4 lipca wybraliśmy nowego prezydenta. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że były to wybory niezwykle ważne. Sądzę, że decyzja, którą miesiąc temu podjęli obywatele Polski, będzie miała kolosalne znaczenie dla tego, co będzie się dalej działo w polityce. Platforma Obywatelska, mówiąc kolokwialnie, zgarnęła wszystko. Czy dobrze się stało?
Są tacy, którzy łączą z wyborem Bronisława Komorowskiego na urząd Prezydenta wielkie nadzieje. Sądzą, że teraz, gdy nie ma żadnych obiektywnych przeszkód, PO zacznie uchwalać wiele wolnorynkowych ustaw, tak przecież potrzebnych naszej gospodarce. Z drugiej strony są i tacy, którzy uważają, że bardzo źle się stało, że jedna partia ma pełnię władzy, gdyż to oznacza absolutny brak kontroli nad jej działaniami.
Innym pytaniem, jakie warto sobie postawić po wyborach, jest pytanie o przyszłość polskich partii politycznych, zarówno tych bardzo dużych, jak i tych mniejszych. Czy zwycięstwo Bronisława Komorowskiego wzmocni Platformę? A może wręcz przeciwnie, będzie przyczyną podziałów? Jak środowiska związane z PiS-em zareagują na przegraną Jarosława Kaczyńskiego? Co dla PSL-u oznacza fatalny wynik ich kandydata? Czy znajdzie się na scenie politycznej miejsce dla partii dotychczas pozostających poza parlamentem? Pytań jest wiele i zapewne po to, by udzielić na nie odpowiedzi, trzeba byłoby najpierw zaopatrzyć się w szklaną kulę.
Jednak, mimo iż ciężko jest przewidzieć przyszłość, jest wiele kwestii związanych z wyborami, o których warto pomówić. W tym numerze chcielibyśmy przedstawić Państwu refleksje i analizy kilku naszych redaktorów. Jaromir Kwiatkowski przewiduje, że PO czekają spory wewnętrzne, wyniki analizuje Adam Karpiński, natomiast Witold Falkowski pisze o tym, że obietnice wyborcze są obojętne, więc wybory mogą być tylko konkursem piękności - prawdziwa władza i tak leży gdzie indziej.
Anna Grabińska, zastępca redaktora naczelnego
Komorowski i Tusk – będzie iskrzyć?
Platforma Obywatelska od miesiąca ma pełnię władzy: prezydenta, koalicyjną większość w Sejmie i premiera, a zarazem nie ma już alibi, by uchylać się od rządzenia, bo głowa państwa – jak się wszyscy spodziewają – już nic nie zawetuje. Jednak czy ten obraz, choć ma wszelkie pozory prawdziwości, jest rzeczywiście prawdziwy? Śmiem wątpić.
Na prowincji bez zmian
Ekonomia i wybory
W dzisiejszej demokracji wybory powszechne stały się czymś w rodzaju plebiscytu i konkursu piękności.



Komentarze
Pokaż komentarze