„Orgia w gimnazjum. Pięć uczennic w ciąży” – krzyczy tabloid na pierwszej stronie. Gonienie za sensacją upodabnia takie doniesienia do Radia Erewań, więc tym razem okazuje się, że zabawa grupowa była na prywatce, a nie w szkole, w której seks się również zdarza, ale tylko w toalecie i nic nie wskazuje w treści, aby przybierał w tym miejscu tak masowe ramy. Prawdopodobnie czytelnik takich gazet nie wymaga od nich, że będą się trzymać faktów przez cały artykuł.
Wszystko przez pornografię w internecie i brak edukacji seksualnej w szkołach – mądrzą się eksperci pod artykułem. Na szczęście mamy telewizję publiczną, która wypełnia misję. Dwa, może trzy dni przed publikacją o grupowym seksie gimnazjalistek z Ostródy, w „Pytaniu na śniadanie” dziennikarze roztrząsali kwestię: „Czy warto kręcić filmy porno ze swoim udziałem”. Z pewnością kaganek oświaty niesiony przez telewizję śniadaniową odniesie skutek, gdyż prowadzący program lubią różowe tematy i poruszali już problemy gry wstępnej, co robić, gdy „jedno chce, a drugie nie”, jak zadbać o zdrowie seksualne kobiety i tym podobne zagadnienia charakterystyczne dla tej pory dnia (w mniemaniu wydawcy programu). Nie od dziś wiadomo, że edukacja jest skuteczna wtedy, gdy jest prowadzona systematycznie.
Naukę społeczeństwa wspierają autorytety. Trudno jest przy tak ostrej konkurencji przelicytować gimnazjalistki i „Pytanie na śniadanie”, ale jednemu udało się przebić na pierwsze strony, gdy znalazł nekrofilię u kandydata na prezydenta. W normalnych warunkach by się pewnie zachwycili takim postępem, ale nie namaścili wodza moherów na trendsettera, więc nie darują mu wyjścia przed szereg. Na razie wolą inny postęp: żeby po głosowaniu w pierwszej turze dawać zaświadczenie do głosowania w drugiej turze w całym kraju. Mogli iść na całość i proponować głosowanie awansem w drugiej turze, przecież i tak ustalone, kto ma się w niej znaleźć.
Wspomniany autorytet zmącił mi radość z faktu, że za kilka miesięcy osiągnę wiek upoważniający do startu w wyborach prezydenckich. Dowiedziałem się, że to nie wystarczy: trzeba mieć sporo dzieci i harcerską przeszłość. Na domiar złego ze zwierząt miałem w domu tylko świnki morskie. Nie tracę jednak nadziei, gdyż pająki za moim łóżkiem nie należą do gatunków futerkowych. Podobnie sytuacja wygląda z muchami, które wlatują przez okno. Nawet mole, które się u mnie zalęgły, są z gatunku spożywczych, a nie odzieżowych. Jak widać, w przeszłości błądziłem, ale obecnie fauna mojego mieszkania jest pozbawiona wypaczeń. Nie jestem również nekrofilem i byłem zuchem trzy lata – zawsze to coś…
W niechęci do futer również chodzi o seks. Jak zwierzę gołe, to wszystko lepiej widać. Deszcze chłodzą jednak kosmate myśli, autorytetom też nie zależy na eksponowaniu jurności kandydata jako najważniejszego kryterium wyboru, ponieważ wśród konkurentów znajduje się Korwin-Mikke z szóstką dzieci. Rozmnażanie nie jest na salonach aż tak glamour.
Marcin Motylewski
----------------
Felieton ukazał się w czerwcowym numerze miesięcznika „Nasz Płock”


Komentarze
Pokaż komentarze (4)