Jakoś tak ostatnimi czasy widzę podobieństwo między Prawem i Sprawiedliwością i Sojuszem Lewicy Demokratycznej. Wyraża się to w bardzo podobnym sprawowaniu władzy w partii oraz jej wyborze. Grzegorz Napieralski który chyba pozazdrościł zamordyzmu jaki uprawia Jarosław Kaczyński na swoich włościach, wprowadził praktycznie identyczny rodzaj sprawowania władzy w SLD. Można się było o tym przekonać podczas konstruowania list wyborczych. Ci którzy nie "kolegowali" się za bardzo z przewodniczącym dostawali propozycje startu z dalszych miejsc (Wacław Martyniuk) lub propozycje jedynek z bardzo wątpliwą szansą na wygraną (Józef Oleksy w Nowym Sączu). Fakt faktem jest to beton partyjny ale młodzi i zaufani Grzegorza Napieralskiego też nie zrobili furory - Tomasz Kalita - który wybitnie swoim wynikiem skompromitował SLD w Krakowie.
Nie można oprzeć się stwierdzeniu, że w SLD w sumie nic się nie zmienia od kilku lat. Tak jak kiedyś Grzegorz Napieralski wyciął Wojciecha Olejniczaka zapewne przy wydatnej pomocy Leszka Millera, tak teraz były premier został szefem SLD pewnie przy bardzo dużym wsparciu Grzegorza Napieralskiego, który intensywnie ostatnio podróżował po kraju. Rączka rączkę wspomaga parafrazując "rączka rączkę myje" chciałoby się rzec. Nie ma w tym żadnej przesady, bo tak to w rzeczywistości wygląda.
Jarosław Kaczyński który ze swoją partią jest na ścieżce i na kursie do politycznego upadku razem ze swoim betonem partyjnym, w którym nomen omen są też ludzie o korzeniach PZPR-owskich staje się dla Nich polisą na spokojną starość. Z kolei na czele SLD stoi człowiek, którego sławny bon mot o mężczyźnie którego poznaje się po tym jak kończy do dzisiaj wielu Polakom dudni w uszach. Jestem skłonny delikatnie na dzień dzisiejszy zmodyfikować to powiedzenie. W tej sytuacji chyba będziemy mogli poznać mężczyznę po tym jak kończy bez członka. ;-) Nie ma co ukrywać, że po wyborze na szefa SLD Leszka Millera partia stanie się najbardziej bogatym łowiskiem, gdzie wielu członków partii zacznie się zastanawiać nad odejściem i zmianą barw klubowych. Takie myśli wśród działaczy i funkcjonariuszy partyjnych będą się narastały z publikowanymi sondażami, które cyklicznie będą pokazywały słabe poparcie dla SLD. W kampanii wyborczej Grzegorz Napieralski wraz z Katarzyną Piekarską zaklinali rzeczywistość mówiąc, że posiadają sondaże w których SLD ma 16 procent poparcia. Skończyło się to totalna klapą, zresztą z tymi wewnętrznymi sondażami znowu pojawia się podobieństwo do Prawa i Sprawiedliwości, które identycznie mamiło wyborców bezapelacyjna wygraną i samodzielnymi rządami.Taka sytuacja może się również powtórzyć w wyborach do Europarlamentu. Ha! Do Europarlamentu SLD może nikogo nie wprowadzić. Wybór do Europarlamentu może co bardziej wartościowym ludziom z Sojuszu zapewnić Ruch Palikota i Platforma Obywatelska.
Po wyborze Leszka Millera życzę SLD wszystkiego najlepszego w spotkaniach z kolejnymi aniołami. Mam nadzieję, że w jakimś kolejnym bon mocie nie pojawi się papież do czegoś namawiający. Leszek Miller jest w trudnej sytuacji, ale to właśnie On sam wrzucił sobie worek z kamieniami na plecy, który Go przyciśnie do ziemi. Mam nadzieję, że będzie przy tym uważał na swojego ostatniego członka. Grzegorza Napieralskiego.
447
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (3)