Vive la France!
Frekwencja o 17.00 - wyniosła już ponad 70%, a to jeszcze nie koniec głosowania. Frekwencja ta jest wyższa niż 5 lat temu, w ostatnich wyborach prezydenckich.
Frekwencja zapewne przekroczy 80%,podobnie jak 5 lat temu.
A kiedy Polska osiagnie taką frekwencję?
Obawiam się, że w warunkach polskich, taka frekwencja mogłaby zaistnieć tylko po wprowadzeniu opłat/kar za niegłosowanie i wtedy też będziemy mieć swoje 70, 80 procent lub więcej.
Taka potencjalna kara np. 500 zł.
Tylko problem z usprawiedliwieniami, bo obawiam sie, ze jak się takie coś wprowadzi, to ludzie z byle przyczyny będa brali usprawiedliwienia.
Podwyższyć frekwencje może też bardziej socjalny charakter państwa: z większymi zasiłkami socjalnymi, rodzinnymi i dla bezrobotnych, a na pewno odejście od wymogu posiadania pracy jako warunku wypłaty zasiłku dla bezrobotnych. Winien być on bardziej powszechny, a nie dotyczyć tylko 20% zarejestrowanych bezrobotnych.
Takze większa ilość pracujących stabilnie może zwiększyc zaufanie dla państwa i wobec tego frekwencje.
Ale nie dogonimy Zachodu pod względem frekwencji, jesli nie wprowadzimy kar za niegłosowanie lub nagród za głosowanie. U nas wybory to bardziej "handel", a nie obowiązek, stad koniecznosć regulacji tego "handlu" przez panstwo (poprzez opodatkowanie tych, którzy "nie handlują"), jeżeli mamy dogonić Zachód pod względem frekwencji.
Z tym przesłaniem wybiegam w przyszłość!
Jeśli obowiązek nie jest obowiazkiem, to należy go wymóc finansowo!


Komentarze
Pokaż komentarze (3)