o czym nas poinformował polski dziennik! Inaczej – znaleziono ciała, ale nie ma żadnych dowodów na to że to byli Polacy to raz, a dwa to że... odkryto szczątki dzieci. Odpada więc od razu sugestia że możemy mieć do czynienia ze sprawą, która pomoże wyjaśnić los kilku tysięcy polskich oficerów rozstrzelanych w ramach Zbrodni Katyńskiej, ponieważ dzieci na pewno wśród nich nie było. Kolejną niespodzianką było odkrycie że reporter GW Andrzej Poczobut w ogóle się nie kontaktował z ludźmi, którzy trafili na ten grób.

 

Dlaczego mówię nie o nierzetelności, tylko świadomej manipulacji? Skontaktowanie się z ludźmi, którzy dokonali odkrycia grobu w Głębokiem jest dziecinnie łatwe. Organizacja Zrzeszenie Młodzieży Białoruskiej Cerkwi Prawosławnej nie jest w głębokiej konspiracji, na Białorusi jest znana i namiary na nią łatwo jest znaleźć choćby przez Internet. Tak samo przez Internet znalazłem namiary (nawet adres mailowy) na księdza Aleksandra Ledochowicza. To on organizuje obozy dla prawosławnej młodzieży i kierował grupą, która chciała uporządkować piwnice w głębockiej katedrze. Tymczasem dziennikarz GW rozmawiał ze wszystkimi (opozycjonistami, opozycyjnymi historykami, nawet prokuratorem, któremu zresztą z założenia nie wierzy) poza człowiekiem, który te szczątki znalazł. Мне позвонили лишь теперь, когда уже поднялся шум (Do mnie zadzwonili dopiero teraz gdy zrobiło się głośno - tłum. własne) –powiedział ks. Ledochowicz dziennikowi „Wieczernij Minsk”.

 

Tezę o świadomej manipulacji ze strony GW potwierdzają słowa Ledochowicza, gdzie on opisuje znalezisko. Np. mówi wyraźnie: Мы нашли приблизительно 25 человеческих останков. Не только взрослых, но и подростков, детей. Один череп даже был в детской шапочке (Znaleźliśmy ok. 25 ludzkich szczątków. Nie tylko dorosłych, ale też nastolatków, dzieci. Jedna z czaszek miała nawet na sobie dziecięcą czapeczkę – tłum. własne). Mówi tez o znalezionych w piwnicy łuskach: - ... во время войны в этом подвале были склады РОА (Русская освободительная армия. — Прим. авт.). И гильзы в подвале встречаются, и патроны тоже. Причем и советские, и немецкие, и польские. Но в месте захоронения их нет. (Podczas wojny w tej piwnicy był magazyn ROA, Rosyjskiej Armii Wyzwoleńczej. I można tam znaleźć łuski oraz naboje. Zresztą zarówno radzieckie, jak i niemieckie, i polskie. Ale w grobie ich nie ma – tłum. własne).

 

To niestety tłumaczy dlaczego Andrzej Poczobut nie kontaktował się z ludźmi, którzy natknęli się na szczątki. Podane przez nich informacje kompletnie by zaprzeczyły tak pięknie ułożonej tezie: mord, Polacy, NKWD, Katyń, sprowadzając wszystko do dość banalnego i nudnego „jakieś stare szczątki, nie wiadomo czyje, prokuratura coś tam bada...”. Ponieważ znalezienie dziecięcych szczątków wyklucza z tego NKWD i Katyń, gdyż (cokolwiek o stalinowskiej bezpiece nie mówić) dzieci nie rozstrzeliwano!

 

Oczywiście do ks. Ledochowicza też można mieć parę pytań i niektóre jego stwierdzenia należy traktować z pewną rezerwą. Np. takie: — Среди наших ребят были медики, которые предположили, что кости, скорее всего, принадлежали людям, погибшим насильственной смертью где–то в начале Второй мировой войны (Wśród naszych chłopców byli lekarze, którzy przypuszczają, że kości najpewniej należały do ludzi, którzy zostali zabici mniej więcej na początku II Wojny Światowej – tłum. własne).Aż się prosi by go dopytać – na jakiej podstawie przypuszczają, czy są jakieś ślady, jak zginęli? Ale te pytania nie padły. Nie zadał ich także Andrzej Poczobut. Moje wątpliwości budzą też informacje o „radzieckich, niemieckich i polskich” łuskach, gdyż naprawdę trzeba się na tym znać żeby dokonać aż tak jednoznacznej identyfikacji, o co jednak prawosławnego księdza nie podejrzewam. Jednak żeby odróżnić szkielet dziecka od dorosłego nie trzeba być specjalistą od anatomii!

 

PS. Dlaczego mnie tak poruszyła ta sprawa? Z dwóch powodów. Po pierwsze, nie lubię gdy ktoś mi robi wodę z mózgu. A po drugie... Dwoje moich pradziadków zginęło w stalinowskich łagrach, mam więc do tej tematyki także bardzo osobisty stosunek. Nie zamierzam wybielać Stalina i komunę, bo i niby po co? Ale gdy ktoś zaczyna na czyjejś ofierze, wręcz czyichś kościach nadmuchiwać balon taniej sensacji, zaczyna manipulować czytelnikami, wręcz przekłamywać historię pod z góry obraną tezę... nie powiem co mi się wtedy chce.

Kiedyś w przestworzach cicho i dostojnie leciały sterowce - duże, może niezgrabne, ale mające swoje piękno. Podróżowały nimi panowie we frakach i panie w eleganckich sukniach. Dziś mamy tysiące mniejszych hałaśliwych samolotów. Są szybsze, pojemniejsze, bardziej zwrotne więc wyparły olbrzymów. Podobnie w polityce. Jeszcze niedawno była ona domeną panów w cylindrach, doskonale wykształconych i z dobrych rodzin. Dziś opanowały ją dziwni ludzie albo wymachujący gumowymi penisami, albo pozujące pół nago, a przede wszystkim kłamiący w żywe oczy. Powołanie Polityka i Dziennikarza (przez duże P i D) to dziś taki sam archaizm jak sterowiec. Liczy się spryt, cwaniactwo, ilość a nie jakość. Chyba coś myśmy stracili, a nawet tracimy nadal. PS. Nie jestem fanem PiS, PO, SLD i in. W ten sposób pewnie narażę się wszystkim nie zdobywając sympatii z żadnej ze stron. Ale wolę być indywidualistą z własnym zdaniem niż bezbarwnym rzecznikiem jakiejś partii, która przecież już ma rzecznika!

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Kultura