Trwający w TVP serial o agencie Bolku uderza rykoszetem w jestestwo Jarosława Kaczyńskiego. Z każdym wiadrem wylanych pomyj na Lecha Wałęsę rośnie jego serce, ale dusza płacze. Wracają bolesne wspomnienia sprzed lat, a wraz z nimi koszmar pewnej grudniowej niedzieli.
Jako naród wielkiej wiary wierzymy w płynące zewsząd świadectwa ludzi dobrej zmiany, że Kaczyński działał, że cierpiał, że walczył. Jednak jego heroizm i poświęcenie w zwalczaniu Polski Ludowej nadal nie zostały należycie udokumentowane. Strefa wolnego słowa wspierana katolickim głosem w naszych domach robi co może, aby odtworzyć opozycyjna golgotę prawdziwego bohatera Solidarności. Z marnym skutkiem bowiem SB, wynosząc Wałęsę na piedestał, zatarła oczywiste dowody chwalebnej działalności Jarosława Kaczyńskiego.
Zausznicy Bolka, wykorzystując pustkę w archiwach IPN, bezczelnie usiłują wmówić Polakom jakoby Kaczyński dzisiaj stawiał się tam, gdzie go wtedy nie było. Te haniebne insynuacje, połączone z wewnętrznym przekonaniem o własnej wielkości i niemożnością pokazania jej światu, wpędzają Kaczyńskiego w coraz większą frustrację. Na nic zdają się zapewnienia przybocznych, że Jezus też miał lukę w życiorysie, a dzisiaj zajmuje należne mu miejsce na kartach historii.
Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że udupienie Wałęsy to dzisiaj polska racja stanu. Wstający z kolan naród powinien poznać prawdę, ale trzeba zachować umiar. Misja misją, ale TVP nie może raczyć widzów maratonem wspomnień o Bolku, wiedząc jakie spustoszenie wywołuje to w psychice Kaczyńskiego.
Mam nadzieję, że Kurski zrozumie swój błąd i przynajmniej wycofa się z zapowiadanej reaktywacji Teleranka, bo to już byłby cios poniżej pasa.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)