Dr. Stolzmann Dr. Stolzmann
375
BLOG

Kościół za komuny miał się nieźle

Dr. Stolzmann Dr. Stolzmann Polityka Obserwuj notkę 0

 

Minęły już ponad dwa tygodnia od beatyfikacji ks. Jerzego Popiełuszki. W tym czasie, ale i wcześniej, na fali zainteresowania filmem opowiadającym o losach zamordowanego przez SB kapłana, wszelkiej niemal proweniencji media nie ustawały w kadzeniu Kościołowi za jego jakoby walny udział w obaleniu komunizmu i doznane wcześniej od polskich sowietów cierpienia.  To grube historyczne nadużycie jest już w na tyle mocno osadzone w świadomości Polaków, że nikt nawet nie usiłuje podejmować z nim polemiki. Jakby tego było mało, kapłani i ich akolici z lubością odwołują się do kombatanckiego statusu swojej organizacji dla uzasadnienia przysługujących jej rozlicznych przywilejów. Sam w ubiegłe wakacje byłem świadkiem, jak - ciągle jeszcze uchodzący gdzieniegdzie za autorytet - Lech Wałęsa dowodził podczas spotkania z młodzieżą, że skoro komuniści przez prawie pół wieku zabijali księży, to teraz trzeba  to klerowi należycie zrekompensować. Prowadzący imprezę Piotr Najsztub trzeźwo replikował, że nie jest za tym, by wdzięczność wyrażać w pieniądzach.  Ale może pies pogrzebany jest gdzie indziej - i wcale nie ma za co być wdzięcznym?

Przede wszystkim należy bardzo wyraźnie rozgraniczyć pomiędzy indywidualnymi postawami poszczególnych księży, a oficjalną linią polityczną hierarchów. Nie ulega wątpliwości, że wśród szeregowych kapłanów znajdowali się prawdziwi patrioci, bez względu na konsekwencje działający na rzecz wyzwolenia narodu od sowieckiego reżimu. Do nich należał m.in. ks. Jerzy Popiełuszko - i zgodnie z przeświadczeniem milionów Polaków był bohaterem.

Jednakże kościelna wierchuszka zachowywała się wobec władz znacznie bardziej ambiwalentnie niż ks. Popiełuszko i jemu podobni.  Już bowiem w 1950 roku zawarł Kościół w osobie prym. Stefana Wyszyńskiego porozumienie z  komunistami, w którym otwartym tekstem potępiano polskie podziemie zbrojne i poświadczano aprobatę kościoła dla pojałtańskiego kształtu wschodniej granicy RP. Wyszyński w imieniu episkopatu zobowiązał również Kościół do głoszenia swoich nauk w poszanowaniu dla ustroju oraz praw PRL. W zamian kler otrzymał możliwość swobodnego kontynuowania działalności duszpasterskiej, także i w ramach odbywających się w szkołach publicznych lekcji religii, wydziałów teologicznych obecnych na państwowych uniwersytetach oraz na własnej, choć finansowanej z kiesy państwowej, uczelni - KUL.

Bądźmy poważni. Jeżeli państwo funduje jakiejś instytucji sieć placówek kształcenia kadr, to czy można powiedzieć, że jest jej nieprzychylne? I kiedy owa instytucja godzi się na szereg zasadniczych kompromisów celem uzyskania tych i innych uprawnień - czy można wówczas stwierdzić, że bohatersko walczy z reżimem?

Po wyraźnym ochłodzeniu stosunków w latach 1956 - 70, kiedy to personalny (bo nie ideologiczny) konflikt Gomułki z Wyszyńskim wydatnie utrudniał Kościołowi stworzenie sobie korzystnego modus vivendi z komunistami, jak również doprowadził do utraty przez KRK niektórych zdobyczy roku 1950 (np. obecności katechezy w szkołach publicznych) , przyszła relatywnie spokojna dekada gierkowska, a jeszcze później prawdziwy renesans politycznej potęgi Kościoła w epoce Jaruzelskiego. Restytuowano wówczas założoną już w 1949 r. Komisję Wspólną Rządu i KEP, rozpoczęto rozmowy nad zawiązaniem konkordatu i utworzeniem obecnie działającej Komisji Majątkowej. Jeszcze u progu wyborów czerwcowych Jaruzelski latał do prym. Glempa jak oparzony, byleby ten zapewnił go, że Kościół nie udzieli oficjalnego poparcia żadnej ze stron. Prym. Glemp ze złożonej wtedy obietnicy gorliwie się wywiązał, apelując jedynie do rodaków o rozsądne i patriotyczne decyzje. Prodemokratyczne wystąpienia organizowane przez kler w tamtych dniach to chwalebna samowolka szeregowych kapłanów-nonkonformistów, którzy nie dali się uciszyć autorytarnej władzy i swoim wysoce pragmatycznym pryncypałom.

Mniemam, że nawet tak króciutkie przypomnienie faktycznych relacji państwa i Kościoła w czasach PRL pozwala pojąć, że kler nie zawsze szedł w awangardzie walki o wolność. Tak, jak niegdyś Watykan z powodzeniem układał się dla ochrony swoich interesów z Hitlerem i Mussolinim, tak i jego polska ekspozytura nie stroniła od koncyliacyjnych gestów i działań względem komunistycznej władzy. Zamiast rozwodzić się nad niemierzalnym przecież wpływem antykomunistycznych deklaracji Jana Pawła II na demontaż Imperium Zła, zachowajmy lepiej większą czujność, gdy następnym razem kapłani zechcą, by pieniędzmi i przywilejami płacić im za rzekome zasługi i cierpienia.

 

 

 

 

 

 

 

Student filozofii.Członek Ruchu Autonomii Śląska oraz Stowarzyszenia KoLiber. Górnoślązak z urodzenia i z przekonania. Libertarianin-minarchista.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka